Kategorie
Bez kategorii

Five Finger Death Punch – F8 (2020 )

Dawno nic z USA nie słuchałem, jednak do czasu. Wczoraj bowiem miał premierę ósmy studyjny albumu amerykańskiej heavy metalowej grupy, zatytułowany po prostu F8. Skusiłem się też na niego przez namowę Wiktora. Czy jest rzekomym odrodzeniem grupy, jak go określa jej frontman? Chętnie się przekonam. Uprzedzam, że, z Five Finger Death Punch do czynienia miałem tylko jeśli chodzi o pojedyncze utwory, więc będzie tym bardziej interesująco.

Tytułowy F8 okazuje się symfonicznym intrem, z marszówką w tle. Nic specjalnego. Otwierający Inside Out okazał się jednocześnie też, pierwszym z trzech singli promujących. Cóż, corowe, a raczej deklamacyjno – raperskie dokładniej, są na odpowiednim poziomie jeśli chodzi o Ivana Moodyiego. Wokal wspierający też daje radę, choć muzycznie jest tylko p, bo przeciętnie, jednak szybka solówka nie jest jakaś wybitna. Kolejny singiel Full Circle zaczyna się zbyt elektronicznie jak dla mnie. Przebojowości odmówić mu nie można, ale jednak za dużo elektroniki mimo wszystko. Natomiast trzeci i ostatni z singli Living The Dream zaczyna się fajnie jeśli chodzi o riffy. Potem dobre przejścia i zmiany temp, dobre breaki, a do tego wokal też nie jest przesadzony, wychodzi na to, że okazuje się najlepszy z tej całej trójki singli. Serio.

A Little Bit Off jest niby balladą, ale najwidoczniej nie dla mnie. Po pierwsze rozumiem kwestię akustycznej gitary nastroju i tak dalej, ale w tym utworze tego nastroju czy nawet refleksyjności samej w sobie ewidentnie nie ma, albo ja jej nie znalazłem. Wleciał jednym i wyleciał drugim uchem. W szóstym Bottom Of The Top duet wokalny jest wykonany perfekcyjnie. Do tego jest wreszcie więcej groove metalu. Gitarowy popis, krótki, ale jednak też wypada nie najgorzej. Na To Be Alone riff otwierający też jest odpowiedni. Do tego partie perkusyjne, a potem szybsza, lecz dłuższa solówka splatają się w jedną spójną całość. Mother May I (Tic Toc) można określić w sumie jako tykającą bombę, tylko zamiast spodziewanej atomówki, otrzymałem plastik, do tego niepierwszorzędny. Szkoda, naprawdę szkoda. Sytuacji nie naprawił nawet nie najgorszy breakdown i solówka. Darkness Settles In jest drugą balladą na tym albumie. Tylko tu jest coś takiego jak nastrój, a do tego nie byle jaki tekst.

This Is War zaczyna się intensywnie, co akurat mnie cieszy. Jest na tyle przebojowy, że głowa sama mi się rwie do headbangingu. Muzycznie jest dobrze, bo znowu więcej groove metalu, choć ta heavy metalowa cześć z gitarowymi popisami ujdzie w tle. Leave It All Behind to dalej przeważający groove z rapującym Ivanem, oraz powtarzające się breaki. Przedostatni Scar Tissue jest bardziej dynamiczny, a jednocześnie przebojowy, zły nie jest. Natomiast ostatni Brighter Side Of Grey jest trzecią balladą, która znowu, niby jest, ale dla mnie nie spełnia odpowiednich kryteriów. Dwa bonusy, czyli Making Monsters oraz Death Punch Therapy okazały się lepszym zamknięciem tego krążka, od wcześniej wspomnianej przeze mnie pseudo ballady w postaci Brighter Side Of Grey

Dodając jeszcze kilka słów na koniec, chcę podkreślić, że wrażenia mam mieszane. Dlaczego? Głównym powodem jest fakt, że, heavy metalu, który niby miał być, na tym krążku prawie że nie ma, a jak jest to w postaci umieszczonych na siłę riffach lub solówkach. Przykład? Proszę bardzo, chociażby Inside Out, Full Circle czy Living The Dream. Tu też mamy inny przykład. Jak złe okazują się single, bo te single są najgorszymi utworami na całej płycie, no może oprócz dwóch pseudo ballad w postaci A Little Bit Off oraz Brighter Side Of Grey. Jeśli miałbym wybrać trzy naprawdę dobre kompozycje, to wskazałbym te groove metalowe. Czyli Bottom Of The Top, To Be Alone oraz Scar Tissue, a no i dwa bonusy Making Monsters i Death Punch Therapy . Mimo paru plusów płyta F8 ma zbyt mało dobrych momentów, żebym ocenił ją jednak wyżej, niż finalnie zamierzam. Moje odczucia po trzech solidnych przesłuchaniach się po prostu zrównoważyły, ale mimo to jest nieco rozczarowany. Jak dla mnie bowiem nie jest to jakieś wielkie zapowiadane odrodzenie.

Korekta Paulina Wawrzusiak

6/10

Kacper Sikora (Relevart)

Autor: Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *