Kirottu – Deity Embers (2021)

Bez kategoriiLeave a Comment on Kirottu – Deity Embers (2021)

Kirottu – Deity Embers (2021)

Po raz kolejny Finlandia. Tym razem debiutancki album, zespołu Kirottu, zatytułowany Deity Embers. Wydany 9 kwietnia 2021, dzięki Wolfspell Records . Rozczarowany zespołem Wyrd, liczę na coś zdecydowanie lepszego. Zobaczymy, a raczej usłyszę, czy się mylę. Oby tym razem nie było zawodu.

Towards the Black Horizon, już od samych początkowych bębnów, wraz z deklamacją i stemplami, wprowadza specyficzną atmosferę. Potem moment ciszy i następnie riff prowadzący rodem ze starej szkoły blacku skandynawskiego. Do tego intensywna perkusja. Wokal jak na blackowy nie jest zły. Dynamiki temu utworowi nie brak. Przejścia też są dobre. Jak na początek tragedii nie ma. Soulless ma początek na średnim tempie. Dochądzą ciekawe stemple, moją uwagę zwrócił fragment pianina/fortepianu, rodem z płyty Dimmu Borgir. Wokal jest bardziej wyraźny, co akurat dla mnie jest ważne. Bo jednak muzyka to też teksty, które lubię znać. Gitarowo jest ciekawie, zwłaszcza przy zwolnieniu tempa. Szept przy deklamacji natomiast jest ledwo słyszalny. Średnio. Jednak po części naprawia to genialna pod względem muzycznym nawałnica, jej różnorodność partii perkusyjnych jest świetna. Dlatego też intensywny start ma Triumphant Blackhordes. Breakdwony przy dynamice utworu są naprawdę dobrze skonstruowane. Nastrój broni się sam, aż mi się włączył odruchowy headbanging. Jeszcze te akcenty stempli na koniec. The age of Lucifer ma dobry riff prowadzący na początku, do tego perkusja. Bardzo dobre połączenie. Na Embraced by Flames powiewa monotonią i nawet dobre klawesyny tego nie zmieniają. Riff znany i nie tylko. Przez to też klimat płyty, jak dla mnie u cierpiał. Po prostu jak dla mnie ta kompozycja była mocno przeciętna. Perpetual ma mocny start. Breakdowny tu też są niezłe. Dynamiki też nie brak, no ale, znowu monotonia. Płytę zamyka Ardent Passion for the Liquid of Life, na którym nic czego bym nie znał, nie usłyszałem. Szkoda.

Debiut zespołowi Kirottu wyszedł całkiem niezły, choć nie bez wad. Dlaczego? Po pierwsze, jeśli jesteście fanami black metalu z lat 1990-1999, to od razu usłyszycie coś więcej niż inspirację. Po drugie, jeśli lubicie wokal Shagratha, którego manierę w wyraźniejszych partiach wokalista tego zespołu przypomina, też nie poczujecie się zawiedzeni. Minusem jest tu dość nieudana próba wplecenia elementów atmospheric black metalu, wraz z symphonic black metalem, chodzi mi oczywiście o stemple. Mnie ten album nie urzekł, z racji natomiast, iż, jestem fanem Dimmu Borgir, to go tylko polecę osobą lubiącym Dimmu Borgir. No i z racji, że to debiut, mimo wszystko zabrakło inwencji twórczej, dla mnie było jej zbyt mało.

7/10

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top