Forhist- Frohist (2021)

Bez kategoriiLeave a Comment on Forhist- Frohist (2021)

Forhist- Frohist (2021)

Tym razem Francja. Dokładniej nowy zespół, znanego na fancuskiej black metalowej scenie, muzyka o pseudonimie Vindsval, posiadającego już zespołu Blund Aus Nord. Zespół nazywa się Forhist, dzięki Debemur Morti Productions , 26 lutego wydał album zatytułowany po prostu Forhist. Jestem ciekaw, jaki ten debiut się okaże, gdyż dawno nic z Francji nie słuchałem.

Na samym początku, czyli I, słychać odgłosy ptaków, potem Vindsval się nie patyczkuje. Prezentuje bowiem istną nawałnicę blastów oraz klasycznych riffów, znanych ze skandynawskiego black metalu. Szkoda ,że wokal jest niewyraźny, pod koniec słychać równie klasyczny keybord, rodem z lat dziewięćdziesiątych. II ma bardzo intensywny start. Partie perkusyjne dalej są pełne blastów. Trochę bardziej transowo brzmią riffy, a zmiany temp dają chwilę wytchnienia. Oprócz tego jedyną nowością to wokal, który na krótki moment pojawia się w postaci chóru, do tego naprawdę dobra solówka gitarowa. Odgłosy deszczu na sam koniec oraz na rozpoczęciu III. Szybsze tempo perkusji i gitar. Na IV pojawia się trochę bardziej przebojowy riff z keybordem w tle. Poza tym w sumie wszystko, co poznałem, z wyjątkiem, nowości w postaci neoklasycznego przerywnika, utrzymującego wykreowany klimat. Potem znowu trochę inaczej zaprezentowane riffy, bardziej autorsko. V to znowu inne oblicze klasycznego skandynawskiego riffu otwierającego. Na tym jednak się wszystko kończy, bo następnie znowu słyszę to, co, już znam. Okazuje się, że, V był kolejnym krótkim przerywnikiem. VI to ponownie szybka i ciężka perkusja, z kolejnym riffem prowadzącym. Nic innowacyjnego. No ale tu znowu wpadającą w ucho solówkę Vindsval wymyślił. Tak czy inaczej, chce się tego słuchać. VII to znowu tym razem, znowu true norwegian black metal. Zagrany przez francuza. Choć mimo iż, to było, to tu też Vindsval dał cos od siebie, choć pewnie mógł więcej, tak czy inaczej, źle nie jest. No i znowu kolejna inna, solówka gitarowa mu wyszła. Po raz kolejny ,drugi już neoklasyczna gitara. Zamykający płytę utwór VIII rozpoczyna się z mocnym akcentem, jednak tu więcej keybordu, wokal też się pojawia, niewyraźny dalej, ale jednak. Choć tu bardziej autorski jest riff. Dobre zwolnienie tempa, wraz z keybordem, który podkreśla klimat, wraz, końcowymi popisami gitar, a potem powrót do odgłosów ptaków, jak na samym początku.

Jeśli chodzi o debiut Forhist, to Vindsval, stworzył naprawdę dobry album. Jest on spójny i kompletny. Inną sprawą jest, że kilka utworów jest bardziej autorskich, a inne mniej. Ze wszystkich słychać inspirację albo Szwecją lub naprzemiennie Norwegią z lat, najpierw dziewięćdziesiątych i nie tylko. Co do obecności atmospheric black metalu, to jej intensywność była zmienna, jednak nie na tyle, aby całkowicie zanikła. Bardzo wymowna jest też okładka albumu. Jednak jak dla mnie do perfekcji zabrakło większej ilości innowacji wraz z autorskim wkładem. Mimo tych mankamentów płyta jest bardzo dobra w odbiorze, przynajmniej dla mnie.

8/10

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top