Kategorie
Bez kategorii

Cult of Luna – A Dawn of a Fear (2019)

Festiwale mają to do siebie, że, pozwalają odkrywać to co wcześniej nieznane. Tak było w przypadku szwedzkich pionierów tak zwanego post metalu, czyli, Cult of Luna, których miałem okazje zobaczyć pierwszy raz na żywo, podczas festiwalu Brutal Assult w 2019 roku. Zaraz po powrocie, od razu przesłuchałem ich cały muzyczny dorobek. Tak się złożyło, iż, 20 sierpnia 2019 roku wydali swój najnowszy album zatytułowany A Dawn of a Fear. Zaraz poznacie moje wrażenia po wielokrotnym przesłuchaniu tego albumu. Czy się rozczarowałem bądź też nie? Kto to wie.

Otwierający płytę ponad dziesięciominutowy The Silent Man, wcale cichy nie jest. Posiada bardzo noisowy mroczny, nienastrojonych gitar i dysonansu, wywołanego odpowiednimi partiami perkusyjnymi. Do tego wszystko jeszcze ten scream jednego z trzech potencjalnych wokalistów, uwielbiam tajemniczość, choć wolałbym jednak wiedzieć. Później syntezator wraz z łagodniejszymi riffami nieco uspokaja nastrój. Choć ogromna ilość blasów i gustowne przejścia temu przeczą. Blackowy riff wraz z bardzo spokojną marszówką? Okazuje się, że można coś takiego połączyć, co udowadnia właśnie Cult of Luna. Prezentując intygujące otwarcie albumu.

Na początku Lay Your Head to Rest syntezator brzmi dość dziwnie, potem dochodzi wyrazisty bas oraz istny grad blastów, potwierdzający istny kunszt Magnusa jako perkusisty, potem w trakcie do basu dochodzą też podkreślające go jeszcze riffy. No i uspokajający noisowy koniec. Tytułowy A Down of Fear dostarcza przysłowiowego strachu, czy niepokoju od samego początku. Umiejętnie poprzez odpowiednie brzmienie gitar, perkusji, szpetów oraz inny wokal, bardziej tajemniczy, duże napięcie. Przez to, chociażby jest jednym z moich ulubionych utworów na tym krążku.

W Nightwalkers podoba mi się, zabieg w postaci znowu innego blackowego riffu wraz z taką samą partią perkusji przez ponad dwie minuty. Potem dopiero wzbogaca go druga gitara. Co ciekawe scream wokalisty pojawia się dopiero na samym końcu. Wszystkie, ewidentnie pozostałe kompozycje utrzymane są w podobnej stylistyce, co ku mojemu zdziwieniu mi nie przeszkadza wręcz przeciwnie.

Kiedy słuchałem ich najnowszego krążka, A Down of Fear, porównując ich wcześniejsze albumy, ten jest kompletnie inny. Bardziej mroczny, tajemniczy czy też nawet odrobinę melancholijny. Muzycznie, jak i lirycznie jest to ukazane w idealny sposób. Nie jest to bowiem płyta do słuchania w każdych okolicznościach, co to, to nie. Właśnie to ukazuje się jej wyjątkowość. Tłumaczy też bardzo złożoną strukturę kompozycji. Album ten można kochać lub nienawidzić, obojętnie uchem przejść raczej chyba nie można. Mnie on urzekł od początku do samego końca. Choć jak dla mnie tu post metal nie występuje, lecz umiejętnie podobierane gatunki metalu takie jak black, doom oraz szczypta noisu, jak i dwa różne typy wokali. Do tego jeszcze bardzo prosta okładka. Mam nadzieję, iż, kolejny ich album nie zawiedzie moich oczekiwań, bo A Dwon of a Fear podniósł poprzeczkę bardzo wysoko.

Korekta Paulina Wawrzusiak

9/10

Kacper Sikora (Relevart)

Autor: Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *