Kategorie
Bez kategorii

Sabaton – The Great War (2019)

Z racji, iż nie tylko muzyka jest jedną z moich pasji. Po raz trzeci wróciłem do dobrze znanego szwedzkiego zespołu Sabaton. Tym razem sięgnąłem po ich najnowszy album zatytułowany The Great War, wydany 19 lipca 2019 roku oczywiście przez Nuclear Blast. Wolałem wrócić do niego po krótkiej przerwie, aby mieć nieco chłodniejsze spojrzenie na ową płytę. Czy owy album mnie rozczarował? Może czymś zaskoczył? Tym bardziej iż, jest to trzeci album koncepcyjny w historii tej grupy, jak sam tytuł płyty sugeruje o I Wojnie Światowej. Zobaczymy. Tym bardziej iż, na koniec zostawiłem małą niespodziankę dotyczącą owej płyty.

Bardzo ważną rolę odegrał na tej płycie utwór otwierający, czyli The Future of Warfare. Opowiadający o przełomie technologicznym w zakresie obronności, mianowicie o pojawieniu się po raz pierwszy czołgów podczas działań wojennych podczas I Wojny Światowej. Jeśli chodzi o muzykę to sam elektroniczny, trochę pompatyczny początek, wraz z elementami chóru oraz wokalem Joakima, zrobił dobre wrażenie, lecz później zmiany temp oraz wokalu również, zepsuły nieco owy efekt. Nie odbudowała go tu nawet naprawdę dobra solówka gitarowa.

Seven Pillars of Wisdom zaczyna się natomiast dobrym riffem gitarowym. Tu też wokal Joakima jest wspierany, ale przez bardziej gustownie dobrany męski chór jak na moje ucho. Sam utwór opowiada o działaniach brytyjskiego wojskowego, dyplomaty oraz archeologa Thomasa Edwarda Lawrence na Bliskim Wschodzie. Tu akurat kompozycja jest w odpowiednich momentach dynamiczniejsza, co jest akurat jej plusem.

Trzeci utwór, będący później singlem, stanowił dla mnie zagwodkę. Czemu? Dlatego iż, opowiada historię losów zarówno 82 Dywizji Powietrznodesantowej oraz o Alvinie Yorku. Co było stanowiło w tej historii dla mnie problem, fakt iż, na ostatnim albumie The Last Stand , za pomocą intra Diary of an Unknown Soldier oraz utworu The Last Battalion poruszony zostaje lepiej, po raz pierwszy motyw amerykański podczas I Wojny Światowej, niż na wyżej wspomnianym singlu czyli 82nd All the Way z The Great War. Mam tu na myśli spójność muzyki z lirykami. Bo sam utwór 82nd All the Way pod kątem muzycznym, nie jest zły, należy wręcz do bardzo wąskiego grona utworów z tej płyty. Tak samo jest z Devil Dogs, drugim na tej płycie utworze, opowiadającym o amerykanach. Oba są bardzo dynamiczne, dzięki dobrym riffom gitarowym oraz skąpej ilości elektroniki. Przynajmniej w moim odczuciu,ale tylko jeśli chodzi o ich muzyczny aspekt.

The Attack of the Dead Men pod kątem historycznym, jest ciekawy, lecz tutaj znowu muzyka jak dla mnie w pełni nie odzwierciedla grozy, paniki oraz cierpienia jaki przeżywali rosyjscy żołnierze zaatakowani przez Niemców gazem musztardowym 6 sierpnia 1915 roku. Poważnie, jak dla mnie szanuję za próbę, lecz okazała się ona trochę nieudana.

The Red Baron oraz Great War to dwa single. Oba okazały się na tyle przebojowe, iż trafiły w mój gust. Dobre riffy połączone z nieprzekombinowaną perkusją, wirtuozerska, choć bardzo gospelowa solówka keybordowa na The Red Baron bywała irytująca, ale tylko podczas kilkukrotnych przesłuchań. Tytułowy The Great War nawiązuje do ogólnego cierpienia podczas owego konfliktu (Wielkiej Wojny), szczególnie podczas bitwy pod Passchendaele, której tragiczny obraz zespół poruszył wcześniej w utworze The Prise of a Mile z płyty Art of War z 2008 roku, możliwe, iż, to było powodem, dlaczego też tak mi się spodobał jako fanowi. Sam tytuł The Red Baron jest oczywiście o słynnym niemieckim asie przestworzy o tym właśnie pseudonimie.

W A Ghost in the Trenches , Sabaton po raz drugi opowiada o słynnym snajperze, tym razem o kanadyjczyku Francisie Pegahmagabow, bohaterze oczywiście I Wojny Świtowej. Tylko problem polega znowu na tym, że w przeciwieństwie do White Death z Coat of Arms z 2010 roku, nie jest to tak dynamiczny utwór. Jest dla mnie po prostu za spokojny przez co nieco nużący i o wiele mniej przebojowy.

Pierwszy singiel promujący płytę przed jej premierą to Fields of Verdun. Tekst dotyczy historii Francji, a dokładnie opowiada o jednym z nielicznych aktów odwagi ich wojskowych w czasach współczesnych. Temat poruszony w tym utworze sprawił, iż, naprawdę z wielkim oczekiwaniem czekałem na ten krążek. Pod względem muzycznym, niczego mu nie brakowało w chwili wydania, jak i teraz. Gdyż już od samego początku do samego końca jest dynamicznie, riffy gitarowe oraz idealnie skomponowane partie perkusyjne, a także uspokojenie, czyli dramatyczny zwrot akcji, wraz z najlepszym solo gitarowym na tej płycie.

Przed ostatni The End of the War to End All Wars już od swojego smyczkowo-fortepianowego początku wprowadza wreszcie refleksyjny nastrój, potem pomimo bardziej dynamicznych riffów oraz wreszcie najbardziej rozbudowanych partii perkusyjnych utrzymuje się do samego końca. W sumie lepiej późno niż wcale no i po raz trzeci chór wkomponowany odpowiednio. Jak dla mnie outrem płyty jest muzyczna aranżacja popularnego wierszu, oczywiście z czasów Wielkiej Wojny In Flanders Fields, okoliczność, iż został umieszczony po naprawdę dobrym The End of the war to End All Wars, a także chór brzmiący za bardzo kościelnie, przekreśla go u mnie całkowicie i tym samym klasyfikuje jako najgorszym outro w historii Sabatonu, gdzie znowu sam pomysł nie był zły, lecz wykonanie pozostawiło mi sporo do życzenia.

Teraz jeszcze parę słów podsumowania. Całość jako album jest spójna to fakt. Lecz jakość brzmienia jest gorsza od ostatniego The Last Stand. Piszę to nie tylko jako recenzent, ale i jako fan Sabatonu, którym pozostanę. Nie będę tu wymieniał porównań połączenia disco-polo z metalem z odzysku, bo tak zrozumiałem Mirka, kiedy dzielił się swoimi odczuciami, odnoście tej płyty, o które go osobiście zapytałem, lecz tak jak same historie są naprawdę świetne, tak muzyczne ich obraz, jeśli chodzi o cały krążek, jest bardzo rozmazany. Wspomnianą niespodzianką jest fakt, iż nieco lepsza jest History Edition, gdyż gości na niej głos amerykańskiego historyka Indgiego Neidella. Standardowa wersja jest naprawdę fatalna. Na koniec dodam, iż poza singlami, które są znośne, oprócz naprawdę bardzo dobrego Fields of Verdun, godnymi uwagi są Devil Dogs i The End of the war to End All Wars, co sprowadza mnie do naprawdę wydania może nie bardzo krytycznej, lecz też niepochlebnej oceny tej płycie, nie tylko z perspektywy recenzenta, ale zwłaszcza jako fana tego zespołu, co z tej drugiej perspektywy łatwe nie było.

Korekta Paulina Wawrzusiak

6/10

Kacper Sikora (Relevart)

Autor: Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *