Tarja Turunen – The Shadow Self (2016)

Bez kategorii1 komentarz do Tarja Turunen – The Shadow Self (2016)

Tarja Turunen – The Shadow Self (2016)

Po dłuższej przerwie, zapoznałem się z kolejnym już albumem Tarji Turunen, dla wielu fanów Nightwisha, będącej nadal tą ,,najlepszą ”. Do tego namówiły mnie w sumie dwie osoby Joanna i Malwina. Mam tu na myśli płytę The Shadow Self z 2016 roku. Chętnie się przekonam czy Tarja pomimo posiadania doskonałego głosu, potrafi stworzyć dobry album. Czy będzie to pozytywne zaskoczenie? Jeśli chcecie wiedzieć, zapraszam do zapoznania się z moimi odczuciami.

Otwierający płytę singiel Innocence,od początkowych partii pianina wykonanych przez Tarją, brzmi dobrze, bardziej rockowe riffy wraz z jej śpiewem się dobrze komponują, mam tu też na myśli dobrą perkusję. Jedynym lekkim nad użyciem, jest dla mnie trochę zbyt długa solówka na pianinie. Wirtuozerska strona nie wypada źle, lecz mimo to uważam ją trochę za lekko zbędną. Do tego jeszcze te partie instrumentów dętych. Za dużo tego. Demons in You co ciekawe zaczyna się lekko funkowe brzmiącą gitarą, do tego wyrazisty bass. Wejście naprawdę jazzowe. Potem jest intensywnie. Deathowo wręcz trochę. Fuzja głosy Alise White-Gluz znanej już z Arch Enemy to dość specyficzne doświadczenie, które nie każdemu do gustu przypadnie. Dla mnie jest to dość odważne artystyczne połączenie dwóch zupełnie innych głosów. Alise jest demonem a Tarja aniołem. Solówka basowa natomiast to mistrzostwo. Końcowy break down daje efektywny koniec.

No Bitter End w porównaniu do poprzednich utworów brzmi najprościej. Co nie jest zarzutem, wreszcie można odpocząć. Doskonały wokal Tarji, dobre riffy oraz bardzo dobra solówka gitarowa. Love to Hate natomiast to najlepiej połączone partie skrzypiec oraz pianina, na tym albumie. Tu aranżacje orkiestrowe idealnie pokrywają się z tekstem. Choć ich chwilowe orientalne brzmienie zaskakuje. Supremacy miał być w założeniu coverem piosenki o tym samym tytule zespołu Muse. Dla mnie okazał się jej odtworzeniem, tylko że z Tarją na wokalu. Bardzo słabo, w sumie to nie wiem po co, został na tym albumie zamieszczony. The Living End jest wreszcie, spokojną, prosta, ale dobrą balladą. Diva czy Eagle Eye mnie niczym szczególnym nie powaliła, mogłem usłyszeć Toniego, który jest bratem Tarji. Undertaker pod kątem symfonicznym zajmuje u mnie drugie miejsce. Słucha się go naprawdę przyjemnie. Na Calling From The Wild intrygująca jest zmiana brzmienia na bardziej deathowe i nie mam tu na myśli, tylko break downów. Końcowa Too Many pomimo tytułu nie zapewnia zbyt wielu emocji, a raczej żadnej w sumie.

Podsumowując, tak szczerze powiedziawszy to mam twardy orzech do zgryzienia. Ponieważ z jednej strony album posiada kompozycje, które pod kątem różnorodności instrumentalnej, wirtuozerskiej również, nie są dla każdego. Choć nie kiedy czuć woń lekkiego przekombinowania, wręcz na siłę. Natomiast z drugiej są też takie, których słucha się dobrze jak, chociażby Love to Hate, Undertaker oraz Living End. Problem jest w tym, że u mnie powoduje to mocny dysonans. Przewaga jest bowiem po tej aranżacyjne/wirtuozerskiej części, co akurat tej płycie zaburza równowagę. Prostoty, która akurat sprawiłaby, że wracałbym do tego albumu, jest za mało. Oprócz tego mocno komiczny jak dla mnie cover, który nim nie jest, udowadnia, że, nie jest to album spójny. Doceniając kunszt muzyków, wraz z Tarją, ten krążek jest dla mnie dobry. Na raz. Nie wybitny, nie wspaniały, po prostu dobry. Mam pełną świadomość, że, narażam się fanom Tarji, ale swojego zdania nie zmienię. Czekam na wasze opinie na temat tego albumu. Mnie w nim czegoś, lepszy w moim osobistym odbiorze, okazał się Jej debiut My Winter Storm z 2007 roku.

7/10

Kacper Sikora (Relevart)
Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

One thought on “Tarja Turunen – The Shadow Self (2016)

  1. Świetna recenzja płyty.Gratuluję talentu i podziwiam wyrażanie odczuć słowami,gdyż nie każdy to potrafi. Pozdrawiam 🤘

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top