Firewind – Firewind (2020)

Bez kategoriiLeave a Comment on Firewind – Firewind (2020)

Firewind – Firewind (2020)

Poszukując czegoś z nurtu heavy i power metalu, natknąłem się na grecki Firewind. Ucieszył mnie fakt, iż zespół wydał swój dziewiąty album 15 maja 2020 roku zatytułowany po prostu „Firewind”. Wydawcą krążka jest AFM Records. Czy okaże się godnym kandydatem na album tego roku w swoim gatunku? Przekonać można się tylko w jeden sposób, oczywiście odsłuchując go!

Otwierający „Welcome to the Empire” zaczyna się  dosyć łagodnie, od gitarowych popisów Gusa,  trochę w neoklasycznym stylu, jednak bardzo nastrojowym. Później jest bardziej hardrockowo – chodzi o przejścia perkusyjne. Natomiast wokal Herbiego nie powala, wręcz dezorientuje słuchacza. Jak dla mnie średnio, pomimo dobrego riffu oraz solówki. Z „Devour” jest znacznie lepiej, bardziej heavy metalowo. Odpowiednia dynamika, wokal Gusa jest „na swoim miejscu”, obowiązkowa solówka i  umiejętnie w nią wpleciona perkusja.

Początek „Rising Fire” jest nietypowy. Elektronika połączona z elementami corowymi? No cóż… Można? Pewnie, że tak. Na szczęście w dalszej części mamy czysty heavy. Do tego z nie byle jaką solówką, a raczej dwoma…trzema? Nie! Aż czterema! Jednak jeśli chodzi o tzw. „przebojowość” to jednak „Devour” na chwilę obecną jest lepszy, zostawiając „Rising Fire” nieco z tyłu. „Break Away” stopniowo wprowadza klimat, który znam z Beast in Black. Natomiast będąc ,,podekscytowanym” i czekając na przysłowiowy ogień, dostaję k…. w twarz! Mam tu na myśli zupełnie niespodziewane przejścia, do tego jeszcze z przekształconym wokalem w tle. Nie oszczędzono mi tu rozczarowań, bo utwór okazał się tak naprawdę nijaki. Pomimo wokalu wspierającego oraz solówek, dynamika jednak jest zbyt mała. Także tu kapela „dała d…”.

No! Wreszcie, k…. ! „Orbitual Sunrise” ratuje sytuacje. Tu od samego początku do końca jest to, co lubię! Dynamika, czysty wokal w stylu Roba z Judas Priest z domieszką barwy Yannisa z Beast in Black, swoją drogą ich rodaka. Lepiej późno niż wcale. Wreszcie uruchomił mi się Headbanging! „Longing to Know You” to miała być z założenia ballada przez duże „B”. Nie można kompozycji odmówić nastroju, wokal Herbiego „chwyta za serducho”, jednak ciężko do końca określić ten kawałek jako balladę. Poruszył mnie, ale nie wzruszył, a to są dwa, trochę różne stany. Mimo wszystko.

„Perfect Stranger”  jest dosyć energetyczny. Słychać w nim sporo blastów w połączeniu z dobrym riffem. Jednak czegoś mu brakuje. Niewiele, a jednak. Z „Overdrive” mam identycznie, choć tu są wreszcie jakieś partie keybordu. Natomiast początek „All My Life” przypomina fragment utworu Sabaton „White Death”. Riff jest krótszy, ale śmiało, można powiedzieć, że niemalże identyczny. Pomimo tego wpada w ucho właśnie z powodu owych podobieństw. Pozostałe riffy też są bardzo dobre. Wszystkiego dopełniają jednak solówki. Wreszcie! „Space Cowboy” to kolejny, genialny popis umiejętności Gusa. Szkoda, że tzw. efekt ,,wow” psują lekko przekombinowane przejścia. Po ch….. było tak kombinować? Nie wyszło to dobre. Oj nie.

Zamykający „Kill the Pain” jest technicznym mistrzostwem, również bardzo energetycznym. Jednak jeśli chodzi o głos, akurat w tym utworze wokalista nie dotrzymał kroku instrumentom. Czemu tak się stało? Nie wiem.  Płyta kończy się mocnym akcentem, aczkolwiek
w przypadku „Kill the Pain” znowu z niedosytem.

Podsumowując, powiem tak… „miotaczem ognia” ten album zdecydowanie nie jest. Pomimo ogromnej pracy, jaką Gus włożył, w napisanie partii gitarowych to z pozostałymi zgrał się dobrze tylko w dwóch kawałkach. Mam tu na myśli „Orbitual Sunrise” oraz „All My Life”. W większości kompozycji z akcentem na prawie dobrze” było, to co pisał. Nie wiem, czy wszystko Gus tworzył sam, czy w porozumieniu z resztą zespołu? Dla mnie „Firewind” jest tylko momentami mocny i żywiołowy, ale zdecydowanie za mało było „huraganu”, a za dużo „zefirku”. Czuję się lekko rozczarowany. Nie tego oczekiwałem po tym krążku. Zdecydowanie ten krążek nie będzie mocnym kandydatem na płytę heavy/power z 2020 roku.

Korekta: Sylwia Prekurat

6/10

Kacper Sikora (Relevart)
Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top