Lucifer’s Hammer – The Trip (2021)

Bez kategoriiLeave a Comment on Lucifer’s Hammer – The Trip (2021)

Lucifer’s Hammer – The Trip (2021)

Tym razem wracam do Ameryki Południowej. Po kolumbijskiej przygodzie uznałem, że szczęścia poszukam w Chile. Wybór padł na zespół Lucifer’s Hammer, który 25 czerwca 2021 roku, nakładem High Roller Records, wydał swój trzeci album, zatytułowany The Trip. Jaka to będzie podróż? Nie mam pojęcia, jednak nie mogę się jej doczekać.

Płytę rozpoczyna The Oppression, który zaczynają dość klasyczne riffy heavy metalowej. Podoba jednak mi się brzmienie inspirowane mocno undergraundem gatunku. Wokal jest stylizowany też pod nieco mroczny. Dobre przejścia, solówka też niczego sobie, zamkniecie wokalne Hadesa, prawdziwa klasa. The Forest of Tar Tac ma bardzo podobny początek, choć riffy są już nieco inne. Dużo więcej przejść, budowania napięcia, potem dynamiki, wokal też się zmienił nieco i pojawiła się niespodziewanie deklamacja. Do tego bardziej rozbudowana solówka, słychać, że, chłopaki się rozkręcają. Land of Fire ma ten energetyczny start. Tylko co z tego, jak nieco ta moc przygasła przy wokalu Hadesa. Nadrobili to jednak kolejną epicką solówką. Na All Stories Come to an End wkrada już się mocno przewidywalność. Mimo to jednak dobrze się słucha tego utworu. Tekst tu jednak współgra z muzyką. Illusion daje lekki efekt odświeżenia. Popisów gitarowych nigdy za wiele. Poza tym klimat płyty się nie zmienia, dalej jest tak samo dobry. Dalej jest moc! The Winds of Destiny to udowadnia. Tu pojawia się moim zdaniem najlepsza solówka tego albumu. Album zamyka I Believe in You, bas na samym początku ma swój czas, przysłowiowe pięć minut. Wokale jednak tu się nieco mieszają, mam tu na myśli Hadesa i wokale wspomagające, chyba miksy poszły nie tak, jak powinny. Pod sam koniec zmiana tempa przy marszówce jest stylizowana na neoklasyczną. Potem twist i klasyczny heavy riff. Mimo to samo zakończenie płyty było bez kropki na i. Szkoda.

Trzeci album Lucifer’s Hammer, The Trip zabrał mnie, w podróż stabilną, choć jej zakończenie mogłoby być lepsze. Ogólnie inspiracja latami osiemdziesiątymi jest więcej niż słyszalna, autorskie akcenty są, jednak wokal trochę zawodzi. Hadesa ma moim zdaniem za mało wysokich partii, które mogły dodać efektu pozytywnego zaskoczenia niektórym kompozycją. Chilijski zespół nie zawiódł, choć bardziej broniła go muzyka i teksty niż sam wokal. Dobrze, że, album nie był aż tak do końca przewidywalny. Do tego dobra okładka.

8/10

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top