Emperor – In the Nightside Eclipse (1994)

Bez kategoriiLeave a Comment on Emperor – In the Nightside Eclipse (1994)

Emperor – In the Nightside Eclipse (1994)

Dziś znowu powrócę w sumie to na nowo, do jednej z płyt, której słuchałem, bardzo dawno temu. W sumie dzięki Szymonowi, za sprawą, którego poznałem zespół Satyricon oraz moja przygoda z black metalem, miała kiedyś swój dłuższy epizod. Dziś powracam do Norwegii, zespołu Emperor i jednego chyba z najbardziej kultowych wydawnictw w historii norweskiego black metalu, czyli wydanego 21 lipaca, przez Candlelight Records, debiutanckiego albumu, zatytułowanego In the Nightside Eclipce. Nie tracąc czasu, zaczynajmy, jestem ciekaw swoich odczuć, co do tej płyty, po bardzo długiej przerwie.

Na Into The Infinity Of Thoughts. Od samego początku dalej wieje grozą. Mocne riffy, wsparte basem. Faktycznie agresywna perkusja,z mnóstwem blastów. Scream Isahna również jest pełen furii. Do tego jeszcze ten atmosferyczny stempel. Potem zmiana riffu na inny, ale równie dynamiczny. Jeszcze nadal ta dramaturgia, burza i wiele innych dźwięków, deklamacja. Tak oto zespół przetarł szlak nurtowy symfonicznego black metalu, wtedy o tym jeszcze nie wiedząc. Co istotne wokal jest wyraźny, co jednak ma znaczenie, przynajmniej dla mnie. Mimo upływu czasu, dla mnie, jest to mistrzowskie otwarcie płyty.

The Burning Shadows Of Silence dalej utrzymuje napięcie. Kultowy breakdown, wokal bez zarzutu. Pojawia się kolejny riff, później tak bardzo eksploatowany na różne sposoby, przez inne zespoły. Jeszcze do tego ten bas. Głosy jęczące w tle, dające ten unikatowy klimat. Jeszcze te zmiany wokalu, unikat po prostu. Podkreślone klawisze na końcu. Cosmic Keys To My Creations And Times, otwiera gitara oraz demonicznie szybka perkusja. Wraz z czystym krzykiem wokalisty. Potem jeszcze kolejny stempel klawiszy. Dalej można się w tym zatracić. Zwłaszcza potem, moim zdaniem, nazwanym przeze mnie, zapętleniu riffów obu gitar z basem w jedność. Do tego te szepty. Beyond the Great Vast Fores dalej jest wszystko bez zarzutu, więcej tylko stempli z kobiecym śpiewem. Kolejna nawałnica perkusji, z blastami nawet, ale umiejętnie dobranymi. Breakdowny też umiarkowane, ale sprawiające, że człowiek się nie nudzi, do tego te klawisze. Towards the Pantheon zaczyna subtelny bas, wraz z oczywiście keybodem. Gitary są nieco spokojniejsze, ale całość nie traci, ani odrobiny nastroju. Potem tempo jest bardziej dynamiczne. Oczywiście z epickim zakończeniem. Tak samo sprawa wygląda z The Majesty Of The Nightsky, gdzie można w sumie słyszeć, solówkę albo riffy przypominające, solówkę gitarową. Bębny nadal umiejętnie budują napięcie, nie dziwię się ,że inne zespoły, zainspirowały się, tym skutecznym patentem. W połowie jest zwolnienie tempa, potem znowu intensywnie. Z wybuchowym akcentem na sam koniec. I Am The Black Wizards rozpoczynają zmasowane riffy gitar wraz z partiami bębnów oczywiście. Riffów nie ma końca, jedynie drobne przejścia. Kolejny kultowy stempel! Samoth też prezentuje siarczyste riffy. Jeszcze potem zwolnienie i faktyczna solówka gitarowa. Jeszcze ta deklamacja, przy screamie Ihsahna. Płytę kończy Inno A Satana. Znowu jest dynamicznie i siarczyście. Tylko tu są dwa wokale, w tym jeden czysty. Można? Widać można było, bo potem ten zabieg, mnóstwo zespołów grających symfoniczny black metal stosowało. Potem znowu jest szybko i ostrzejsze gitary słychać. Jeszcze te dzięki keybordowi na sam koniec te niewiasty słychać. Mistrzostwo!

To jest kolejna z płyt, która w moich uszach, się nie starzeje. To na niej Emperor nieświadomie zainspirował wiele zespołów oraz stworzył mocne fundamenty nowego nurtu, czyli symfonicznego black metalu. In the Nightside Eclipse dalej nie ma wad. W sumie przypomniałem sobie czemu, zacząłem słuchać potem Dimmu Borgir, ale z ich dorobku szanuję album z 2007 roku, In Sorte Diaboli, o którym już pisałem. Nie będę też ukrywać faktu, że bezpośrednim powodem do napisania recenzji tego albumu. Mam tu na myśli debiut norweskiego Emperor, było przeczytanie przeze mnie książki Black Metal. Ewolucja kultu. Autorstwa Dayala Pattersona. Kto wie, może opiszę, też inne kultowe albumy black metalowe. Tak czy inaczej, płyta In the Nightside Eclipce jest kultowa, chociażby przez klimat, jaki dostarcza, spójność utworów. Natomiast autor okładki, czyli Kristian Wåhlin wykonał tu kawał świetnej roboty.

10/10

 

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top