Hor – No Birth Nor End (2021)

No to w tym roku po raz pierwszy zawitam do Grecji. Cieszy mnie to, ponieważ w zeszłym roku pisałem o najnowszym albumie zespółu On Thorns I Lay. Wiąże z tą płytą dobre wspomnienia. Dlatego wobec drugiego albumu, zespołu Hor, zatytułowanego, No Birth Nor End. Wydanego 27 lutego 2021 roku, przez Immortal Ruins Recordings, wiążę pewne oczekiwania. Jaka ta płyta się okaże? Dokładnie przesłucham, to się dowiem.

Worship Our Death zaczyna się intensywnie. Choć perkusja jeszcze nie jest na pograniczu death metalu. Riff prowadzący za to jest dobry. Wokal również, a co ważne, wyraźny. Co też istotne gitary wpadają w ucho, a dynamiki dodaje pojawiająca się podwójna stopa. Deklamacja po grecku wykonana perfekcyjnie. Pomysł z pojawieniem się dzwonu też trafiony w punk. Otwarcie genialne. Dominion to deszcz i burza, jeśli chodzi o początek. Doskonały popis umiejętności perkusisty, riff prowadzący równie dobry, podobny do wcześniejszego, ale nieco inny. Wokal nadal wyraźny. Gitary tu są cięższe i szybsze. Headbanging się pojawił. Will to Immortality zaczyna się melancholijnie. Przez co partie perkusyjne są wolniejsze, ale nie brak im dynamiki. Bo podwójną stopę to słyszę ewidentnie. Scream jest wspierany przez deklamację jednocześnie, dość ciekawy zabieg. Potem pozostaje sama deklamacja, ze zmianą tempa na spokojniejsze, ale jednocześnie budujące napięcie. Potem jest istna nawałnica gitar i perkusji. Inspirowana niezaprzeczalnie skandynawskim black metalem. Nekropolis to dalej cięższe brzmienie, mnóstwo blastów i przejść, jeśli chodzi o partie perkusyjne. Jest to w pewien sposób już znane, ale nie do końca. Cieszę się ,że wokal dalej jest wyraźny. Podchodzi nawet pod granicę krzyku. Empyrean jest znowu wolniejszy, ale riff już jest ewidentnie z poprzedniej kompozycji. Dobrze, że druga gitara z innym ratuje sytuację. Perkusja tez jest dynamiczniejsza, przez co lepiej się jej słucha, mi przynajmniej. Nawet w pewien sposób, ten utwór zahacza albo o epic black metal lub atmospheric. W utworze, Sibylla, kończącym album. Mamy okazję usłyszeć ,jedyny gościnny występ damskiej wokalistki IDVex. Wykonuje ona początkową deklamację po grecku. Samo brzmienie gitar i bębnów, pomimo iż podobne, może przez ową deklamację, stwarza swego rodzaju nastój. Są wyraźne zmiany temp, ale nie skrajne, do tego dalej jest dynamicznie. Wokal wyraźny również. Tak czy inaczej, gitary są świetne. Taki grecko-skandynawski powiew. Deklamacja IDVEx pojawia się ponownie, ale po angielsku. Zamknięcie perfekcyjne.

Drugi album zespołu Hor jest zróżnicowany. Zespół jak tylko może unika powtórzeń, choć oczywiście w black metalu, jest to niezwykle trudne. Inspiracje muzyczne są, ale z wystarczającym ,jak na moje uszy autorskim wkładem własnym. Usłyszćc tu można w pewnych momentach melancholic black metal, najczęściej sam black metal, ale pod koniec epic/atmospheric black metal. Udział IDVEx jest również dobrym urozmaiceniem. Jak na drugi album, duetu dwóch muzyków, którzy grają w zespole Hor, płyta No Birth Nor End, jest doskonała. Atutem albumu jest też to, że, nie przekracza czterdziestu minut.

9/10

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *