Auðn – Vökudraumsins fangi (2020)

Ach ta Islandia. Ostatnie dwa zespoły z tego kraju były świetne. Kolejną grup z tego kraju, po kilkuletniej przerwie jest Auðn. Zespół wydał 30 października 2020, dzięki Season of mist , swój kolejn album, zatytułowany Vökudraumsins fangi. Z racji iż, to nie jest debiut jak w przypadku Nyrsk, będę trochę bardziej surowy. Jednak to jest, ich już trzeci album, jeśli chodzi o Auðn . Zaczynamy!

Einn um alla tíð umiejętnie buduje nastój od pierwszych sekund. Neoklasyczne granie, a zwłaszcza, jak na akustyku jest dobrym wstępem. Potem wchodzi już black, jeśli chodzi o gitary i intensywne partie perkusji. Co mi się podoba w tym zespole? Bardziej wyraźny wokal! Lepiej można wychwycić słowa. Choć growl nadal wokalista ma średni. Na plus bardziej ekspresyjny scream. Riffy jednak nie są za bardzo wyszukane. Choć nie na złym poziomie. Zmiana tempa dobrze buduje napięcie. Potem znowu jest ciężej. Wraz z dobrym wokalem na końcu.

Eldborg zaczyna się trochę bardziej ,,przebojowo”? Burząc trochę nastrój moim zdaniem. Nawet cięższa perkusja i gitary tego w pełni nie ratują. Jednak jako singiel jest niezły. Jednak tylko tyle. Co się dzieje Auðn? Bo ten kierunek to nie jest dobry kurs. Riff na Birtan hugann brennir już od samego początku, buduje napięcie. Odpowiednie riffy wraz z perkusją, na szczęście, przywracają klimat, który można podciągnąć pod atmospheric black metalowy. Nawet pojawia się dobra solówka gitarowa. Verður von að bráð stopniowo dynamiczna perkusja, wraz z riffami mi się podoba. Dobre są też przejścia. Jednak jest to już tylko dobry black.

Czy Drepsótt coś zmienia? Nie za bardzo. Dostajemy to, co znamy z poprzednich utworów. Jedynie trochę inny rodzaj partii perkusji przy przejściach i tyle. Szkoda. Na Næðir um powraca trochę progresji, jeśli chodzi o riffy. Budowanie napięcia też mnie zachęciło. Potem dochodzi ciekawa solówka gitarowa. Potem jednak po magii, przychodzi intensywność. Moim zdaniem potencjał został trochę zmarnowany. Choć sam w sobie utwór fatalny nie jest. Horfin mér pomimo, iż jest dłuższy, nie poprawia sytuacji. Niby wszystko jest jak, być powinno, to ,,ale” pozostaje.

Ljóstýra znowu daje krótkie momenty dobrego nastroju, w postaci lżejszych riffów, jednak zbyt krótkie. Przeplatają się znowu z dynamiczniejszymi riffami i perkusją. Bardzo przewidywalnie, zbyt bardzo. Zamykający płytę Vökudraumsins fangi ,tak jak w otwarciu, ma trochę mniej,ale też neoklasyczny wstęp, ale już z riffami gitar. Jednak w przeciwieństwie do utworu otwierającego. Nie ma tu już żadnego nastroju i klimatu. Znowu sam w sobie utwór zły nie jest. Z dobrą solówką na koniec.

Trzeci album zespołu Auðn ma kilka poważnych problemów. Po pierwsze. Nie jest to już w pełni atmospheric black metal jak dla mnie. Tylko pierwszy utwór dał pewną namiastkę klimatu, która później przepadła, gdyż spójność tej płyty pozostawia wiele do życzenia. Jednak długość utworów ma tu znaczenie. Szanuję próbę uchwycenia czegoś w 4,5 lub 6 minut, jednak to nie zadziałało. Muzycznie utwory złe naprawdę nie są . Są jedynie dobre, choć najgorszym ogniwem jest singiel Eldborg. To on zburzył wszystko, co później zespół mozolnie, ale nieskutecznie próbował odbudować. Wielka szkoda. Płyta Vökudraumsins fangi jako black metal jest dobra, ale jako atmospheric już niekoniecznie.

7/10

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.