Sirenia – At Sixes And Sevens (2002)

Bez kategoriiLeave a Comment on Sirenia – At Sixes And Sevens (2002)

Sirenia – At Sixes And Sevens (2002)

Uwielbiam gdy, dla takich fanów jak ja zespół świetnie prosperuje pomimo decyzji osoby zakładającej pierwotnie tą samą grupę. Wszystko zmienia się mniej więcej co dwie płyty. Pomijając fakt, że sam wcześniej został wyrzucony z innej kapeli, mowa w tym przypadku o Tristanii. Dla jasności mówię tu o Mortenie Velandzie i jego składzie, który znany jest pod nazwą Sirenia. Dzisiaj powrócę, do tego co kiedyś bardzo mi się podobało, tzn. szeroko rozumianego gothic metalu i debiutanckiego albumu tej jednoosobowej formacji, zatytułowanego „At Sixes And Sevens” wydanego 21 maja 2002 roku. Czy sama płyta straciła na swoim uroku? Czy może jednak z upływem czasu zyskała na jakości? No i na koniec zadamy sobie pytanie, czy fakt, iż jej autor miał ją przygotowaną dla swojego byłego zespołu, a wykorzystał jako debiut innej, można uznać za niewłaściwe? Przekonamy się jedynie, słuchając więcej niż jeden raz, prawda?

Otwierający płytę „Meridian” ukazuje dość spory zakres różnorodnych inspiracji muzycznych. Klawiszowe i smyczkowe partie wraz z operowym śpiewem dobrze utrzymują napięcie, jednak charakterystyczny scream, wraz z breakami oraz partiami perkusji można podciągnąć pod lekko deathowy. Jeśli chodzi o, „Sister Nightfall” to od samego początku pojawia się w nim charakterystyczny riff grany na gitarze akustycznej. Tu też pojawia się duet Fabienne oraz Jana Kennetha Barkveda. Potem robi się trochę blackowo przez scream Mortena.

Trzeci „On The Wane”  to bardziej klimat gotycki. Wokalnie jest dosyć ciekawie. Więcej na nim słychać Fabienne, a szept Jana to faktyczne mistrzostwo, choć wisienką na torcie jest solówka na skrzypcach. Na „In A Manica” słychać po raz pierwszy dwóch wokalistów – Jana jak również Kristiana. W tej kompozycji jest też więcej elektroniki, typowego keybordu. Tytułowy „At Sixes And Sevens” ma znakomity akustyczno – skrzypcowy wstęp wraz z wokalem Fabienne na czele, który w dalszym ciągu mnie zachwyca. 

Paradoksalnie, po upływie lat pozostałe kompozycje z tej płyty, zwłaszcza po uważnym przesłuchaniu pierwszych sześciu, niczym mnie ponownie nie zaskoczyły. Czy to źle? W pewnym sensie tak, bo jednak większość z nas, oczekuje po jakimś czasie na odkrycie czegoś nowego w znanych już kawałkach. No, ale cóż…bywa. Tak czy inaczej. Debiut „At Sixes And Sevens” z 2002 roku, mogę śmiało określić mianem średniego. Jako całość nie stracił swojego, unikatowego klimatu. Trochę gotyku, odrobinę doomu no i deathu. Słychać więc na nim muzyczne poszukiwania Mortena. Z upływem czasu jednak stał się bardziej przewidywalny, aż za bardzo. W tym aspekcie jest nieco gorzej. 

Czy to dobrze, że Morten wykorzystał stworzony przez siebie materiał pod szyldem zespołu Sirenia? Moim zdaniem tak. Natomiast sposób, w jaki nim potem zarządzał, nie kryjąc się z tym, to inna historia. Zastanawia mnie tylko jedno… Dlaczego nie poszedł w karierę solową skoro muzyków, z wokalistami włącznie, wykorzystywał jedynie do występów na żywo? Tak czy inaczej, w tamtym czasie „At Sixes And Sevens” był bardzo dobry. Obecnie jest tylko przyzwoity, choć nadal różnorodny.

Korekta: Sylwia Prekurat

6/10

Kacper Sikora (Relevart)
Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top