Wardruna – Kvitravn (2021)

Bez kategoriiLeave a Comment on Wardruna – Kvitravn (2021)

Wardruna – Kvitravn (2021)

Wreszcie! Po półrocznym przełożeniu premiery, norweski pionier folku nordyckiego, czyli Wardruna, 22 stycznia 2021 roku,  wydaje swój piąty album zatytułowany Kvitrav. Po utrzymaniu swojego pre ordera, z płytą, z ogromną chęcią podzielę się swoimi przemyśleniami na temat tego albumu.

Płytę otwiera utwór Synkverv. Od samego początku jest ten klimat. Zwłaszcza langeleik. Najpierw spokój, a potem tradycyjny, przynajmniej w przypadku Einara, rytualny wokal, do tego Lindy w tle. Oczywiście później jest większa dynamika, ale to kolejny atut. Wszystko zbalansowane i czuć ten powiew północy. Jak dla mnie otwarcie idealne. Potem pojawia się tytułowa kompozycja, która sprawdziła się jako singiel. Mowa tu o Kvitravn oczywiście. To moim zdaniem był chyba niewykorzystany utwór z sesji do albumu Gap Var Ginnunga. Oczywisty motyw kruka, jeszcze do tego te instrumenty w tle bębnów. Ekspresyjny wokal Lindy, do tego te zmiany temp. Nawet nie pamiętam, ile razy go słuchałem, jak się ukazał w formie singla. Kolejny klasyk w kolekcji kompozycji Wardruny. Tak go należy wręcz podsumować. Pochylając się, nad tekstem utworu, człowiek zrozumie nordycko-religijny i tradycjonalistyczny aspekt.

Skugge, ma też ten refleksyjny plus. Do tego sposób nagrania wokali na początku, dla mnie mistrzostwo. Ten utwór chyba powstał w przerwie między debiutem, a Runaljod – Yggdrasil. Czemu tak myślę? Sądzę, że większa dynamika w połowie o tym świadczy, ale podkreślam, że to moje domysły. Tak czy inaczej, ta zmiana mi się podoba. Końcowe frazy kompozycji udowadniają jej ponadczasowy przekaz, dotyczący osobistych poszukiwań samych siebie. Na Grá Einar znowu jest ekspresyjny, jak i Lindy. Mimo minimalizmu instrumentalnego, dalej jest ta charakterystyczna energia i tajemniczość.

Fylgjutal po samych odgłosach deszczu znowu nawiązuje do ,,tradycji” debiutu. Tu jednak, jeśli chodzi o instrumentalne otwarcie, to byłem lekko zaskoczony. Jedyne skojarzenia to Runaljod – Ragnarok. Zwłaszcza jeśli chodzi o mocno epicki wokal. Jednak tu jest trochę więcej mroku, to jednak też mi się podoba. Zwłaszcza chwilami agresywny wokal Einara. Potem się uspokoił, ale jednak było różnorodnie. Munin otwiera słynny kravik-lyre Eianra. Potem oczywiście dochodzą inne instrumenty. Co ciekawe dokładanie każdego z nich dalej efekt doskonałego budowania napięcia, lub większych oczekiwań, jak kto woli. Gościnny wokal Ivera Sandoya jest specyficzny, ale dobry jako dodatek. Na i na sam koniec znowu cudowne dźwięki kravik-lyre.

Na Kvit hjort słychać wreszcie kultowy już neverlur w wykonaniu Eilifa. Później znowu jest bardziej różnorodnie, jednak mimo wszystko, jeśli miałbym szukać sesji nagrań, na której nawet wersja demo tej kompozycji mogłaby powstać, to postawiłbym na Runaljod – Yggdrasil. Viseveiding znowu zaskakuje, bo tak nastrojowego langeleik-a, przynajmniej jeśli chodzi o mój słuch, się nie spodziewałem. Potem znowu wkracza Einar z ,,wojennym” wydźwiękiem, przynajmniej dla mnie. Wyraźny motyw fletu też jest ciekawy. Na Ni wyraźny jest natomiast motyw liry korbowej. Sam utwór jest z tych spokojniejszych. Tu wokal Einara jest dostosowany bardziej do opowiadania historii, niż śpiewania Moment partii wielogłosowych też jest świetny. Cała reszta oczywiście również bez zarzutu. Przedostatni Vindavlarljod ma początek tajemniczy, ale trochę podobny do Kvitravn. Znowu szamański duch, znany już z debiutu ,po raz kolejny się pojawia. Zmiana temp na intensywniejsze kompozycji nie szkodzi, wręcz przeciwnie. Kompozycją zamykającą album jest Andvevarljord. Tu znowu zachowany minimalizm mi się podoba. Chór stworzony przez Kirsten Bråten Berg Sigrid Berg, Unni Løvlid oraz Ingebjørg Lognvik Reinholdt , podniósł ten utwór do rangi epickiej. Naprawdę. Einar mimo wielu gości też tu swoim wokalem ma wiele do powiedzenia. Doskonała była wymiana głosów, a także partie wielogłosowe.

Cały album jest naprawdę świetny. Jest tu faktycznie trochę innowacji instrumentalnych, co istotne, utwory są przetłumaczone na język angielski, co jest dość sporym ułatwieniem. Co do utworów to Fylgjutal oraz Viseveiding mnie zaskoczyły w pewnych momentach. Dostarczając mi przy tym, innych emocji. Na Ni jeśli dobrze usłyszałem lirę korbową, to też jest swego rodzaju nowość. Ewidentnie słychać ,,poszukiwania” Einara co mnie osobiście cieszy. Już samo to, że album został nagrany w tak dużym przedziale czasowym, świadczy o odwadze Einara, jednak przedział 2009-2020, to jedenaście lat. Z tego albumu jednak Synkverv, Kvitravn, Skugge, Munin, Kvit Hjort, Vindavlarljod i Andvevarljod, dostarczyły najwięcej emocji. Na pewno będę wracał do tych kompozycji.  Autor okładki też wykonał doskonałą pracę. Dla osób, które znają zespół od samego początku, jest to też, swego rodzaju sentymentalna podróż, dzięki której mogą znaleźć nawiązania do trylogii runicznej, trzy pierwsze płyty zespołu mam oczywiście na myśli. Bo każdy znajdzie tu coś dla siebie. Tak czy inaczej, jest to kolejne arcydzieło, na które warto było czekać! Ja jestem zachwycony. Oby pozytywny odbiór fanów dał Einarowi motywację do wydania kolejnego albumu Wardruny, jeszcze bardziej przepełnionego nowymi instrumentami oraz rozwiązaniami, z zachowaniem tego co w jego twórczości znamy i uwielbiamy.

10/10

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top