Behemoth – Demigod (2004)

Bez kategoriiLeave a Comment on Behemoth – Demigod (2004)

Behemoth – Demigod (2004)

Polski zespół Behemoth pomimo pozorów i krytyki części środowiska black metalowego, posiada wiele oblicz. Udowadnia to od samego początku swojego funkcjonowania i odwagi do eksperymentowania. Dzisiaj po wielu latach przerwy ponownie sięgnę po jeden z najbardziej znanych albumów tego zespołu, czyli „Demigod” wydany 11 października 2004 roku. Ja swój pierwszy kontakt z tym krążkiem miałem pomiędzy 2006, a 2007 rokiem, więc trochę czasu od tego momentu minęło. Czy po latach odbiór tego albumu przeze mnie jest wciąż taki sam? Aby się o tym przekonać, trzeba ten krążek przesłuchać kilkukrotnie.

Otwierający płytę „Sculpting the Throne Ov Seth” poprzez gitarę akustyczną w dalszym ciągu wprowadza intrygujący klimat oraz umiejętnie buduje napięcie. Jeśli chodzi o partie perkusyjne grane przez Inferno, jak dla mnie, bardziej pasują do death metalu. Podwójne stopy,
blasty, etc. Pasują do tego riffy gitarowe, dodające trochę orientalnej egzotyki. Problemem nadal jest jednak dla mnie growl Nergala. Dlaczego? Z jednej strony trzeba się bardziej skupić na tekście, więc słowa będą zrozumiałe tylko dla tych, którzy go przeczytają. Stąd mam, jeśli chodzi o jego wokal, mieszane odczucia. Natomiast solówka gitarowa trzyma poziom w równym stopniu co kiedyś.

W tytułowym „Demigod” instrumenty dęte, rozpoczynające utwór, nadal mi się podobają. Tekst jest pełen symboliki. Na samym końcu wpadająca w ucho solówka. „Conquer All” jako kompozycja nie bierze jeńców! Tu
akurat blasty na początku i riff, były i są nadal dla mnie jednymi z najlepszych na tej płycie. Oprócz tego genialna solówka gitarowa na sam koniec, mistrzostwo samo w sobie! Może przez komercyjny charakter utworu tak go odbieram? Bynajmniej, jest to dla mnie epicki kawałek.

„The Nephilim Rising” charakteryzuje większa ilość przejść corowych oraz nieco breakdownów. Deklamacja w tle robi wrażenie, nie zaprzeczę, choć tu pod sam koniec sytuację ratuje niezła solówka oraz partie akustyczne. „Towards Babylon” jakoś nadal wpada jednym uchem, a wypada drugim.

Podobnie jest z „Before the Æons Came”. Oprócz tekstu opartego na dziele Algernona Charlesa Swinburnea, którego dzięki tej płycie poznałem i dalszej porcji ,,intensywności” nie znajduję, niczego co by mnie rozłożyło na przysłowiowe łopatki. Tak samo jest z „Mysterium Coniunctionis (Hermanubis)”, chociaż tutaj solówka „próbuje” urozmaicić utwór. Może na „Xul” trochę lepiej słychać te gitary. Pod koniec kawałka mogę nawet rzec, że bardzo dobrze.

Kolejny singiel, czyli „Slaves Shall Serve”. Za każdym razem robi na mnie ogromne wrażenie! Tekst utworu zaintrygował nawet jednego z gospodarzy programów typu talk-show o imieniu Kuba. Zresztą sam często podczas tego kawałka krzyczę:,, Slaves shall serve!
Slaves shall serve! Slaves shall fucking serve!’’
. Epickim zakończeniem jak dla mnie jest dający odrobinę wytchnienia „The Reign Ov Shemsu-Hor”. Po przysłowiowej ciszy następuje burza! Dla miłośników perkusji kompozycja jest istnym bogactwem dźwięków, czystym, synkopowanym szaleństwem! Tym bardziej dla tych, którzy chcą się uczyć od najlepszych, mam tu na myśli oczywiście Inferno. Wcześniej kawałek był przeze mnie niedoceniany, a teraz ląduje na mojej playliście.

Na podsumowanie, dla mnie album „Demigod” tworzy absolutną całość. Chociaż ma słabsze strony, którymi są :„Towards Babylon”, „Before the Æons Came”, „Mysterium Coniunctionis (Hermanubis)” oraz „XUL”. Może dlatego, że wiedziałem, z czym mam do czynienia? Kiedyś intensywność tych kompozycji, zwłaszcza jeśli chodzi o perkusję i riffy, „zwaliła mnie z nóg”. Najwidoczniej Nergal chciał udowodnić, że da się ciężej i szybciej. To mu się udało. Poza tym był to pierwszy krążek zagrany w składzie, w którym zespół tworzy do dzisiaj. Do tego płyta zawiera tzw. koncertowe dodatki jak „Conquer All” oraz „Slaves Shall Serve”. Znalazłem też na nim, po latach, nowego ulubieńca, czyli „The Reign Ov Shemsu-Hor”. Ogólnie rzecz biorąc, album nadal jest dobry, w szczególności dla spragnionych bardziej deathowego oblicza tej kapeli. Tym, którzy jednak nie znają „Demigod”, polecam go serdecznie. Pomimo drobnych niedoskonałości, jak dla mnie nawet po kilkuletniej przerwie, materiał wart jest tego, aby do niego wracać. Chętnie też poznam zdanie moich przyjaciół, Kingi i Mateusza, wiernych fanów Behemotha na temat tego albumu.

Korekta: Sylwia Prekurat

10/10

Kacper Sikora (Relevart)
Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top