Wardruna – Runaljod – Gap Var Ginnunga (2009)

Bez kategoriiLeave a Comment on Wardruna – Runaljod – Gap Var Ginnunga (2009)

Wardruna – Runaljod – Gap Var Ginnunga (2009)

Nie samym metalem człowiek żyje, dlatego dziś zamierzam  odnowić sobie debiutancki album grupy Wardruna. Dla tych, którzy nie wiedzą, jest to zespół wykonujący muzykę folkową, założony przez Einara „Kvitrafna” Selvika, byłego perkusistę blackmetalowej grupy Gorgoroth. Członkiem Wardruny  był przez dwanaście lat również były wokalista Gorgoroth, Kristian „Gaahl” Eikvind Espedal. Albumu Runaljod -Gap Var Gunnunga po raz pierwszy miałem okazję przesłuchać rok po premierze. Wydany bowiem został 19 stycznia 2009 roku przez Indie Recordings. Jak brzmi w 2020 roku, po jedenastu latach przerwy? Jest tylko jeden sposób, aby się przekonać.

Już samo intro, Ár Var Alda, pokazuje, z czym będziemy mieć do czynienia.  Deszcz, burza. Głos Einara jako swoiste „wezwanie”. Bębny oraz inne nordyckie instrumenty. Słuchacz zostaje rozbudzony i zaciekawiony.

Hagal to już pełnometrażowa kompozycja. Tu Einar naprawdę postawił na klimat, choć burza i deszcz nadal w pełni. Rytm wygrywany na pomocniczych instrumentach perkusyjnych, że tak to ujmę, niezmiennie wprowadza mnie w stan transu. W minimalistycznym tekście pojawia się motyw śmierci, który  oddają  także instrumenty. Do tego sposób, w jaki ten tekst jest wypowiadany, jest iście szamański. Jeszcze ta  tajemnicza końcówka na flecie czy fletopodobnym instrumencie – mistrzostwo. A deszcz pada dalej.


W Bjarkan po raz pierwszy  pojawia się Lindy-Fay Hella. Zawsze to jakieś urozmaicenie, pomyślałem, gdy słuchałem tego utworu po raz pierwszy. Teraz wiem, że była tam potrzebna. Bardziej gardłowy wokal dodaje kolejny pierwiastek mistyki. Drumla doskonale uzupełnia znowu tak istotne podtrzymanie
rytmu, będąc słusznie na pierwszym planie. W połowie, kiedy Einar i Gaahl wypowiadają kolejne „zaklęcie”, urok zostaje rzucony. Wokalne ekspresje Lindy dodają mu mocy. 

Løyndomsriss to z kolei powrót mroku.  Świadczy o tym, chociażby szczęk łańcuchów, jak również technika wokalna Einara. Motyw niedającego się określić zła pojawia się, przynajmniej jak dla mnie, w słowie Thurs, które jest wieloznaczne, ale to jedno znaczenie szczególnie pasuje mi do muzyki. Heimta Thurs, który wydaje się kontynuacją tamtego utworu, rozwiewa moje wątpliwości.  Thurs jest natomiast takim outro, gdzie owo „zło” chyba walczy lub opętuje kogoś. Nie wiem do dziś tak naprawdę.



Stan transu dalej  trwa u mnie w najlepsze.

W Jara , wreszcie pojawia się tchnienie innej pory roku niż zima czy jesień.  Cóż, lepiej późno niż wcale. Już wiem, czemu we wcześniejszych lirykach była wymieniana liczba trzy.  Chodzi o Norny, boginie przeznaczenia. Nim bowiem jest poświęcona Jara, jako pieśń pochwalna, przynajmniej ja ją tak odbieram.  Tu też po raz pierwszy słychać  hardingfele ożywione przez Hallvarda Kleivelanda. Dla ciekawskich: hardingfele, czyli skrzypce z Hardanger, to instrument z rodziny smyczkowych, popularny oczywiście w Norwegii.


Kauna to odniesienie do kolejnej z run. Choć wstęp, przynajmniej dla mnie, brzmi po samym wokalu jak pieśń szamańska. Czy to źle? Nie. Wręcz przeciwnie. 

Od Algir – Stien Klarnar oraz Algir – Tognatale powracamy do hipnotycznych praktyk, nordyckiej magii i następnych run. Odczuć to można najsilniej w Algir – Stien Klarnar. Tam intensywnie pracuje całe trio wokalne (Einar, Lindy i Gaahl). Potem ten wzniosły: „Algir!”. Tego mi brakowało. Następnie cisza, a po niej druga, a zarazem ostatnia część rytuału, czyli Algir – Tognatale. Zwieńczeniem całości jest Dagr. Pomimo pozornie spokojnego początku, czyli dźwięków rogu i śpiewu ptaków, Einar nie zapomniał o niczym, także o deklamacji. Sam koniec jest równie klimatyczny jak cała płyta. To doskonałe zakończenie tego arcydzieła.


Płyta Runaljod – Gap Var Ginnunga, kiedyś wywołała swoim powstaniem istną nordycką rewolucję. Nikt się bowiem Wardruny nie spodziewał – nawet w formie projektu, który na początku stanowiła. Einar „Kvitrafn” Selvik na przestrzeni sześciu lat wykonał iście tytaniczną pracę, nagrywając wszystko prawie samodzielnie.

Mimo próby czasu album brzmi tak samo rewelacyjnie jak ponad jedenaście lat temu. Ta płyta stała się niedoścignionym jak na razie wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o rytualny nordycki folk. Do tego rozpoczęła trwającą do tej pory modę na ten gatunek. Jestem ciekaw, co Wardruna pokaże po latach nieobecności, gdyż 22 stycznia 2021 roku ukaże się ich kolejny album, Kvitravn. Jako fan czekam z niecierpliwością. Natomiast Runaljod – Gap Var Ginnunga nadal jestem zachwycony. Wciąż pozostaję pod wpływem nordyckiego uroku, jaki ten album na mnie rzucił.

Korekta: Ewa „Iva” Zwolińska

10/10

Kacper Sikora (Relevart)
Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top