KŁY – Wyrzyny (2020)

Bez kategoriiLeave a Comment on KŁY – Wyrzyny (2020)

KŁY – Wyrzyny (2020)

Tak, znowu Polska. Najwidoczniej rodzimy black jeszcze mi się nie znudził, tym bardziej że ten rok jest na polskiej scenie black metalowej dość obfity. Tym razem z wielką przyjemnością sięgam po kielecki zespół KŁY i ich drugi album „Wyrzyny”, wydany nakładem Pagan Records 8 maja 2020 roku. Czy okaże się lepszy od debiutu z 2018 roku? Tylko słuchając go, kilkakrotnie możemy się o tym przekonać.

„Burza (My, rozgwiazdy)”, otwierająca album, rozpoczyna się od dźwięku dzwonu, wprowadzając nas skutecznie w mistyczny charakter utworu. Słychać wyraźnie post – metalowe brzmienie gitar. Wokal przywodzi na myśl i jednocześnie kojarzy się z Nihilem z Furii. Linia basowa to istny majstersztyk. Dobrze akcentowane przejścia. Deklamacja w połączeniu z czystym śpiewem to idealne podsumowanie. Na koniec blackowa powtórka. W tym kawałku nie ma monotonii, muzyczny rollercoaster utrzymuje go na wysokim poziomie. Mistrzowskie otwarcie k….!

W „Nadwołkowyjskiej nocy liczba pojedyńcza” czuć lekką zmianę klimatu, aczkolwiek ponownie słyszymy dzwony, głosy się powtarzają, jakby słuchacz był na lekkim haju. Dobra dawka psychodeli. Trochę mniej blacku. Jeśli chodzi o tempo, jest dosyć dynamiczne. Typowe, blastowe napier…..! Po raz pierwszy pojawia się na tej płycie growl. Uruchomił mi się headbaging, a to jest dobry znak. Pomimo dawki znacznie lżejszych riffów niż się spodziewałem, o dziwo, okazały się one równie chwytliwe i przyjemne dla ucha. Do tego jeszcze na koniec te magiczne stemple. Chcę więcej!

„Krajobraz jako oko” to kontynuacja poprzedniej kompozycji, ale z drobnymi, folkowymi elementami. Tutaj akcent jest położony na bas, tempo też znacznie wolniejsze. Może trochę za dużo progresji jak na mój gust. Pomimo tego nie jest źle, bo w dalszej części kawałka pojawia się perkusyjna nawałnica. „Trójząb„, ni z tego ni z owego, przenosi mnie do… Japonii (kraju kwitnącej wiśni)? Tak…tylko po co? Przychodzi mi jedynie do głowy nawiązanie do demo. Tu natomiast progresja jest dobrze wyważona. Gdy go słucham, pojawia się, u mnie stan, jaki chciałem, muzycznego uniesienia. Sam tytuł nawiązuje oczywiście do nazwy zespołu.

Przedostatni „Gwiezdny wiatr” to ponownie dobre stemple. Wraca tutaj dynamika, zdecydowanie jest mniej blacku na rzecz post – metalu. Mówiąc kolokwialnie, utwór jest przebojowy niczym „Nadwołkowyjskiej nocy liczba pojedyncza”. Album zamyka „Zakorzenienie”, które idealnie podsumowuje całą płytę.

Jeśli chodzi o „Wyrzyny” to KŁY postawiły na transowy klimat. Okładka przedstawiająca grzyby halucynogenne nie jest myląca. Naprowadza na właściwą ścieżkę doznań muzycznych, szerzej ukazanej w kompozycji zamykającej płytę. Jeśli chodzi o brzmienie całości, zderzamy się z przemieszaniem nurtów i miksem gatunków, w różnych proporcjach. Jednak ośmielam się sądzić, że wypadli lepiej od Finów z Oranssi Pazuzu, gdyż mają zdecydowanie więcej samodzielnie broniących się kompozycji, bez wpływów innych, podobnych im kapel. Na podsumowanie, „(My, rozgwiazdy)”, „Burza”, „Nadwołkowyjskiej nocy liczba pojedyncza”, „Gwiezdny wiatr” i „Zakorzenienie” to dosyć oryginalne utwory w swej strukturze.

Reasumując, za każdym razem jednak gdy kończę słuchać ten album, trans, z jakiego wychodzę, nie jest jeszcze tym kompletnym. Odczuwam lekki niedosyt…choć tak niewiele brakowało.

Korekta: Sylwia Prekurat

9,5/10

Kacper Sikora (Relevart)
Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top