Misotheist – For the Glory of Your Redeemer (2021)

Norwegia. Po raz drugi, a także po raz drugi, zespół jednoosobowy. Dokładnie grupa Misotheist, którą tworzy B. Kråbøl. Zespół wydał 4 lutego 2021 roku, dzięki Terratur Possessions . Album nosi nazwę For the Glory of Your Redeemer. W tym roku w Norwegii było super, liczę, że, dalej tak pozostanie. Oczywiście mam tu na myśli wrażenia muzyczne, jeśli chodzi o norweskie płyty.

Rope of Hammer, zaczyna się melancholijnym, ale budującym napięcie riffem. Słusznie zapowiadającym burze. Bo tym potem jest perkusja wraz z wokalem. Istnym piekłem, ale oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Jednak po pewnym czasie traci tu trochę deathem jednak. Potem następuje lekka zmiana i pozostaje blackowy klimat, ze spokojnymi partiami perkusji. Wokal jednak nadal jest potężny. Wraca też w pewnym momencie dynamika. Dobre otwarcie. Jest intensywnie! Na Benefactor of Wounds również dalej tak jest. Uszy cieszy konsekwencja i dalej wyraźny wokal oraz dobry riff, nadający dalej temu odpowiedni nastrój. Choć mówimy dalej o norweskim piekle. Trochę brakuje gitar, choć na koniec je słychać. Mimo to bez headbangingu się nie obędzie. Oj nie! Płytę kończy Acts of Flesh . Tu dźwięki już podchodzą pod tajemniczo-epicko piekielne, bo nie wiadomo, czy przy nich schodzimy do dalszych kręgów lub wychodzimy na powierzchnię. Jednak po intensywnych bębnach, nie mam wątpliwości, że to pierwsze. Szkoda tylko, że, znowu gitar tu jest mało. Bas się pojawia, są,e gitary też, ale szczątkowo. Od strony strike perkusyjnej ten utwór to arcydzieło. Widać taki musiał być zamysł twórcy, bo po wsłuchaniu się w tekst, da się to bardziej usłyszeć. Wreszcie też solówka gitarowa się pojawia. Warto było na nią czekać. Doskonałe podsumowanie, nieoczywiste i tajemnicze.

Płyta For the Glor y of Your Redeemer mająca tylko trzy kompozycje dla miłośników szkoły norweskiej jest idealna. Choć kończąca płytę kompozycja Acts of Flesh swoim rozmachem podchodzi pod atmospheric black/death metal. To akurat atut. Jedyne do czego, można by się przyczepić, to fakt, iż momentami brakuje gitar, lecz w sumie, może i lepiej. Płyta jest piekielnie intensywna, ale co ważne, spójność jest bez zarzutu, co też istotne wszystkie utwory, jako samodzielne, też się, skutecznie bronią, co bardzo cenię. Okładka tez mówi sama za siebie. Istna wyprawa przez kręgi piekła.

10/10

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.