Apocalyptica – Cell-0 (2020)

Bez kategoriiLeave a Comment on Apocalyptica – Cell-0 (2020)

Apocalyptica – Cell-0 (2020)

Fińskich pionierów gry muzyki metalowej na wiolonczelach przedstawiać chyba nie muszę. Apocalyptica, stworzona przez trio wybitnie uzdolnionych muzyków, reszta była w sumie muzykami koncertowymi, no może poza obecnym perkusistą Mikko Siré nem. Tak czy inaczej, po dość długiej przerwie, grupa wydała swój dziewiąty album zatytułowany Cell- 0, wydany 10 stycznia 2020 roku wydany przez Silver Lining Music. Czy po wydawnictwach pełnych gości oraz wokalistów doczekałem się całkowicie instrumentalnego albumu? Czy warto było czekać? Nie słuchając tej płyty, nie będę w stanie, podzielić się swoimi odczuciami, więc nie mam wyboru, a raczej sam nie chcę go mieć.

Już otwierający Ashes Of The Modern World od samego początku jest ekspresyjny. Łatwo to usłyszeć po zarówno blastach jak i innych partiach perkusyjnych. Dokładając do tego, jeszcze w tym samym czasie, uzupełniającą kompletnie, bo odpowiednio dynamiczną wiolonczelę prowadzącą. Potem następuje idealne wyciszenie oraz budowanie napięcia poprzez genialną marszówkę. Dynamika wraz z ekspresją w postaci wszystkich trzech wiolonczel, raczących mnie przynajmniej dwoma solówkami, nie zawodzi. Wręcz przeciwnie pozytywnie zaskakuje.

Tytułowy Cell-0 znowu umiejętnie dawkuje mi emocje, chociażby poprzez pojedyncze partie wiolonczel właśnie. Interesującym jest dla mnie fragment kiedy to dwie wiolonczele grają na przemian z perkusją, a trzecia leci w tle. Oprócz tego brzmienie ich wszystkich jak gitar elektrycznych robi na mnie ogromne wrażenie.

Rise jest natomiast spokojniejszy. Wplecione są też w nim drobne dźwięki umiejętnego programowania Ericca, co udowadnia, iż, nie boi się on poszukiwań. Identyczne wrażenia mam po En Route To Mayhem. Choć ten utwór bardzo mi przypomina Path jak i Hope z albumu Cult, wydanego równo dwie dekady przed Cello-0. Lecz jak na artystę przystało, Ericca dał swoim dziełom po prostu drugie życie, przynajmniej dla mnie.

Call My Name to zupełnie inna muzyczna historia. Co jest kolejnym pozytywnym zaskoczeniem. Brzmi bardzo dramatycznie, potem starając się budować napięcie, choć popisy instrumentalne są tu zdecydowanie uboższe. Natomiast w Fire and Ice mamy do czynienia z jedynym gościem na tej płycie, Troyem Donockleyem, znanym z grupy Nightwish. Jego instrumenty dodały tej kompozycji iście folkowego brzmienia, a łącząc to z partiami wiolonczel oraz później bardzo dramatycznymi przejściami wykonanymi wzorowo przez Micco. Otrzymaliśmy opowieść lodu i ognia rodem z Gry o Tron. Tak czy inaczej, w obu jak dotychczas Perttu spisał się na medal. Scream For The Silent to prawdziwy debiut kompozytorski Micco Siréna. Szczerze? Spodziewałem się totalnej klapy, lecz nie było aż tak źle. Nie jest, to może kompozycja doskonała, lecz nie dość, że da się jej posłuchać, to jeszcze chce się do niej wracać. Może przez szeroko wyeksponowane popisy umiejętności Micco? Zapewne tak. Oby nie poprzestał na jednej kompozycji.

Przedostatni Catharsis autorstwa Ericca-i ma iście oczyszczający charakter. Poważnie. Dobitnie podkreślają to partie fortepianu połączone idealnie z ekspresyjnie, a jednocześnie smutnie brzmiącymi wiolonczelami oraz bardziej skomplikowanymi przejściami perkusyjnymi. Zamykający płytę Beyond The Stars autorstwa Perttu jest natomiast bardziej żywiołowy. Choć wreszcie od połowy, można poczuć się faktycznie pośród owych gwiazd. Tu też fortepian został wykorzystany po mistrzowsku. Zwłaszcza te gwieździście brzmiące stample. Krótka przytłumiona, ale jednak deklamacja, której się też nie spodziewałem, okazała się istną wisienką na torcie.

Jeśli chodzi o tak zwane podsumowanie, po 17 latach Apocalyptica stworzyła tak samo dobry i zapewne ponad czasowy album jak Reflections z 2003 roku. Nie brak bowiem w Cell-0 niczego. Napisanie poszczególnych utworów przez wszystkich członków grupy? Proszę bardzo. Oddanie indywidualnego charakteru kompozycji przez poszczególnych autorów? Jak najbardziej. Dodanie niespodziewanych przez nikogo instrumentów do brzmienia zespołu? Proszę bardzo. To wszystko sprawia, że, Cello-0 jak dla mnie stał się nowym opus magnum tej grupy. Zaraz obok wymienionego już przeze mnie Reflections. Nie ma na nim bowiem żadnego coveru, a goszczący w Fire & Ice Troy Donockley nie jest wokalistą, a muli instrumentalistą, co dla mnie było najważniejsze. Jeszcze jedną zaletą jest to, iż pomimo poszczególne utwory mają, innych autorów pasują do siebie idealnie. Od siebie dodam też, że nowe utwory brzmią na żywo fenomenalnie, miałem bowiem okazje ich posłuchać kiedy to w Warszawie Apocalyptica pełniła rolę supportu podczas jedynego koncertu Sabatonu, jednak zapowiedziała samodzielną trasę koncertową, której również nie mogę się doczekać. Cello-0 jest istnym arcydziełem. Kto nie zna, niech żałuje i nie mówi, że wiolonczela jest instrumentem pozbawionym mroku. Dopiero jak posłucha tego genialnego albumu, niech się wypowie na ten temat.

Korekta Paulina Wawrzusiak

10/10

Kacper Sikora (Relevart)
Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top