Cradle of Filth – The Principle Of Evil Made Flesh (1994)

Bez kategoriiLeave a Comment on Cradle of Filth – The Principle Of Evil Made Flesh (1994)

Cradle of Filth – The Principle Of Evil Made Flesh (1994)

Jak debiuty, to, żeby łatwo nie było, zespół, którego słuchałem, a i teraz słucham często. Debiutancki album The Principle Of Evil Made Flesh, wydany 24 lutego 1994 roku, przez Cacophonus Records . Łatwo nie będzie orzec, czy z perspektywy dwudziestu sześciu lat, owa płyta jako debiut, jest nadal tak dobra jak kiedyś, dla mnie. Trzyletnia przerwa od tej płyty zapewne pomoże. Kilka przesłuchań na świeżo również. Natomiast wypadł w porównaniu do dobrze mi znanych, następnych albumów oraz oczywiście Dani, jako lider Cradle of Filth kontynuował obrany na nim muzyczny kurs? Aby udzielić konkretnych odpowiedzi, trzeba The Principle Of Evil Made Flesh kilkukrotnie posłuchać. Zaczynamy zatem.

Intro Darkness Our Bride(Jugular Wedding) nadal odpowiednio wprowadza nastrój mroku, czy też grozy, chociażby poprzez szepty. Tytułowy The Principle Of Evil Made Flesh natomiast z powodu bycia trochę bardziej blackowym, mam tu na myśli perkusję, czy chociażby wokal samego Daniego, pomimo niby riffów gitarowych , które na siłę można by uznać, za odrobinę melodyjne, chociażby przez solówkę, nie zwala mnie z nóg oraz nie przyprawia o zachwyt. No po prostu nie. Nawet trochę bardziej czuję się rozczarowany. Z The Forest Whispers My Name jest odrobinkę lepiej. Chociażby na samym jego początku. Jednak deklamacja nadal robi wrażenie. Później zmiana tempa przez intensywniejszą perkusję. Co z tego jak to nadal mimo wszystko dla mnie za mało. Iscariot tak zwany przerywnik, daje radę. Efekt bicia serca? Fenomenalny. Nie typowy, bo fortepianowy początek, znowu nie ratuje kolejnej kompozycji, The Black Goddess Rises, jedyne co można uznać za ciekawe, to duet Daniego z Darrenem, a potem wokal Andrei Meyer. Tylko tyle.

Pomimo cichej nadziei, że tak nie jest, schemat powtarza się do samego końca płyty. Same intra, poprzedzające właściwe kompozycje, naprawdę nadal dają radę. Problem em dla mnie są te ,,właściwe” utwory. Czyli A Crescendo Of Passion Bleeding, To Eve The Art Of Witchcraft, Of Mist And Midnight Skies oraz Summer Dying Fast. Lirycznie są na odpowiednim jak dla mnie poziomie, natomiast muzycznie w porównaniu do drugiego albumu Cradle of Filth, zatytułowanego Dusk… And Her Embrace, jest dziwnie. Czemu? Ponieważ lirycznie dalej album jest genialny, natomiast muzycznie jest znacznie gorzej. Wiadome jest, że, zawsze trzeba od czegoś zacząć, to zrozumiałe. Czas jednak w tym przypadku, jeśli o mnie chodzi, a dla tych, co nie wiedzą, nie jest to pierwsza moja recenzja płyty Cradle of filth, zapewne też nie ostatnia, okazał się tragiczny w skutkach. Tyle dobrze, że jak dla mnie, zespół wyciągnął wnioski. Takie, że sam zamysł mrocznego klimatu grozy został jak najbardziej zachowany, natomiast sama oprawa muzyczna poprawiona. Nie twierdzę, że, album jest fatalny, bo byłoby to kłamstwem, jest natomiast z tych bardzo przeciętnych. Osobiście liczyłem, że, w porównaniu kiedy pierwszy raz go słuchałem , a było to jesienią 2005 roku, bo akurat Cradle of Filth samodzielnie udało mi się odkryć, to będę miał, chociaż podobne doznania, bardziej pozytywne, bo pod względem lirycznym, ten album wtedy rzucił na mnie urok. Dziś niestety, z powodu samej muzyki, przestał on już tak skutecznie działać, jak kiedyś. Niestety ku mojemu rozczarowaniu.

6/10

Kacper Sikora (Relevart)
Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top