Sabaton – Carolus Rex (2012)

Postanowiłem ponownie odświeżyć sobie kolejny, bo drugi już album zespołu Sabaton. Carolus Rex, bo o nim mowa, ma już ponad 6 lat od swojego wydania oraz jest szóstym albumem Sabaton u. Był to też pierwszy krążek, na którym zarówno po angielsku, jak i po szwedzku, przybliżone zostały dzieje Imperium Szwedzkiego. Dotyczoną onee zarówno jego powstania, jak i upadku. Wspominałem już, że ten zespół lubię, więc podzielę się swoimi odczuciami, po sześciu latach o oficjalnej premiery tej płyty. Czy nadal do niego wracam? Może jednak niektóre utwory odżyły na nowo a inne umarły? Przekonajmy się. Dodam też, iż, jest to ostatni krążek przed odejściem z zespołu Daniela Mÿhra (instrumenty klawiszowe), Daniela Mullbacka (perkusja), Rikarda Sundéna(gitara) oraz Oscar Monteliusa (gitara). Ich brak wprowadził lekki chaos, ale zespół, a raczej dwójka jego założycieli doskonale z tym sobie poradziła.

Na początku mamy do czynienia z doskonale budującym napięcie krótkim intrem Dominium Maris Baltici. Z którego od razu przenosimy się do pierwszego utworu The Lion From The North/ Lejonet Från Norden. Dynamika jest nadal utrzymana, całość uzupełniają wyraźne przejścia perkusji. Umiejętne wykorzystanie chórków śpiewających o chwale Gustawa II Adolfa: Gustavus! Adolphus! (Gustavus Adolphus gå fram, libera, impera) Libera et impera! Acerbus et ingens! (Acerbus et ingens gå fram, libera, impera) Augusta per augusta. Potem dochodzi do tego solo gitarowe i klawiszowe. Jest to Najbardziej epicki początek, z jakim miałem i mam do czynienia.

Gott Mit Uns/ Gott Mit Uns to również energetyczny utwór, choć nie tak epicki, jak pierwszy. Przedstawione są w nim okoliczności pierwszej bitwy pod Breitenfeld, w trakcie wojny trzydziestoletniej, którą Szwedzi stoczyli przeciwko Niemcom. W jej wyniku Gustaw II Adolf zmienił układ sił w ówczesnej Europie na korzyść Imperium Szwecji oczywiście. Muzycznie riffy, jak i sama melodia bardzo łatwo wpada w ucho. Nic dziwnego, że , utwór ten został umieszczony na set liście koncertowej zespołu na bardzo długi czas.

A Lifetime Of War/En Livstid I Krig jest naprawdę dobrą oraz nastrojową balladą. Jednak mnie osobiście tekst w języku szwedzkim jakoś tak bardziej porusza. Poza tym udział instrumentów smyczkowych nadaje podniosły charakter wyżej wspomnianemu utworowi. Wszystko jest tu dopracowane. Można się o tym przekonać zwłaszcza w momentach, kiedy gra staje się bardziej dynamiczna. Uwagi słuchacza zwraca końcowe, gitarowe solo.

1648/1648 to data jednej z bardziej spektakularnych porażek w historii Szwecji. Chodzi bowiem o nieudane oblężenie Pragi w trakcie wojny trzydziestoletniej. Tu wszystko jest ok, choć jakimś dziwnym trafem utwór ten zawsze mi wpadał i wypadał jednym uchem. Teraz też tak jest pomimo niezłego gitarowego solo. No cóż, tak czasem bywa.

The Carolean’s Prayer/Karolinens Bön to druga ballada na tej płycie. Moim zdaniem jest odpowiednia, choć nastroju na samym początku nadały partie organ kościelnych, odnosząc się do samego tytułu. Sama opowieść jest dość prosta, bo opowiada o niezłomności i wierze żołnierzy w samego Boga, jak i wodza Karola XII.

Tytułowy Carolus Rex kontynuuje dzieje Karola XII, wspominając czas jego oficjalnego wstąpienia na tron. Jak na singiel przystało, pod względem muzycznym jest to znowu jeden z najbardziej epickich utworów na płycie. Po raz kolejny mam do czynienia z bogatym dorobkiem perkusji oraz doskonale dobranymi riffami. Uroku dodają także breakdowny oraz solo gitarowe będące jednym z najlepszych na całej (może nawet najlepsze). Nic więc dziwnego, że Sabaton nie rezygnuje z niego na swoich koncertach.

Killing Ground /Ett Slag Färgat Rött to dobra dawka energii. Bez zbędnego patosu, utwór opowiada po prostu o męstwie szwedzkich żołnierzy nacierających na niemieckich wrogów bez żadnej litości. Nie mniej jednak ten utwór jest idealny do wyżycia się pod sceną, w tym do headbangingu.

Poltava to już troszeczkę inna sprawa. Tutaj znowu słyszymy o bardzo dotkliwej porażce Szwedów pod Połtawą, ze strony Cesarstwa Rosyjskiego, w którym rządził Piotr I Wielki. Poprzez dynamiczne riffy, jak i zmiany temp zespół oddał doskonale zarówno panikę, jak i strach Szwedów. Efekt uzupełnią jednakowo wspaniały głos Joakima. Jak i odpowiednie użycie chórków, to wszystko składa się na kolejny, dobry epicki utwór.

Trzecią a przy tym ostatnią balladą na płycie jest ta o śmierci Karola XII. Mowa oczywiście o Long Live The King/Konungens Likfärd. Jest równie pompatyczna oraz klimatyczna jak dwie pozostałe. Doskonałym zamknięciem płyty jest Ruina Imperii/ Ruina Imperii, która podkreśla już totalny upadek szwedzkiego, które jednak trwało ponad sto lat, dając nawet nam jako Rzeczpospolitej w kość. Utwór można określić jako elektroniczny majstersztyk połączony znowu z instrumentami smyczkowymi. Efekt nadaje nietypowo zmutowany wokal Joakima wraz z udziałem męskiego chóru.

Podsumowując. Płyta była i jest równie dobra, jak The Art of War. Sabaton nadal ukazuje na niej, wszystko, co miał i ma najlepsze. Warto pamiętać, iż jest to przecież pierwszy koncepcyjny album o historii Szwecji w dorobku tego zespołu. Pomimo iż jednakowe obie wersje (angielska oraz szwedzka) są dobre to moim zdaniem doskonale dopasowanym językiem pod skomponowaną muzykę, jest jednak wersja szwedzka. Jako Polacy doceniliśmy fakt, że, w końcu Sabaton przedstawił historię swojego kraju. Okoliczności związane z powstaniem płyty były smutne, ale cóż, czasu nikt nie cofnie. Ja mając w głowie wcześniejsze, mocno przeciętne jak dla mnie Coat Of Arms, album Carolus Rex uważam za wybitny, stawiając go na równi z Art of War, choć wiedząc, że jest nieco inny. To jest kolejna płyta, na której korzyść działa upływający czas. Dlatego też chętnie do niej wracam. Jak chociażby do kompozycji takich jak Lejonet Från Norden, Gott Mit Uns, En Livstid I Krig, Carolus Rex czy Ruina Imperii. Do tego dwie równie wspaniałe okładki. Oprócz tego wszystkiego wkrada się jeszcze pewna bardziej osobista historia, związana z faktem, że to na krakowskim koncercie promującym ten właśnie album, pierwszy raz ujrzałem Angelinę, najpierw swoją najlepszą przyjaciółkę a obecnie partnerkę. To dodaje jeszcze bardziej subiektywny czynnik sentymentalny. Dlatego ocena może być tylko jedna dla tego arcydzieła, nawet pomijając moje osobiste wspomnienia.

10/10

Korekta Paulina Wawrzusiak

Dodaj komentarz