Kategorie
Bez kategorii

Tides of Nebula – From Voodoo to Zen (2019)

Ostatnio wiele polskich zespołów zwróciło moją uwagę. Dziś jest nie inaczej. Dawno bowiem nic progresywnego nie słuchałem, posiadającego do tego wiele rockowych elementów. Dlatego sięgnąłem po najnowszy album warszawskiego Tides from Nebula, wydany 20 września 2019 roku przez Mistic Producions, zatytułowany From Vodooo to Zen. Sam nie wiem czego się spodziewać, gdyż bardzo dawno Tides from Nebula nie słuchałem. Sam jestem ciekaw czy od 2013 roku, kiedy miałem z nimi ostatni muzyczny kontakt, czy dokonali postępów. Zobaczymy.

Otwierający płytę Ghost Horses, zaczyna się bardzo tajemniczo, budując jednocześnie napięcie. Ten fakt jest akurat na plus, natomiast inną sprawą jest, iż, to oczekiwanie wydłuża się w nieskończoność, powodując u mnie irytację. Do tego brak wokalu jest bardzo rozczarowujący. Inną sprawą jest kwestia instrumentalna. Zastosowanie specyficznego riffu gitarowego, lekko przytłumionej, rodem trochę z lat 60/70 tych jest innowacyjnym rozwiązaniem, niepozostającym bez echa z mojej strony.

Na drugim The New Delta tego gitarowego brzmienia jest więcej, a do tego efekt ogólny jest taki, iż więcej tu noisu, który może sprawiać wrażenie odgłosów, zbliżonych do wycia wilków. Oczywiście odpowiednio dobrane partie perkusyjne nadają odpowiednie tempo owej kompozycji, dochodzi też dużo elektroniki. Lecz jakoś wpada i wypada mi to jednym uchem.

Dopamine też jest od samego początku elektroniczna, lecz wreszcie bardziej dynamiczna dzięki dobrym, nieudziwnionym riffom oraz partiom perkusyjnym. Jest odrobinę lepiej, do tego gustowne krótkie gitarowe solo. Oprócz tego sama elektroniczna końcówka przypomniała mi kilka utworów niemieckiej grupy Rammstein. Tytułowej dopaminy jednak nie doświadczyłem.

Czwarty Radionoize jest znowu spokojniejszy, bardziej ambientowy. Nawet kumulujące się riffy gitarowe oraz partie perkusyjne tego spokoju nie burzą. Lecz jak dla mnie jest zbyt pasywne. Pomimo braku monotonii ze strony instrumentalnej. Nie moja bajka. Tytułowy From Voodoo to Zen jest kolejnym spokojnym utworem, jedyne co może przykuć uwagę to dziwne przejścia perkusji, do tego jeszcze partie orkiestrowe. Dziwna kombinacja. W Nothing to Fear and Nothing to Doubt tylko fragment dynamiczniejszych riffów gitarowych jest coś wart. Zamykający krążek Eve White, Eve Black,Jane niczym się znowu nie wyróżnia, czego we wcześniejszych utworach nie usłyszałem. No może poza fortepianem. Samo w sobie zamknięcie jest dobre, bo nie odbiega od konwencji płyty, ale na mnie szczególnego wrażenia nie zrobiło.

Krótko mówiąc. Cała płyta jest dla mnie dużym rozczarowaniem. Po pierwsze brak jakiegokolwiek wokalu. Zróżnicowanie instrumentalno-elektroniczne może i jest, ale utwory, jak dla mnie zbyt ciągną się w nieskończoność, w tym przypadku to nie jest komplement. Tak naprawdę, jak raz na trzy lub cztery miesiące, najdzie mnie ochota na posłuchanie spokojniejszej, zupełnie delikatniejszej, bo bardziej rockowej muzyki, to ta płyta zupełnie do mnie nie przemawia. Zapewne musiałbym nałykać się jakiś dziwnych substancji psychoaktywnych, aby poczuć klimat From Vodooo to Zen. Znacznie lepszy poziom prezentuje polski Riverside czy popularny amerykański Dream Theater, a znajdą się w dyskografiach tych zespołów albumy bardziej rockowe czy strike instrumentalne. Tak jak lubię progresywne brzmienia, to krążek From Vodooo to Zen jest najgorszym, z tych które było mi dane przesłuchać w tym roku, choć po cichu chciałem zostać pozytywnie zaskoczonym. Niestety nie udało się warszawskiemu Tides of Nebula tego dokonać. Nawet mój znajomy Szymek, który lubi właśnie tego typu muzykę, był również rozczarowany. Widać czy bardziej słychać, że nawet polskim artystom, zdarza się nie zawsze wydawać udane płyty, wtedy jak w tym konkretnym przypadku, co jest to dla mnie dodatkowo bolesne.

Korekta Paulina Wawrzusiak

2/10

Kacper Sikora (Relevart)

Autor: Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *