I Prevail – Trauma (2019)

Kolejny raz postawiłem na nieznaną mi kompletnie grupę ze Stanów Zjednoczonych, dokładnie z Michigan, grającą metal/hardcore, mam tu na myśli I Prevail i ich najnowszy album TRAUMA. Czy zostałem pozytywnie zaskoczony? Czy wręcz przeciwnie znowu się rozczarowałem? Zobaczymy.

Otwierający Blow Down rozpoczyna się niepokojąco, a potem konkretny breakdown. Odpowiedni scream, choć obecność dupstepu o dziwo mi nie przeszkadzała. Potem nadchodzi czysty śpiew też odpowiedniej ilości. Potem znowu uspokojenie nawet gustowne. No i na koniec znowu breakdown jak trzeba, nie jest źle, wręcz przeciwnie.

Nakręcony i pobudzony słucham Paranoid i zaczynam umierać z nudów. Wokal może odpowiada do tak zwanego ,,klimatu” piosenki, ale nie jest dla mnie. Za dużo dup-stepu i elektroniki, zero dynamiki, żadnej energii, odrobina psychodenii podpartej naprawdę, jak dla mnie partią gitar i perkusji. Podobne jak nie takie same odczucia mam co do Every Time You Leave gdzie jeszcze w debiucie śpiewa jakaś Delaney Jane. Jeszcze pod koniec dla nastroju niby gitara akustyczna? Dobre dla początkujących. Mnie tym tanim zabiegiem dla nastolatków nie kupicie.

Rise Above It już bardziej przypomina początek płyty, bo scream, jak nie zawsze lubię dupstep, ale tu, doładował on tę piosenkę na moment, ale audiotune-u to nie zdzierżę, za dużo tego, no i zamiast dobrego utworu, wyszedł przeciętniak. Jednak Breaking Down jest odrobinę lepszy, bo jest tam mało tej elektroniki a więcej gitar, breakdownów i screamu u wokalisty.

Z DOA mam trochę mieszane odczucia, gdyż czasem ten czysty śpiew drugiego wokalisty po prostu mi przeszkadza. No i znowu dupstepowy breakdown. No nareszcie! Gasoline to solidana dawka metalcorowej mocy. Wracacie na odpowiednie tory. No i znowu ballada, niby Hurricane, ja rozumiem, że, jest to ważny przekaz od grupy, choć mimo tego nie jest aż, tak fatalna, jak myślałem, do zniesienia.

Let Me be Sad też, ale co za dużo do nie zdrowo, jeśli chodzi o mnie. Low znowu ten audiotune zaczyna. Reszta jako całokształt jest dobra, po połowie utworu dostajemy dość interesujący bardzo progresywny wręcz breakdown. Goodbye(Interlude) nie ma w sobie nic szczególnego, nie wiem po co, został umieszczony na tej płycie. Natomiast Deadweight to znowu zastrzyk energii. Na sam koniec znowu nużąca jak dla mnie ballada I Don’t belong here.

Krótko i na temat. Mam mieszane odczucia. Serio. Choć jednoznacznie mogę powiedzieć, że pierwsze wrażenie singla Blow Down, było mylące, niestety, bo oczekiwałem od tej płyty właśnie istnych petard, a otrzymałem trzy petardy oraz sztuczne ognie. Bo utwory takie jak Blow Down, Gasoline oraz Deadweight to za mało. Już nie wspomnę o tak naprawdę popowym wręcz używaniu audiotue. Bez przesady, choć jak z dupsteptem nie zawsze jestem za pan brat, tak w dwóch utworach został użyty z głową. Na całej płycie, było go jednak za dużo. Wokalista odpowiadający za czysty śpiew miał sporo momentów, że nie śpiewał, a jęczał. Moi ulubieńcy, do których może kiedyś wrócę? Tylko Blow Down. Jeśli metal/death core są dla Was za ciężkie, a chcecie etapowo rozpocząć przygodę z tymi nurtami, od biedy możecie, zacząć od tego krążka, ale to już będzie Wasza decyzja. Ja jestem rozczarowany płytą. Biorąc wszystkie czynniki pod uwagę, mogę dać jednoznaczną ocenę temu krążkowi.

6/10

Dodaj komentarz