Warbell – Plague (2019)

Bez kategoriiLeave a Comment on Warbell – Plague (2019)

Warbell – Plague (2019)

Ostatnimi czasy dawno nie miałem w odtwarzaczu death metalu, lub jego pochodnych. Postanowiłem to zmienić, stawiając na rodzime podwórko. Dokładnie na jeleniogórski Warbell, który 13 sierpnia 2019 roku, wydał swój drugi pełnometrażowy album Plague. Czy 4 lata od czasu wydania debiutu zatytułowanego Havoc coś się zmieniło? Czy drugi ich album okazał się skutecznie działającą plagą, w dobrym czy też złym tego słowa znaczeniu? Zobaczymy, choć profilaktycznie maskę na nadmiar morowego powietrza założę.

Otwierający Dualmind rozkręca się od samego początku, jeśli chodzi o intensywność. Wokal Karoliny to jedno, drugim aspektem są umiejętnie dozowane riffy, od thrashowych poprzez bardziej corowe, lecz już sama perkusja jest strike deathowo/deathcorowa. Every Storm zaczyna się dobrym thrashowym riffem. Słychać też blasy, co mnie akurat się podoba. Dodatkowo w pewnym fragmencie utworu Piotr, jako gitarzysta daje mały popis swoich wirtuozerskich umiejętności, który trwa około 40 sekund, ale jest miły dla ucha. Tytułowa Plague idealnie nadaje się do tzw. „ściany śmierci” na koncertach. Jeśli chodzi o perkusję, to zawiera ona dużo blastów i przejść. Jednakże w tym utworze najbardziej zaciekawiła mnie ta bardzo krótka deklamacja, która raczej z ust Karoliny się nie wydobywała. Oprócz tego wreszcie pierwsza solówka gitarowa i jak na tą pierwszą nawet niezła.

Czwarty na płycie The Fallen na samym początku brzmi bardzo spokojnie. Po raz kolejny na krążku pojawia się ten tajemniczy szepczący głos, jeśli chodzi o deklamację. W przypadku wyżej wymienionego utworu jest również dozowany nastrój, a czysty śpiew Karoliny dopełniony jest przez intensywny wokal Pawła, robi to bardzo dobre, nie tylko pierwsze wrażenie. Jest ono również odczuwalne poprzez fakt, iż utwór jet najdłuższym na płycie. Warto tutaj wspomnieć, iż owa kompozycja zawiera również dobrze słyszalne, wyszczególnione partie basu. W Wheel of Life również mamy do czynienia z wokalem naprzemiennym, w pewnych momentach duetem jeśli można to tak nazwać. Tutaj też solówka gitarowa jest bardzo chwytliwa. Utwór sam w sobie o dziwo, okazuje się dla moich uszu bardzo przebojowym. Flames of Truth tak samo jak Dethronement są na równi dynamiczne. W przypadku drugiego utworu gitarowe riffy są trochę bardziej uwypuklone, do tego zawiera on też trzecią, inną, lecz równie dobrą solówkę gitarową.

Wolfpack zaczyna się fenomenalnymi partiami basowymi, umiejętnie znowu budującymi napięcie też za pomocą partii perkusyjnych. W tym utworze po raz ostatni na płycie słychać Pawła oraz Karolinę wykonujących razem partie wokalne. Dodatkowo już poprzez samą strukturę utworu, zawierająca krótki moment spokoju, a następnie totalną dawkę energii, staje się on dla mnie bardzo przebojowy.

Na Icaros interesujący tu znowu jest czysty śpiew Karoliny. No i całkiem niezła solówka gitarowa. Przedostatni Mercenary’s Fate znowu dostarcza mieszanki riffów gitarowych. Choć większy nacisk w strukturze jak dla mnie jest tu położona na bas i perkusję. Lecz mimo to solówka gitarowa jest tu bardzo dobra. Zamykający płytę The Passenger poprzez krótki fragment gitary akustycznej, tutaj również zbudował napięcie i oczekiwanie na to co się dalej stanie. Potem znowu jest intensywnie, jak być powinno.

Podsumowując, jeśli chodzi o drugi album Warbell, warto było na niego czekać te cztery lata. Intensywność, przeplatana dynamiką, dostarcza dużą dawkę energii, jeśli chodzi o te krótsze utwory typu Dualmind, Every Storm czy Flames of Thruth w pewnym sensie. Dużym zaskoczeniem dla mnie na The Fallen, Wheel of Life, oraz Wolfpack są podwójne fragmenty partii wokalnych. Czysty wokal Karoliny na The Fallen oraz Icaros też brzmi bardzo imponująco dla mnie. Album The Plague jest dla mnie dość interesującą mieszanką deathcoru, thrashowych riffów gitarowych, odpowiednio zastosowane też wyraźne partie basowe (Wheel of Life) oraz są na nim cztery dość interesujące, bo inne, dowodzące też wirtuozerskiego atutu tej płyty. Jeśli chodzi, o moje ulubione utwory to bezapelacyjne są to The Fallen, Wheel of Life oraz Dethronement. Biorąc to wszystko pod uwagę, pomijając czteroletnią przerwę od debiutanckiego albumu Havoc, zmieniło wiele na plus. Większa różnorodność stylów muzycznych zdziałała bardzo dużo. Także biorąc, to wszystko pod uwagę z mojej strony ocena może być tylko jedna. Na pewno wolę polski Warbell od mainstreamoweo Arch Enemy, który z melodic death metalem, ma już tyle wspólnego co z thrash metalem obecna Metallica. No, chyba że ktoś lubi powtarzające się nie raz solówki gitarowe, odświeżone ze starszych albumów. Sam stawiam na polski melodic death metalowy undergraund, czyli Warbell.

10/10

Korekta Paulina Wawrzusiak

Kacper Sikora (Relevart)
Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top