Kategorie
Bez kategorii

Children Of Bodom – Something Wild (1997/1998 )

Ostatnio słychać tylko złe wieści z obozu Children of Bodom. Okazało się bowiem, iż zespół uległ rozwiązaniu i muzycy chcą realizować się w zupełnie innych projektach. Dziś sentymentalnie wrócę do ich pamiętnego debiutu Something Wild, w Finlandii wydanego 16 listopada 1997, a na świecie 28 sierpnia 1998 roku. Czy po prawie 22 latach coś się zmieniło? Może niektóre utwory dostały nowe życie? Nie przesłuchując gruntownie, tego krążka się nie przekonam.

Deadnight Warrior już od samego początku, chociażby przez dźwięki pioruna, wprowadza nastrój rodem z horroru. Piekielnie szybka solówka Alexia, sprawia, że, cała kompozycja jest bardzo dynamiczna. Na sam koniec dorzucona zostaje druga solówka autorstwa oczywiście Alexia. In the Shadows otwiera natomiast bardzo wyraźna partia gitary basowej. Do tego partie keyboardu, są tu też dopasowane idealnie. Co bardziej interesujące wokal Alexia, jak dla mnie jest tu bardziej blackowy, a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Do tego potem w połowie gitary zaczynają tzw. rzeź, upiększoną potem keybordowym dźwiękiem klawesynu a na sam koniec organów.

Pierwsza część Red Light in My Eyes jest bardziej nastrojowa, choć później to zostaje trochę zaprzepaszczone. Przynajmniej dla mnie, nawet w drugiej części, gdzie jest bardziej wirtuozersko pod kątem gitarowym oraz bardziej heavy metalowo, jeśli chodzi o gatunki. Mimo to w obu kompozycjach wokal Alexa, jest zbyt surowy. Piąty Lake Bodom jest już strike heavy, położony jest nacisk bardziej na gitarowy aspekt popisów Alexia, gdzie keyboard jest na zupełnie drugim planie, to akurat źle. Przedostatni The Nail chociażby przez wprowadzającą deklamację, potrafił przyprawić o mały dreszcz przerażenia, a to akurat dobrze, bo pomału zaczynało wiać ewidentnie nudą. Mimo strachu, tu też jednak wokal jest niedopracowany. Z gitarami jest znacznie lepiej, to tu znajduje się moim zdaniem solówka z tej płyty. Zamykający płytę Touch Like Angel Of Death pomimo iż ma ponad siedem minut, wokalnie jest chyba najbardziej dopieszczonym utworem. Oprócz tego partie keyboardu też są idealne, tak samo jak gitarowe popisy Alexia.

Jeśli chodzi o Something Wild, nie interesowały mnie covery, takich zespołów jak Slayer, Scorpions czy Sepultura, które znalazły się na tym krążku. Całą uwagę poświęciłem autorskim kompozycją, do których powróciłem znowu po paru latach przerwy, dokładnie siedmiu. Jak na tamte czasy, czyli ponad dwie dekady temu, nie był to doskonały materiał. Wokal Alexia przede wszystkim potrzebował dopracowania, zespół bowiem eksperymentował z trzema gatunkami: heavy metalem (tu akurat Alexi odnalazł się ze swoją gitarą i popisami) , black/death metalem z elementami grozy (mam tu na myśli złowrogie partie keyboardu). Czy coś się zmieniło u mnie jeśli chodzi o ten krążek? Owszem. Z perspektywy czasu Something Wild, ukazał niedoskonałości zespołu oraz w jakich obszarach muzycznych prowadzili poszukiwania własnego brzmienia. Czy to dobrze? Moim zdaniem jak najbardziej, od tego są bowiem błędy, aby się na nich uczyć prawda? Mimo paru mankamentów znalazły się z tego krążka utwory, które dostały ode mnie tzw. drugie życie. Mam tu na myśli The Nail oraz Touch Like Angel Of Death. Na koniec stwierdzę jeszcze jedno, jak na debiut nie było wielkiej tragedii.

Korekta Paulina Wawrzusiak

7/10

Kacper Sikora (Relevart)

Autor: Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

1 odpowiedź na “Children Of Bodom – Something Wild (1997/1998 )”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *