MAG – MAG (2020)

Bez kategoriiLeave a Comment on MAG – MAG (2020)

MAG – MAG (2020)

Z racji iż, wbrew temu co się uważa, nie ograniczam się tylko do zagranicy. Bacznie obserwuję swoje (polskie) podwórko. Dzięki wizycie w zeszłym roku na Brutal Assult, miałem okazję zobaczyć Electric Wizard na żywo, przez co mocno odświeżyłem sobie ich dorobek. Potem jeszcze miałem okazję poznać w pracy gorącego miłośnika sluge i doom metalu, co pozwoliło mi na znaczne poszerzenie moich horyzontów, a przy okazji na sentymentalne podróże do płyt, których kiedyś słuchałem, o nich oczywiście w innej serii. Tak czy inaczej, toruński MAG, ma z tym wiele wspólnego, chociażby, dlatego iż, gra doom metal. 1O kwietnia ukazał się ich debiutancki album zatytułowany po prostu MAG, wydała go Piranha Music, mało znana wytwórnia. Pachnie undergroundem. Lepiej już zachęcić mnie nie mogli. Jakiej jakości będzie to doom? Czy tylko będą się inspirować swoimi muzycznymi idolami? Odpowiem chętnie, lecz aby to zrobić muszę krążek przesłuchać.

Otwierający Kambion, jest bardzo intrygujący. Dlaczego? Krótkie gitarowe inro, połączone z perkusją to ciekawy wstęp. Dodając do tego mocno ekspresyjny wokal, podchodzący pod blackowy i już macie odpowiedź. Po drugie potem następuje gwałtowna zmiana tempa pod bardziej deathowe, mam tu na myśli raczej intensywniejsze partie perkusji. Moment? Czyżbym się przesłyszał? Chyba nie. Pojawił się czysty wokal. Jeszcze do tego dobra gitarowa solówka. Jest lepiej, niż sądziłem. Do tego dobre przejścia. Idealny, ,, magiczny ” wręcz początek. Choć druga solówka jest mocno inspirowana Black Sabbath. Taki szczegół.

Pragnienie, na samym początku jest trochę transowe, lecz pewnie nie bez powodu. Dobrze buduje napięcie, utrzymując tajemniczy klimat. Następnie pojawia się death, czyli intensywność. Co w połączeniu z wokalem znowu daje zamierzony efekt. Perkusista daje tu też większy popis swoich umiejętności. Riffy też są podobne, lecz inne, co akurat moim zdaniem jest ważne. Zespół mnie znowu zaskoczył, dodając, może jako deser, idealnie odtworzone brzmienie gitar z lat 70tych. Do tego potem ten minimalizm partii perkusyjnych. Na samym końcu sam brzmiał bas? Nie jestem pewien, ale jeśli tak to brzmiał genialnie.

Czarci chwost to dalej MAGiczny mrok, lecz jeszcze większa wirtuozeria się wkradła, jeśli chodzi o gitarzystów. Wokal dalej równie ekspresywny. Kolejna dobra solówka, trochę też większej domieszki rytuału można się doszukać w muzyce, która współgra z tekstem o sabacie wiedźm w lesie. Jednym z najmroczniejszych moim zdaniem.

Samotnik z Providance to trochę inny wokal. Bardziej agresywny, czasami bardziej screamujący. Co jest inne. Potem powraca coś, co znam, czysty śpiew i ekspresja. Dominuje średnie tempo, lecz wreszcie też wraca trans, którego było mi trochę brak. Bas. Wyciszenie i znowu bas. Proste, lecz genialne rozwiązanie. Nie mam pojęcia, kto nagrywał tu stample. A jeśli to nie są stample, tylko prawdziwe instrumenty, to tym bardziej szacunek do chłopaków z Torunia, wzrasta jeszcze bardziej. Można bowiem przy tych dźwiękach ,,odpłynąć” do innych wszechświatów własnych myśli, bądź własnego świata. Istne arcydzieło. Idealnie też sprowadza na ziemię ostatnia część, która jest zdecydowanie cięższa. Tak czy inaczej, mimo to moje zdanie się nie zmieniło.

Zamykający płytę Dobieram następną z talii zaklęć, to ewidentnie rzucanie jakiegoś zaklęcia. Przemawia za tym minimalizm instrumentalny, ograniczający się to rytmicznej perkusji, a wokalista wypowiada zaklęcie w jakimś nieznanym mi starożytnym języku. Efekt mistycyzmu jednak został osiągnięty, choć jedynie zaraz po przedostatnim utworze. Czy samodzielnie by zadziałał? Szczerze, wątpię, lecz jako kompozycja zamykająca, Dobieram następną z talii zaklęć, spełnił swoje zadanie.

Co mnie tym bardziej intryguje, nic o MAGu nie wiadomo. Debiut jest wybitny. Inspiracje Electric Wizard i Black Sabbath, które słyszę, nie ograniczają się na odtwarzaniu, lecz na przekuciu ich, w coś własnego. Mrocznego, tajemniczego, teksty też nie należą do banalnych, wręcz przeciwnie. Muzycznie też wszystko jest spójne, choć rutyna jest tu paradoksalnie, przez grupę unikana, co jest dodatkowym atutem MAGa. Do tego okładka autorstwa Adama Bejnarowicza jest równie magiczna co debiut MAGAa. Jeśli lubicie dobry doom, a jednoczenie Black Sabbath czy Electric Wizard, koniecznie sięgnijcie po płytę MAG. Szczerze nie śledzę zbytnio polskiej sceny doomowej, lecz dla mnie MAG, jest jej nadzieją. Poszukiwania ich własnego brzmienia idą moim zdaniem w dobrym kierunku. Nie mogę się doczekać ich występu na żywo, nieważne gdzie. Jeśli maiłbym też wybrać ulubione samodzielne kompozycje to były by to: Kambion, Czarci chwost i Samotnik z Providence. Choć do całego albumu będę wracał nie raz. Warto posłuchać i kupić.

Korekta Paulina Wawrzusiak

10/10

Kacper Sikora (Relevart)
Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top