Dance Like Dynamite – Litania Kłamstw (2021)

Bez kategoriiLeave a Comment on Dance Like Dynamite – Litania Kłamstw (2021)

Dance Like Dynamite – Litania Kłamstw (2021)

Uwielbiam chodzić na koncerty. Dlaczego? Jest wiele powodów, ale jednym z istotnych dla mnie, to możliwość odkrycia zupełnie wcześniej nieznanych zespołów. Tak było w przypadku sopockiej grupy Dance Like Dynamite, która jest jednym z supportów, podczas trwającej jeszcze letniej trasy po Polsce grupy Me and That Man. Zespół wydał 2 maja 2021 roku, dzięki Tempelhof Recordings, swój trzeci album zatytułowany Litania Kłamstw. Z nieukrywaną ciekawością podzielę się swoimi wrażeniami, jakie mi dostarczyła ta płyta.

Tytułowa Litania Kłamstw, już od samego początku tworzy klimat, te stemple, wraz z podkreślonym basem oraz gitarą, budują doskonale napięcie. Deklamacja wokalisty świetnie z tym współgra. Partie perkusji też dokładają swoje pięć groszy. Trans połączony z rockowym pazurem, jak dla mnie dobre otwarcie. Tekst też jest niebanalny. Jedyny zespół, z którym powiązałem nić podobieństw to Republika. Dlaczego? Bo akurat tę grupę miałem okazję poznać, dzięki mojej mamie, która jest ich miłośniczką. Sposób ekspresji, trochę też wokal, to mi się ułożyło w jedną spójną całość. Nie ma Nas, ma zdecydowanie intensywniejsze partie perkusji, bardzo różnorodna ekspresja, ale z zagranicznych odpowiedników do głowy przychodzi mi Serj Tankian, znany głównie jako frontman System of a Down, choć ma wiele solowych albumów, o jednym z nich już pisałem. Instrumenty dęte również mnie ucieszyły, bo świadczą o kreatywności grupy. Ciekawy noisowowo/progresywny zabieg.

Inne otwarcie ma kompozycja, Diamenty Żyją Wiecznie, z gościnnym wokalem Agnieszki Rassalską. Jest to naprawdę dobra ballada, jeśli chodzi o wokal, to znowu ze znanych podobieństw – KORA. Niemiecko języczny Geheimnis, tu usłyszałem trochę ,,drugiego” Tila Wolffa ze szwajcarskiej grupy Lacrimosa, którą więcej, niż lubię. Oczywiście nie odmawiam Krzysztofowi niczego, ale to moje subiektywne skojarzenia, w tym muzyczne, bo akurat mam wrażenie, iż tu można też znaleźć kilka muzycznych inspiracji. Tak czy inaczej, kolejny świetny utwór. Nattasang rozpoczyna się deklamacją kolejnego gościa, Uli Zaleśkiewicz, no i znowu, tematyka kosmosu, jeszcze ta melancholia, po raz kolejny Lacrimosa. Bardziej indrustialniej zrobiło, się na Ból Jest Niewidoczny, do tego też corowo, mam tu na myśli breakdowny i gitary. Do tego te twisty wokalne, znowu świetna robota. Do tego końcówka należy do perkusisty. Znany już wcześniej trans i psychodelia powracają w utworze I Popłyną Łzy, wraz z mocniejszymi i spokojniejszymi riffami gitar, połączonymi ponownie z wyważoną wirtuozerią. Są takie Chwile, też jest niebanalny, ponownie słyszymy instrumenty dęte, ale również inne pianino, radio w tle z przemawiającą w nim Wiolettą Noch, ewidentnie artystyczna kawiarnia lub lokal, bez dwóch zdań, z bardzo odległych czasów. Jeszcze wątek duszy w to wszystko wpleciony, autorstwa Kazimierza Przerwy -Tetmajera, jednego z moich ulubionych poetów. Człowiek Stworzył Sztukę to trochę powrót do tego, co znane, ale czy to źle? Jak dla mnie zdecydowanie nie. Jeszcze połączenie sztuki i wojny samej w sobie, więcej niż bajka, jeśli o mnie chodzi. Sto Tysięcy Słońc, ma znowu kilka kolejnych stempli, muzycznie jest mroczniej, ale to dobrze. Koszmar Minął to znowu melancholia, wokal wspomagający Tomasza. Spokojny koniec, ale przez to bez skazy.

Album Litania Kłamstw jest dla mnie podróżą w przeszłość, ale tylko w dobrym tego słowa znaczeniu. Muzycznych skojarzeń miałem niespodziewanie wiele, od Republiki, Lacrimosy, Kory i nie tylko. Usłyszeć w klimatycznej oprawie wiersz, jednego z przedstawicieli poetów Młodej Polski, też się nie spodziewałem. Wybuchowa mieszanka transu, noisu, progresji, elementów corowych, indrustialnych, gotyckich, z mocną dominacją rocka, choć metal też tam jest. Nietuzinkowe wokale Krzysztofa, Tomasza, Agnieszki. Zagadkowa okładka również autorstwa Krzysztofa ,,Sado” Sadowskiego. Różnorodność a przy tym bezdyskusyjna spójność liryczno-muzyczna. Jeden z najlepszych albumów tego roku, jak dla mnie, może też, przez to, że wiele grup, wokalistów, poetów, których usłyszałem, zostali Oni, też w autorski sposób zinterpretowani przez Dance Like Dynamite. Polecam płytę w ciemno, jednocześnie cieszę się ,że w ciemno ją kupiłem. Mówię poważnie. Znając ją wcześniej, miałbym zdecydowanie więcej ku temu powodów. Czekam na pełnometrażowy koncert tej grupy, aby usłyszeć ten album w całości. Jest tego zdecydowanie wart.

10/10

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top