Splendidula – SOMNUS (2021)

Bez kategoriiLeave a Comment on Splendidula – SOMNUS (2021)

Splendidula – SOMNUS (2021)

Były Niderlandy, to teraz po raz pierwszy Belgia. Zespół Splendidula, który 29 stycznia 2021 roku, wydał swój trzeci album, zatytułowany SOMNUS, dzięki Argonauta Records. Moją uwagę przykuł fakt, że śpiewa u nich wokalistka, chętnie usłyszę, co potrafi.

Utwór Somnia rozpoczyna płytę, jeśli chodzi o riffy, jest ciężki od samego początku. Rytm perkusji dobrze buduje klimat, a wokal jest różnorodny. To po pierwsze, po drugie, jest mocno ekspresyjny, po trzecie w pewnym sensie rytualny. Muzycznie się dzieje dużo. Potem jest uspokojenie tempa, a ja słuchając wokalistki, mam wrażenie, że jestem w jakimś Egipcie. Dobry stonerowy riff się pojawia, dopełniając skutecznie efektu rozluźnienia. Wracają cięższe partie perkusji i typowy, już dla mnie slugdowy breakdown wraz, z tym ,,egipskim” wokalem. Dodano natomiast trochę psychodelicznej elektroniki, z akustykiem na koniec. Void zaczyna się z stonerowym pazurem, jeśli chodzi o riff, lecz później pojawiła się perkusja i scream/growl drugiego wokalisty, czyli Pietera. Znowu też ta elektronika. Tu też wkrada się już rutyna, trochę za szybko. Szkoda. Incubus zaczyna się spokojniej, nawet jeśli chodzi o bębny. Spokojny śpiew wokalisty, jednak znowu przerywa growl Pietera, moim zdaniem psując nastrój. W pewien sposób ratuje go znowu stonerowy riff i wokalistka. Intrygujący jest też stempel elektroniczny. Oprócz tego album staje się dla mnie już bardzo przewidywalny. Co do Oculus to przeczucia mnie nie zawiodły. Jedyne co można nazwać istotnym to dobra solówka gitarowa. Tylko tyle. Drocht ma dużo breakdownów, wokale się przeplatają. Dużo tu jednak bardziej złożonych partii perkusyjnych. Ciekawa jest też gitarowa solówka. Jednak ogólny efekt zachwytu opadł. Ostatni When Gods Come Down zaczyna, psychodenicznie brzmiący bas. Co skutecznie przykuło moją uwagę. Spokojniejsze jest w sumie wszystko. W połowie w sumie jest noisowy breakdown. Gitarzysta w stonerowym stylu daje mocno średnią solówkę, dającą upust jego emocją. Nie wierząc własnym uszom, ten damski wokal, przestał mnie urzekać. Choć jak przechodzi ten wokal w szept, jest lepiej, dobrze też gitary po raz ostatni budują napięcie.

Cała płyta nie jest zła, choć pod sam koniec potrafi znudzić. Tak było w moim przypadku. Damski wokal w miksie sludge/doom/stoner był ciekawym doświadczeniem, jednak po czwartej kompozycji ekscytację, zastąpił po prostu podziw z mojej strony. Muzycznie dobrze, choć jeśli wokalisty by nie było wcale, to ja płyty słuchałbym chętniej, bo te jego partie growlu lub scremu, niby wpisują się, w slugdeową stylistykę, ale co z tego skoro to mi, całkowicie psuło odbiór liryczny utworów, poza pierwszym. Także w ogólnym rozrachunku, średnio tak naprawdę. Okładka natomiast też dobra jak na taką fuzję gatunkową.

6/10

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top