Malakhim – Theion (2021)

Bez kategoriiLeave a Comment on Malakhim – Theion (2021)

Malakhim – Theion (2021)

Wyboru za bardzo nie ma, więc pierwszy raz, w tym roku zawitam do Szwecji. Okazuje się, że zespół Malakhim, 8 stycznia 2021 wydał, dzięki Iron Bonehead Productions, swój debiutancki album zatytułowany Theion. Czy okaże się dobrym debiutem? Posłucham, to się dowiem.

Płytę otwiera There Is a Beacon. Już od samego początku słychać, że to black. Perkusja, jest tu bowiem autentyczna. Riff też bardzo skandynawski. Choć dość sporo blastów. Wokal jest dobry, no i jak na sceam, może być. Ciekawe są jednak, zmiany temp, bo w pewnym momencie, te intensywniejsze partie, podchodzą trochę pod miks death/black. Jest dobrze, nawet trochę odrobinę atmosphericu, można tu wyczuć. Jednak przy następnych zmianach temp, riff wraca na odpowiedni kurs, a stara szkoła skandynawskiego blacku daje o sobie znać. Widać nawet Malakhim sięga do korzeni. Dobre otwarcie plyty.

Merciless Angel of Pestilence , jest dobrą kontynuacją otwarcia. Tylko w połowie tempo jest dynamiczniejsze, a gitary trochę rock’n’rollowe. Poza tym, intrygującym twistem, utwór trzyma dobry poziom. Slither O Serpent, ma na początku depresyjno-psychodeliczny riff, jeśli chodzi o brzmienie, moim zdaniem. Trochę przypominający mi początek utworu Komenda, polskiego zespołu Morowe, z albumu Piekło. Labirynty i Diabły. Potem wraca, to co już, znam. Intensywność, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Do tego pojawiło się, całkowicie niespodziewane, dobre solo gitarowe. Chalice of Ruin , to muzyczna nawałnica. Wokal nadal bez zarzutu, nawet w końcowych partiach, brzmi wyraźniej. Choć z podobieństw, to pod pewnym względem, nie wiedzieć czemu, słyszę tam trochę Dimmu Borgir, mam tu na myśl wokal i trochę klimat, jak z Sorgens Kammer Del II. To jednak nie jest zarzut, tylko atut, bo ten utwór kiedyś, bardzo często słuchałem.

His Voiceless Whisper, to z czasem trochę słabnąca burza. Perksuja, z blastami, wiedzie prym. Choć sam riff prowadzący, też jest dobry. Powiedział bym nawet, że lekko wciągający na swój sposób. Hammer of Satan, bardziej skupia się na gitarach. Tu mają one swój czas, przez pewien moment. Potem jednak pojawia się nie unikniona rutyna. Na The Splendour of Stillborn Stars , słychać ją bardziej. Dopiero w połowie riffy dały o sobie znać. Jednak nie, do końca. Tytułowy Theion zamyka album. Po brzmieniu można to trochę wyczuć. O dziwo perkusja trochę zwalnia, ale co gorsza, riff nie został znacząco zmieniony. Potem znowu przewidywalny breakdown, lekko burzowy. Potem znowu trochę wolny. Zamknięcie, znacznie gorsze od otwarcia, bo lekko męczące. Ale sam koniec zaskakuje.

Sam debiut Theion, zespołu Malakhim jest dobry. Serio. Choć pod koniec, mam tu na myśli utwory już od szóstego, ewidentnie powoli i etapowo, wkradała się, rutyna. Jednak zespól, postawił na chwytliwy typ black metalu jak dla mnie. Korzeni się, nie wyrzekł, lecz też postawił na własne rozwiązania. Przypomniał mi Dimmu Borgir i Morowe, jeśli chodzi o poszczególne kompozycje, co wiecie. Album jest jak na blackowy dość przebojowy. Otwarcie tego roku jest ciekawe,, zespół na drugim albumie ukarze swój potencjał, bo go moim zdaniem ma. Co ciekawe bardziej polecałbym ten album osobą, które dopiero odnajdują się w black metalu, co nie znaczy, że ortodoksyjnym black metalowcom się nie spodoba. Poza tym, dostarczył kilku niespodzianek, mimo wszystko. Cała płyta jako całość też się skutecznie broni.

8/10

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top