Causam -Doomsday Rapture (2021)

No to wracam do Szwajcarii. Tym razem zespół Causam, 12 lutego 2021 roku, wydał swój debiutancki album, zatytułowany Doomsday Rapture. Z racji, iż, wcześniej, inny szwajcarski zespół, zrobił na mnie dobre wrażenie, postanowiłem znowu zaryzykować. Czy było warto? Posłucham i wam odpowiem. Zaczynamy!

Neoklasycznie intro. Prosty patent zawsze działa. Wasteland Utopia zaczyna się wolno, ale z wyraźnym riffem prowadzącym. Potem tempo jest zdecydowanie żywsze. Wokalista najpierw dobrze krzyczy, a potem screamuje. Jeden z gitarzystów nawet z przerwami wykonuje coś w postaci solówki. Dla rozluźnienia marszówka. Też dobry zabieg. Jak na pierwszą kompozycję jest naprawdę dobrze. Beauty of Decay zaczyna się refleksyjnie i intrygująco. Dalej też nie brakuje popisów gitarzystów. Dochodzi też bas. Potem pomimo cięższej perkusji, to gitarzyści zadbali o resztę. Przejścia też są umiarkowane. Born into a Violent World jest dalej kontynuacją poprzedniego utworu. Choć tu więcej słychać norweskiej szkoły riffów. Przynajmniej dla mnie. Wokal dalej jest rewelacyjny. Tu też perkusista urozmaicił nie co zmiany temp. Następnie więcej dynamiki i powrót do tych riffów. Jest moc. Nawet headbanging się u mnie pojawił. Primal Instinct galopuje dalej, co ważne, z lekko zmienionym riffem prowadzącym. Pojawia się też znowu coś w postaci solówki. Oprócz tego jest super. Eternal to znowu skandynawskie riffy. To udowadnia, że zespół czerpie z dobrych źródeł. Co ważne, w pełni świadom, powtarzalności, nadal chce tego utworu słuchać. Bo naprawdę warto. Meritocracy też nie jest gorsze. Wraca tajemniczość oraz większe budowanie napięcia. Trochę więcej progresji, reszta znana i lubiana, o czym świadczy headbanging. Natomiast Cleansing jest równie dobrym końcem płyty, co jej początek. Choć wycia syren tu się nie spodziewałem.

Po raz drugi okazało się, że, w Szwajcarii back metal mocno stoi. Causam zaprezentował dobry atmospheric black metal. Z mocnym skandynawskimi inspiracjami, wyraźnym wokalem oraz wirtuozerskimi momentami obu gitar. Do perkusisty też nie mam zastrzeżeń. Doomsday Rapture, to dobry debiut. Bo zadziałały znane zabiegi muzyczne. Ostatnim plusem jest spójność i fakt, że płyta jest krótka. Jednak więcej autorskich pomysłów mogłoby się pojawić, liczę na nie na drugim albumie tej grupy. Debiut prawie doskonały. Bo okładka też jest świetna.

9/10

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.