Within Temptation – Resist (2019)

Dawno już nie wracałem do metalu symfonicznego, uznałem, że, warto nadrobić zaległości, tym bardziej iż weterani tegoż nurtu dość niedawno wydali swój najnowszy album zatytułowany Resist. Przyznam szczerze, że, nie wiem czego się spodziewać, gdyż zawsze byłem, w tak zwanej grupie fanów Nightwisha, a przez to nie znam aż tak dogłębnie ich całej dyskografii, choć wszystkie albumy słyszałem, coś ten z 2014 roku, czyli Hydra mnie trochę rozczarował. Zobaczymy, jak będzie w tym przypadku.

Utwór otwierający The Reckoning nie tylko za pierwszym, lecz potem za każdym razem, brzmiał jak intro do jakiegoś serialu sc-fi. Wokal Sharon den Adel niezmieniony jest odpowiedni jak dobrze również dobrany do duetu głos Jacoby Shaddixa z Papa Roach. Dużo elektroniki, lecz żadnego solo gitarowego, zmiany i przejścia temp nadaje Sharon, ni na koniec dup-step i to duża ilość. Za duża.

W drugim Endless War na początku perkusja jest bardziej słyszalna, lecz potem znowu elektronika i nawet cyfrowa perkusja. Pojawia się monotonia i nuda, bo przy pierwszym razie, chciałem wiedzieć, o czym jest tekst, potem już mi to było zupełnie obojętne. Jeżeli można znaleźć tu coś, co może się podobać to głos Sharon i jej zabiegi wokalne.

No dobra nie będę się bez potrzeby rozpisywać. W pozostałych utworach czy też nawet piosenkach wszystko zlewa się ze sobą, więc teraz skupię się na tym, co może je rozróżniać. W trzecim Raise Your Banner jest scream Andersa Fridéna, który buduje nastrój no i jest odrobina epickości, czyli elementów prawdziwej symfonii, no i wreszcie gitarowe solo, w sumie lepiej późno niż wcale jak to mówią.

Supernova to tytułowe w sumie kosmiczne dźwięki, no i kolejna próba zbudowania podniosłego nastroju za pomocą chóry, lecz dla moich uszu nieudana. Holy Graund ma inne intro, dość krótkie, ale jednak tak samo na In Vain. Firelight to zupełnie nieudana ,,nowoczesna” ballada gdzie jakikolwiek metal usłyszeć można w połowie. Szczerze to już przy drugim przesłuchaniu czekałem aż się skończy.

Mad World jest najmniej nasycony elektroniką, o i tu też jest zbudowany dobry nastrój i nie tylko przez Sharon. To czyni go w moich uszach jako drugą najmniej znośną piosenką na tym krążku. Mensy Mirror natomiast jest balladą, która spełnia tylko swoje zadanie, nie wywołując u mnie stanu, dzięki któremu w przeciągu jednego dnia posłucham jej z 10 razy. Ostatni Trophy Hunter zaczyna się ciężkim niby breakiem, lecz potem spokój, choć gitary są bardzo słyszalne, czyli elektronika i wokal Sharon i znowu break, no w sumie można i tak, co akurat można uznać za znośne, bo to ostatni utwór.

Podsumowując, nie będę owijał w bawełnę. Jestem totalnie rozczarowany, gdyż ta płyta zupełnie nie jest symfoniczna, lecz elektroniczna z elementami dup-stepu, a samego metalu usłyszeć można na niej tyle, co nic. Fakt nie brakuje bardzo dobrego wokalu Sharon, lecz to wciąż za mało. Ja rozumiem naprawdę eksperymenty i torowanie nowych ścieżek, kierunków, nawet fakt, iż, ponoć jest to najbardziej osobisty lirycznie album dla Sharon. Serio, ale przynajmniej dla mnie, sam tekst i sam wokal nie obronią muzyki, a raczej płyty, która wpada jednym uchem, a wylatuje drugim. Bo Raise Your Banner i Mad World, które są dla mnie najbardziej akceptowalne i po trzecim ich włączeniu nie miałem ochoty przerwać, no to nie wystarczy. Myślałem, że, jak dam tej płycie też 5-miesięczną przerwę to będzie inaczej, racja było, ale ważenia takie same. Tak też na sam koniec, jeśli ktoś nie znał wcześniej z dorobku tego zespołu ich opus magnum, czyli Mather Earth, pewnie Resist mu się spodoba, ja znałem nie tylko ten, bo pomimo mojej większej miłości do Nightwish, której się nie wyprę, ten zespół moim w odczuciu już nie reprezentuje tzw. nurtu metalu symfonicznego. Tak jak zawsze doceniam eksperymenty, to nie zawsze są one akceptowane przez moje uszy, choć obawiam się, że, dla holenderskiego Within Temptation to ich ,,nowa ścieżka” i ,,styl”. U mnie ta płyta na chwilę obecną dzierży tytuł najbardziej nieudanego albumu tego roku, takie jest moje zdanie. Jak znając życie, fanatycy Within temptation będą krzyczeć inaczej, mają do tego prawo tak jak ja do posiadania własnego zdania.

2/10

Merging Flare – Revolt Regime (2019)

Ach ta Finlandia. Tym razem akurat z zespołem Merging Flare oraz ich najnowszym albumem Revolt Regime wydanym 14 czerwca 2019, miałem kontakt z powodu osoby która gościnnie na tej płycie wystąpiła. Mam tu na myśli Kasperiego Heikkinena znanego szerszej publice jako gitarzyście zespołu Beast in Black, z kolei który znalazł się w gronie moich ulubionych zespołów. Śledząc więc poczynania Kasperiego stwierdziłem może warto tą płytę przesłuchać? Tak też uczyniłem, więc podzielę się z wami swoimi wrażeniami co do tego albumu. Czy z powodu udziału Kasperiego miałem wygórowane oczekiwania? Czy wrócę znowu do tego albumu? Wszystko się okaże w swoim czasie.

Rozpoczynający płytę Trailblazers brzmi bardzo zachęcająco. Wokal Martiasa Palma wyjątkowo wpasowuje się w bardzo dynamikę oraz do tego motoryka i energia. No i solo Kasperiego. Na razie jest dobrze. Następny Alliance in Defiance jest równie energetyczny, lecz mam wrażenie że, już nieco lżejszy. Oprócz tego też z wokalem frontmena jest już coś nie tak. Znowu dobra solówka, lecz zwolnienie pod koniec,nie wychodzi kompozycji na dobre.

Z Clarion Call jest też coś nie tak. Wokal osłabł a jeszcze te gitary sprawiające wrażenie klawiszy. Niby chór wspomaga Martisa, niby jest wszystko ok,ale zachwyt opada jak kusz. Jeszcze te trochę prze kombinowne blasy. Słysząc The Abyss of Time trochę Beast in Black mi się przypomniał, ale tylko na krótki moment. Bo kompozycja wpada i wypada mi jednym uchem, bez żadnej jakiejś pozytywnej reakcji u mnie nie wzbudzając. Z Mind’s Eye (Reaching Out) jest tak samo. Co jest? Początek War Within brzmiał też dobrze, ale na tym się skończyło. Może z Midwinter Magic będzie lepiej, tak sobie myślę? Skądże, pomimo próby stworzenia ballady, to jak dla mnie ta kompozycja, nią nie jest ,a już na pewno nie dobrą.

Z Devastator jest odrobinę lepiej, bo ratuje nie co sytuację, taką dynamiką i energią jaką oczekiwałem. Sin Against the Sinner znowu zawodzi mnie pod każdym muzycznym względem. Natomiast ostatni The Lucky One okazuje się jeszcze gorszą balladą od Midwinter Magic.

Krótka piłka z mojej strony. Przed przesłuchaniem przeczytałem, że album, jest inspirowany Judas Priest, Accept, Running Wild, Helloween oraz Gamma Ray. Rozumiem, inspirować się trzeba, ale nie wiem, może jestem coraz bardziej głuchy, lecz po 5 przesłuchaniach ja tu nie słyszę żadnej autorskiej inwencji twórczej, zwłaszcza takiej, która by na kolana powalała, prawie nic, zero. Odmówić Kasperiemu dobrych solówek nie mogę, bo fakt są one nawet bardzo dobre. Co z tego skoro album można streścić w dwóch kompozycjach Trailblazers oraz Devastator. To nie jest ekstraklasa heavy metalowa, a raczej czwarta liga. Szkoda, bo znany ze współpracy z Beast in Black również artysta Roman Ismailov, zrobił dobrą okładkę. Jestem bardzo rozczarowany, lubię naprawdę heavy metal, lecz ta płyta jest dla mnie bardzo przeciętna, a Martis wielkronie czasem brzmiał mi w uszach jak Brian Johnson z AC/DC. Nie wierzę sam, co słyszę, lecz pierwszy raz jestem rozczarowany albumem, który pochodzi z Finlandii. Jestem fanem hard rocka czy czystego rock’nolla, ale traktuję go jako tzw. przystawkę dla prawdziwego czystego heavy metalu. Tu fuzja tych trzech nurtów dostarczyła płytę, do której nie zamierzam wracać. Z całym oczywiście szacunkiem dla muzycznego kunsztu gitarzysty Kasperiego Heikkinena, ocena w takim przypadku może być jedna, dodając fakt, że, grupa wydała tę płytę po 8-letniej przerwie.

4/10