Bewitcher – Cursed Be Thy Kingdom (2021)

Bez kategoriiLeave a Comment on Bewitcher – Cursed Be Thy Kingdom (2021)

Bewitcher – Cursed Be Thy Kingdom (2021)

Znowu USA. Dokładniej zespół Bewitcher, który dzięki Century Media Records, 16 kwietnia 2021 roku, wydał swój trzeci album, zatytułowany, Cursed Be Thy Kingdom. Z racji, iż dawno tego zespołu, nie słuchałem, ostatnią z płyt był ich debiut z 2016. Sam jestem ciekaw, co zmienili. Czy na lepsze? Przesłucham i chętnie się dowiem.

Ashe zaczyna się neoklasycznie. Dobre nastrojowe intro. Nawet z dobrą solówką. Death Returns… to thrashowy riff w sumie, do tego szybka perkusja. Wokal natomiast jest z tych przeciętnych w sumie. Niby wyraźny, ale mało zadziorny, jak dla mnie. Sam utwór jest dynamiczny. Gitary bez zarzutu. Dobry speed na początek, z mocnym akcentem perkusji na koniec. Na Satanic Magick Attack jest więcej thrashu, ja go przynajmniej słyszę. Dobra jest też zmiana tempa i riffów. Oprócz tego bez rewelacji, jeśli o mnie chodzi. Electric Phantoms ma bardzo dobry riff prowadzący. Natomiast perkusja się tu powtarza. Tu akurat wokal jest już nieco brudniejszy, ale nadal, dla mnie za mało. Choć zmiana tempa na nieco wolniejsze im wyszła. Bewitcher Mystifier White Night City, zaczyna się niepozornie. Bo wolniej. Pod sam koniec nieco przyśpiesza. Jedyne co przykuć może uwagę to dłuższa solówka. Tytułowy Cursed Be Thy Kingdom zaczyna się dobrze. Dobre partie perkusyjne i wreszcie też riffy. Wokal też w końcu odpowiedni. Lepiej późno niż wcale. Bewitcher Valley of the Ravens ma podkreślony bas. Do tego tempo jest charakterystyczne dla thrashu, a nie speed metalu. Tu też dobrze dopasowano wokal Matta, bo takie imię skrywa pod pseudonimem. Metal Burner też nie jest jakiś przełomowy. Dobre speedowe granie w sumie. The Widow’s Blade to znowu dobry wstęp, wraz z solówką i blastami. Potem już jest speedowo, jak trzeba. Płytę zamyka Sign of the Wolf, w sumie z lekkim przytupem. Zwłaszcza jeśli chodzi o gitary na sam koniec.

Bewitcher spisał się średnio. Dalczego? Po pierwsze płyta jest chaotyczna, jedynym spójnikiem są podobnie brzmiące riffy. Jednak mało jest utworów stricte speed metalowych. Dużo thrashu, blacku natomiast tam już wcale nie ma. Wokal Mattiego też w większości kompozycji mi nie pasował. Odkryłem jednak jednoosobowy zespół Midnight i moja definicja black/speed metalu uległa zmianie. Część numerów taki jak Death Returns… , Electric Phantoms, Cursed Be Thy Kingdom , The Widow’s Blade wpada jednym, a wypada drugim uchem. Potencjał intra Ashe totalnie zmarnowany.

6/10

 

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top