Drakkar – Chaos Lord (2021)

Bez kategoriiLeave a Comment on Drakkar – Chaos Lord (2021)

Drakkar – Chaos Lord (2021)

Wreszcie Włochy. Dokładniej zespół Drakkar, który 26 marca 2021 roku, dzięki Punishment 18 Records wydał swój szósty albumu, zatytułowany Chaos Lord. Jestem go bardzo ciekaw, gdyż dawno nic od tego zespołu nie słyszałem.

Już samo intro The Dreaming City, brzmi bardzo interesująco, wojskowo i dramatycznie zarazem. Lord of a Dying Race zaczyna się dobrym riffem prowadzącym. Dynamika jest tu też odpowiednio wyważona. Wokal natomiast jak dotąd jest jedynie dobry. Wokale wspomagające dają tu fajny efekt Natomiast solówki keyboardu się tu nie spodziewałem, chyba że, była to gitara. Pewny nie jestem. Jednak była to gitara! Riffy są tu trochę thrashowe jak dla mnie. Właściwa solówka gitarowa też się pojawia, ale jakoś nie powala. Horns Up! też ma gitarowe otwarcie, choć nieco bardziej agresywne. Jednak efekt niweluje bas z perkusją, gdy pojawia się wokal, wspomagany nadal wokalami wspierającymi. Zmian tempa jest kilka, z breakdownami na odpowiednim poziomie. Mówię tu też o solówce. Jednak końcówka z wysokimi partiami wokalisty już wrażenie na mnie zrobiła. Tytułowy Chaos Lord zaczyna się tajemniczo. Bas dla odmiany buduje tu trochę napięcia, wraz z pojawiającą się stopniowo marszówką. Prostota gitar mnie jednak nieco rozczarowuje. Liczyłem na coś lepszego, wokal również. Gitara basowa dobrze też zmienia tempo. Oprócz tego wszystko już jednak znam.

Through the Horsehead Nebula ma żwawszy start. Szkoda że, to były pozory. Zmiany tempa jednak robią tu swoje, taka lekka sinusoida emocji. The Battle (Death from the Depths – Pt. II) ma inny a również bojowy start. Choć Davide mógłby dać z siebie więcej, mam tu na myśli używanie częściej wyższych partii, bo udowodnił wcześniej, że, potrafi. And He Will Rise Again to znowu inne gitary. Dziwne zabiegi wokalisty. Skutek jest taki, że, jego głos brzmi dla mnie gorzej. Choć w spokojniejszym fragmencie odrobinę się broni, ale równie dobrze, pozostałe części utworu mógł zaśpiewać inaczej. Firebird przywraca równowagę. Powraca ten heavy metalowy pazur. The Pages of My Life to znowu powrót thrashu, tak przynajmniej ja słyszę ten riff prowadzący. Dobre przejścia i wokal bez wydziwiań. Płytę zamyka True to the End, który do połowy jest nijaki, potem dopiero ciekawy bas i riffy, ratują ten utwór od tragedii.

Już wiem, czemu zespół mieszał sposób wykonywania riffów. Gdyż włoski Drakkar gra power metal. Jednak album Chaos Lord, był tak średni, że, ja byłem przekonany, iż, to jest heavy metal. Mimo to epickość, jaka powinna towarzyszyć tekstom, zwłaszcza przy tematyce bitewnej, jest tu na dopuszczalnym dla mnie poziomie, ale na więcej niż jeden odsłuch, tego albumu nie polecę. Okładka bez szału, gitary też, były momenty, że, płyta naprawdę męczyła.

6/10

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top