Rammstein — Rammstein (2019)

2019 rok to wielki powrót niemieckiego zespołu Rammstein, choć wielu w tym i ja uznało, iż, udali się na tzw. muzyczną emeryturę. Po dekadzie przerwy, nie licząc singla My Land z 2011 roku. Wydali 16 maja tego roku album zatytułowany po prostu Rammstein. W sumie w prostocie siła. Dziś podzielę się z Wami, swoimi wrażeniami po wielokrotnym przesłuchaniu tego wydawnictwa. Czy warto było tyle czekać na ich powrót? Przekonajmy się.

Wielkie kontrowersje od zawsze towarzyszyły tej grupie. Nie inaczej było w tym przypadku. Mówię tu o pierwszym utworze Deutschland , który był pierwszym singlem promującym. Od pierwszych nut, wiem, z czym mam do czynienia. Dobrze dopasowane partie elektroniczne, do tego ten riff. Oprócz tego nie da się, nie usłyszeć nawiązania do starego klasyka Rammstaina Du Hast. Jedyne co nie tak w pełni 100 procentowo przekonało to ten wokal w tle, bo Till wypadł fantastycznie. W wersji z klipem ta symbolika tytułu jest oddana bardzo mocno, ową kontrowersją pewnie było powierzenie roli Germanii czarnoskórej, no ale cóż, jakby nie było zamieszania, nie przykułoby to uwagi. Till co do własnego kraju ma bardzo skrajne odczucia, bo raz go kocha, a raz nienawidzi. W całokształcie: muzycznym, lirycznym oraz wizualnym jest mistrzowskie otwarcie płyty.

Drugim singlem jest Radio. Tu też jest wszystko, jak trzeba. Choć elektronika przypomina bardzo krótki romans niemieckiego techno z dup-stemem, jednak chwytliwości brzmienia tej mieszanki sprawia, iż, ów romans był udany. Gitarowe riffy, zmiany temp oraz budowanie napięcia. Jak na razie prostota rządzi. Zeig Dich to znowu inna sprawa. Choć samym cięższym brzmieniem, przypomina mi kilka kompozycji z ich drugiej albumu Sehnsucht, a dokładniej najbardziej Bück dich, to jednak mimo wszystko, podczas słuchania zabrakło mi tzw. ekstazy. Pomimo podkreślenia partii basu, to jednak niepotrzebny chór, sprawił, że, Zeig Dich nie jest w moich uszach kompletny.

Ausländer przez swój dyskotekowy charakter mnie powalił. Do tego to żonglowanie i teatralność wokalu Tilla, to jest to! Nie brak, do tego wpadających w ucho riffów. Chórki dzieci też dodają tzw. smaczku. Do tego klip, który się do tego utworu ukazał, idealnie odzwierciedlił liryczny przekaz kompozycji. Co do utworu Sex, to organowe klawisze, okazały się intrygującym otwarciem. Podkreślony bas oraz motoryka gitar, ciekawostką, o której się dowiedziałem, to iż w nieco innej wersji ten utwór był już na koncertach grany. Nie zdziwiło mnie to w żadnej sposób, gdyż jest on utrzymany na odpowiednim poziomie. Z Puppe mam pewien problem. Przez prawie cały utwór nastrój jest umiejętnie budowany, a potem następuje załamanie, bo wokal Tilla zmienia się w połączenie krzyku oraz jęczenia Till, istna mieszanka wybuchowa.

Was ich Liebe, to kolejny przeciętniak. Bo wszystko, co na nim słyszę, już znam. Jeśli słuchaliście Rammsteina kiedyś, wiecie co, mam na myśli. Diamant jedyna ballada, a do tego najkrótsza kompozycja na płycie. Tu akurat zastosowany minimalizm instrumentalny wraz z odpowiednim wokalem Tilla, zbudował odpowiedni nastrój. Kolejna jak nie najlepsza ballada w dorobku grupy. Weit Weg traci u mnie za elektroniczną perkusję, oprócz tego szału nie ma. Przedostatni Tattoo to znowu jeden z moich ulubieńców, zawiera w sobie dobry ukłon w stronę fanów. Gitary oraz rytm znany z najbardziej chwytliwych utworów debiutu Herzeleid, perkusja to Sehnsucht, mam tu na myśli albumy oczywiście, jednakże Tattoo daje drugie życie tym znanym rozwiązaniom. Tak jak mówiłem o mistrzowskim otwarciu, tak w przypadku Hallomann, nie jest aż, tak dobrze, bo choć riff oraz elektronika dają radę, to nie na tyle, aby zdobyć moje uznanie.

Podsumowując. Płytę Rammstein nie do końca określiłbym jako spójną, lecz podzieloną na dwie części. Eksperymentalną oraz ,,dobrze znaną – Rammstainową”. Do tej pierwszej zaliczyłbym Ausländer, Puppe, Zeig Dich oraz Weit Weg. Do drugiej natomiast resztę kompozycji oprócz Tattoo, o którym, dlaczego jest tak wyjątkowy, wspomniałem wcześniej. Co do eksperymentów i badania przekraczania swoich muzycznych granic, szanuję ich bardzo. Wybierając trzy ulubione utwory, miałem problem, ale chłodny osąd okazał się bardzo pomocny. Na pierwszym miejscu znalazł się Ausländer, drugim Tattoo a na trzecim Deutschland. Czy warto było czekać dziesięć lat na najprawdopodobniej ostatni krążek zespołu Rammstein? Zdecydowanie tak. Jedyne co mnie trochę jednak boli, do zbyt duża ilość tzw. przeciętnych utworów z drugiej części albumu, dlatego mimo szczerych chęci, nie jest to aż tak wybitna płyta, aby zrzucić dwa pierwsze albumy z pocztu opus magnum grupy. Choć w porównaniu do Liebe ist für alle da z 2009 roku, jest bardziej chwytliwy i zapadający w pamięć. Do tego okładka, na której jest jedna zapałka, sprawia, że prostota jest nie raz lepsza od przekombinowanej wizji artystycznej. U mnie owa zapałka rozpaliła płomień, może nie dość pokaźny, ale na tyle spory, aby móc się przy nim dobrze ogrzać. Liczę, że utrzyma się bardzo długo.

8,5/10

Dodaj komentarz