Kategorie
Bez kategorii

Testament – Titans of Creation (2020)

Jedną z trochę niedocenionych amerykańskich grup, wykonujących thrash metal, który dziś nie jest bardzo sprecyzowany, jest moim zdaniem Testament. Nie bez powodu o nich wspominam,bowiem 3 kwietnia 2020 roku, miał premierę ich najnowszy, dwunasty już album, zatytułowany Titans of Creation, wydany przez Nuclear Blast. Czym okaże się lepszy lub też gorszy od wcześniejszego, wydanego już cztery lata temu Brotherhood Of The Snake? Jest tylko jeden znany mi sposób, aby się o tym przekonać.

Otwierający płytę Children Of The Next Level rozpoczyna tak zwaną jazdę bez trzymanki. Świadczy o tym, chociażby riff oraz dynamiczne partie perkusji. Ukoronowaniem jest oczywiście wokal Chucka. Prawie w połowie pojawia się bardzo dobry break down, gdzie nie jestem do końca pewien, czy Chuck nie jest wspomagany jeszcze przez któregoś z gitarzystów, jeśli chodzi o wokal. Potem też pojawia się bardzo chwytliwa solówka, jedna trochę krótsza, lecz ta dłuższa jest oczywiście jeszcze lepsza. Mistrzowskie otwarcie, sam singiel bowiem skutecznie mnie, jak i wielkiego amatora tej grupy Jacka, skutecznie zachęcił do zakupu pre orderu tego krążka.

WW III nie zwalnia tempa ani na chwilę, jeśli chodzi o dynamikę. Bardzo ciekawie brzmi podkreślony bas. Tematyka liryczna jest równie dość intrygująca. Pod sam koniec wstęp istnie speed metalowy, tak samo jak sama solówka, jak dla mnie. Blasty towarzyszące przejściom są genialne. Natomiast Dream Deceiver, jest lekkim opuszczeniem gardy z racji swojej chwytliwości oraz lekkiego podobieństwa, do dwóch singli, pochodzącego z poprzedniego albumu Brotherhood Of The Snake, tytułowego Brotherhood Of The Snake oraz A PaleKing. Czy to dobrze? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Ja zaliczając się do fanów zespołu, mogę przymknąć na to ucho, jednak jest to w pewnym sensie lekkie pójście na łatwiznę, to owej przebojowości Dream Deceiver nie pozbawia. Jak również w miarę dobrej solówki gitarowej.

Drugi singiel, czyli Night Of The Witch, przez gitary oraz partie perkusyjne na samym początku jest bardzo intensywny, na pewno bardziej od poprzedniego utworu. Jednak tu już odrobinę wkrada się rutyna, przynajmniej dla mnie jako fana. Choć wokal Chucka jest tu też bardziej nastawiony na krzyk, niż w poprzednich. Mimo to jednak jako singiel nie jest tak dobry, w porównaniu do Children Of The Next Level. Jednak poziom jest utrzymany. Natomiast z piątym w kolejności City Of Angels, jest zupełnie inaczej. Gdyż cieszy fakt, iż wspomnianej przeze mnie wcześniej przewidywalności, w tym przypadku zespół skutecznie się wyłamuje. Jak? Chociażby że, początek otwierają partie basu, same przejścia są bardziej progresywne, jak riffy spokojniejsze, tak samo jak wokale wspierające Chucka, czyli jednak się wcześniej się nie przesłyszałem. Do tego krótkie, lecz też jazzowe solo, potwierdza fakt, iż owa kompozycja zalicza się do jednej z ulubionych z tej płyty.

Ishtars Gate przez swój orientalny wydźwięk gitar, w samym wstępie, już zaskarbił moją sympatię. Liryczną tematyką oraz większą wirtuozerią basu w jego trakcie. Potem ponowny powrót muzycznego orientu. Nadal godne uwagi gitarowe popisy. Kolejny ulubieniec, obowiązkowo wpisany na playlistę. Symptoms też daje radę, choć tutaj słychać już zdecydowanie mniej thrashowej dynamiki, a duża ilość przejść, zaczyna mi przypominać trochę kurs w podgatunki z końcówką core. Co trochę mnie lekko niepokoi, a jednocześnie udowadnia, że, grupa nie boi się eksperymentów. Tak czy inaczej, mam co do tej kompozycji bardzo mieszane odczucia. Na False Prophet wraca to, czego mi zaczynało brakować. To bardziej thrashowe brzmienie, może nie ze spodziewaną intensywnością, ale to zawsze lepsze niż nic. Wreszcie! Furia wraca! Bo The Healers się pojawia, a z nim, chwytliwe riffy i podwójna stopa. Przez to, chociażby headbanging pojawia się u mnie bezwarunkowo. Code Of Hammurabi to znowu basowa wirtuozeria. Choć właściwa dynamika przychodzi jeśli o mnie chodzi, trochę za późno, jednak coś za coś. W zamian jeśli o mnie chodzi, jedna z najlepszych solówek na płycie. Oprócz tego również perkusja jest nietypowa. Przedostatni Curse Of Osiris to jest ta właściwa intensywność, idealna do dobrego pogo. Zamykający natomiast płytę Catacombs, umiejętnie buduje napięcie, gdzie słychać elementy podchodzące pod symfoniczne, z chórem włącznie, a sama marszówka jest świetna. Biorąc pod uwagę, że jest on całkowicie instrumentalny. Jeśli o mnie chodzi, zamknięcie idealne, bo pozostawiające słuchacza z lekkim niedosytem.

Czy Titans of Creation okazał się w ostateczności lepszy od poprzedniego, zdecydowanie krótszego Brotherhood Of The Snake? Cóż, po części tak, a lekko na nie. Czemu? Po pierwsze, chociażby przez swoją różnorodność, gdyż Brotherhood Of The Snake nie ma żadnego z progresywnych elementów, oprócz tego jest mniej wirtuozerii perkusji oraz gitary basowej, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że nie ma jej wcale. To akurat stawia w mojej hierarchii płyt grupy Testament, najnowszy album na wyższej pozycji niż Brotherhood Of The Snake. Jednak aby, nie być całkowicie bezkrytycznym, to minusem jeśli chodzi o podobieństwa obu krążków, jest Dream Deceiver. Jakby go nie było na krążku, szczerze w żądnym stopniu nie odczułbym braku, no, chyba że, zespołowi o to chodziło, o zwrócenie uwagi. Wracając jednak znowu do pozytywnych aspektów płyty. Mam z niej więcej kompozycji do których, na pewno przez jakiś czas będę wracał. Są to Children Of The Next Level, WW III, City Of Angels, Ishtars Gate, The Healers, Curse Of Osiris z towarzyszącym mu potem Catacombs. Do tego okładka też jest lepsza od poprzedniej. W ostateczności na Titans of Creation jest więcej kreatywnego tworzenia muzyki jak i samych tekstów, niż odrobiny zniszczenia. Korzystając z okazji, życzę zdrowia Chuckowi oraz basiście Stevowi. Obyście wyzdrowieli i jak się wszystko poukłada, zagrali na Masters of Rock w lipcu. Chętnie też poznam wasze opinie odnośnie tego krążka. Ja ze swojej strony temat wyczerpałem.

Korekta Paulina Wawrzusiak

9,5/10

Kacper Sikora (Relevart)

Autor: Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

1 odpowiedź na “Testament – Titans of Creation (2020)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *