Astral Doors – Worship or Die (2019)

Doznałem oświecenia, usłyszałem naprawdę zespół warty zainteresowania, to wszystko dzięki Beacie. Mówię tu o szwedzkim Astral Doors, macierzystej grupie wokalisty Nilsa Patrika Johanssona, znanego mi wcześniej z grypy Civil War (złożonej z byłych członków Sabatonu). Długo się zastanawiałem co wybrać, ale w ostateczności postawiłem na ich najnowszy album Worship or Die, wydany 26 kwietnia tego roku, nakładem wytwórni Metallville. Czy warto po nie sięgnąć? Czy wreszcie ktoś będzie lepszy dla mnie od szwedzkiego Hammerfall? Wraz z odpowiedziami na te pytania, podzielę się swoimi wrażeniami odnośnie do owej płyty.

Night of the Hunter jako otwierająca kompozycja i singiel jednocześnie sprawdza się całkiem nieźle. Dość krótkie intro wraz z bardzo dobrym riffem otwierającym, do tego bardzo charakterystyczny wokal Nilsa, czasem wspomagany chórkiem. Oprócz tego dwie dobre, choć krótkie gitarowe solówki. Jest dobrze. This Must Be Paradise wyróżnia się co odrobinę innymi riffami, bardziej heavy metalowymi. Bardziej natomiast spodobał mi się tytułowy Worship or Die, oparty na thrashowych riffach i mający dwa dobre beakdowny, do tego te mroczne partie klawiszy. Do tego odpowiednio długa i dobra solówka. Concrete Heart nic nie brakuje, lecz sam w sobie jakoś z nóg mnie nie zwalił, co nie znaczy, że, nie doceniam nastrojowego wokalu Nilsa, który chciał zrobić z niego balladę. Mistyczny wstęp i gitara bardziej przykuły moją uwagę przy wstępie do utworu Marathon i odpowiednio zbudowały napięcie, do tego odpowiednie zmiany temp, marszówki, .w pewnym momencie breakdown. Jeszcze to zakończenie. Epickie chórki wraz z marszówką.



Desperado jest jednak przeciętny, pomimo podobnej struktury jak wcześniejszy utwór. Po prostu bez szału, co nie znaczy, że jest złe. Ride the Clouds jak dla mnie jest typowym dynamicznym numerem, choć bez odrobiny tego czegoś. Light at the End of the Tunnel to znowu ballada, której odrobinę brakuje, choć wszystko niby jest, w tym i kolejna dobra solówka. Nawet ten wirtuozerski wokal z Marathon, lecz jednak nie.

St. Petersburg to znowu inna sprawa. Znowu ten klawiszowy mrok, wraz z dobrą gitarą. Oprócz tego w tym utworze Nils śpiewa dla mnie jakoś bardziej przekonująco, może dlatego, że, o rosyjskim Rasputinie? Tak tekst napisał, że, nigdy nie będę na te 100 procent pewien, lecz 99%. Dobry ruch panowie. Triumph and Superiority kolejna mocna dawka dynamiki poprzez motorykę gitar, nie ma to, jak mocna kolaboracja gatunkowa. Bez pompatyczności tylko konkretnie i na temat. Jak dla mnie najszybszy utwór na płycie, wraz z dotrzymującymi tempo solówkami. Następny Let the Fire Burn daje trochę wytchnienia, choć i tak headbanging mam przy nim. Ostatni Forgive Me Father jest dla mnie prawdziwą zagadką. Tu akurat mamy do czynienia z drugą na płycie udaną balladą. Tekst jest naprawdę intrygujący, można go interpretować na wiele sposób. Zespół doskonałego wyboru na kompozycję zamykającą tę płytę.

Podsumowując. Sam zespół Astral Doors ma 75 procent heavy metalu a 25 to epickość i zabiegi znane z power metalu. Wokal Nilsa oprócz większej chrypki, bardzo mi przypina Dio, co akurat jest plusem. Jeśli chodzi o sam album , to wiele jest opinii, w tym i moja, że od czasu New Revelation nie mieli w swoim dorobku płyty przepełnionej tak chwytliwymi i melodyjnymi utworami. Jeśli chodzi, o najlepszy to dla mnie to jest ich sporo: Night of the Hunter, Worship or Die, mistrzowski Marathon oraz St. Petersburg, a z dynamicznych Triumph and Superiority, czyli ponad połowa albumu. Jako całość album jest jak najbardziej spójny. Dodatkowym plusem jest fakt, iż, biorąc pod uwagę ilość bardzo dobrych solówek, na chwilę obecną Worship Or Die w kategorii album heavy metalowy 2019 roku, prowadzi wyrównaną w moich uszach batalię z fińskim Beast in Black. Jeśli nie znaliście Astral Doors, ta płyta jest ich doskonałą wizytówką.

10/10

Autor

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi od zawsze, kiedy pamiętam. Natomiast to, że, akurat moja podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się też jedynie do niej. Muzyka sama w sobie nie jest moją jedyną pasja, ale akurat z nią będę się chciał z wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze. De gustibus est disputandum

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *