System of a Down – System of a Down (1998)

Bez kategoriiLeave a Comment on System of a Down – System of a Down (1998)

System of a Down – System of a Down (1998)

Amerykański System of a Down. Jedna z ikon tzw. nu – metalu. Zespół, uważany nawet przez metalowców za zbyt łagodny i wyklęty. W moim gimnazjum i szkole średniej przynajmniej tak kiedyś było. Dzisiaj, po 22 latach od premiery, przypomnę Wam i Sobie, ich debiutancki album zatytułowany po prostu „System of a Down”, wydany 30 czerwca w 1998 roku  przez American Recordings. Pierwszy raz styczność z tym krążkiem miałem pod koniec 2001 r. Czy po prawie 20 stu latach czas okazał się dla tej płyty łaskawy? Jesteśmy skłonni spojrzeć na nią i wysłuchać świeżym okiem, uchem? No cóż…okaże się. Zaczynamy!

„Suite-Pee” już od samego początku brzmi gange-owo -mam tu na myśli riff otwierający utwór oczywiście z dynamiczną perkusją. Następnie wchodzi budujący napięcie poprzez bas, breakdown. Wokal Serja jest intensywny. Momentami jednocześnie scremuje i growluje. Wszystko to wcześniej wydawało mi się po prostu przebojowe, zresztą nadal w taki sposób to odbieram, chociaż przez lata doświadczeń z różnymi nurtami muzycznymi i przez pryzmat tego dostrzegam nawet te drobne niuanse kawałka. Jak dla mnie jest to odpowiednie otwarcie albumu. 

W „Know” początek to bardziej rozbudowana sekcja rytmiczna – perkusja. Oprócz tego pojawiają się nowe rozwiązania jeśli chodzi o riffy. Wokal Serja mocno bazuje na granicy rapu. Znowu pojawia się ciekawe i dynamiczne przejście perkusyjne, stopniujące napięcie. Nadal!

„Suger” jako singiel pierwszy raz ,, rozp…….. mi „system”, kiedy zobaczyłem teledysk. Tematyka okazała się mocno społeczno – polityczna, buntownicza. Wstęp, ta deklamacja wokalisty, z kończącym ją ,,diabolicznym” głosem, nadal jest dla mnie majstersztykiem. Kontrowersyjny teledysk? Proszę bardzo. Chwytliwe brzmienie? Jak najbardziej. Zmuszający do myślenia tekst? Oczywiście! Osobiście nie rozumiem krytyki celującej w ten utwór. Jak dla mnie nadal jest rewelacyjny.

Suggestions” jest dynamiczny od samego początku. Umiejętne przejścia perkusyjne, no i znowu za…….y breakdown z riffem w tle. Ironia w głosie Serja jest w nim genialna. Na swój sposób lekko szalona.

Spiders” natomiast jest już bardziej psychodeliczny, co akcentuje bas i wstęp wokalny. Do tego znowu inteligentny tekst. W „Ddevil” intryguje dobra marszówka. Tu ponownie Serj wręcz bawi się swoim głosem. Gange nadal króluje, choć hard rockowy riff też tu się pojawia. Czego jednak można wymagać od kawałka długości raptem 1m.:43s.? 

W „Soil” jest trochę słyszalnych cowoych elementów – mam tu też na myśli gitary. Pojawia się kontrolowane zamieszanie instrumentalne. Znakiem rozpoznawczym utworu jest dobra solówka. Daron się postarał. Szaleństwo trwa! Riffowe wejście w „War” nadal mi się podoba. Z pozoru proste, ale niekoniecznie. Headbanging jest!

„Mind” natomiast to inny temat. Tu została zobrazowana muzycznie i lirycznie kwestia złożoności ludzkiego umysłu. Osobiście tak ten utwór interpretuje, jako najbardziej skomplikowany, rozbudowany i niejasny do końca w swojej strukturze, jednocześnie intrygujący. Pojawiają się też lekko doomowe naleciałości, dwa rodzaje ekspresji poprzez ukazanie czystego gniewu czy wściekłości, kumulacja szaleństwa. Ten utwór był i jest moim ulubionym z całego albumu. Słuchałem go w trudnych chwilach. Zawsze pomagał.

„Peephole” znowu dobrze buduje napięcie. Słuchając go, mam wrażenie, jakbym kręcił się na szalonej karuzeli w wesołym miasteczku, sam do końca nie wiem czemu?? Zmian tempa po prostu nie da się nie usłyszeć. Znowu headbanging!

„Cubert” to kontynuacja sinusoidy – znanej, ale lubianej. Energia nadal buzuje! W „Darts” Serj znowu zaskakuje wokalem, bawi się nim w za…….y sposób. Do tego tykający zegar, a potem breakdowny? Mistrzostwo!  Zamykający „P.L.U.C.K.” zaskakuje na początku ciekawym riffem. Jest tutaj wszystko, co znane z wcześniejszych utworów z wyjątkiem dwóch momentów, w których pojawiają się nowe riffy. Natomiast perkusja nie jest tu uboga, oj nie. Intensywne zamknięcie płyty jak dla mnie, gdzie wreszcie słychać Darona.

 Z perspektywy czasu System of a Down jak dla mnie był udanym debiutem. Dlaczego? Cała paleta stylów. Od grangu, hard rocku, doomu po metalcore. Zostały użyte różnorakie środki ekspresji wokalnej, co czyni krążek jeszcze bogatszym. Także…może się powtarzam, ale co jest w tym albumie nie tak? Bo ja k…. nie wiem! Kiedyś był dla mnie rewolucyjny. Teraz słuchając go, może nie jestem w stanie głębokiej psychodelii, ale takiej umiarkowanej, dla mnie przyjemnej.  Charakterystyka brzmienia zespółu dawniej określana jako nu-metal, z perspektywy czasu, jest niewłaściwa. Skład nagrywając kolejne albumy, podążył określoną na tej płycie ścieżką, może cięższą, jeśli chodzi o Toxicity, ale jednak. Reasumując, płyta nie ma złych momentów, a spójność jest jej kolejnym atutem. Obok nagranego po debiucie Toxicity, ta płyta jest ich Opus Magnum. Do tego kultowa okładka. Zatem ocena może być tylko jedna.

Korekta: Sylwia Prekurat

10/10!

Kacper Sikora (Relevart)
Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top