Cradle of Filth – Existence Is Futile (2021) Deluxe Edition

Wreszcie! Brytyjski zespół Cradle of Filth, tradycyjnie dzięki Nuclear Blast, wydał 22 października 2021 roku, swój trzynasty studyjny album zatytułowany Existence Is Futile. Przeze mnie jest to jedna z kilku premier tego roku, na które czekam. Zespół jest po zmianie składu, mam tu na myśli nową wokalistkę i osobę odpowiedzialną za keybord i nie tylko, dokładnie Anabelle Irani. Chętnie usłyszę, jak wyszedł zespołowi ten album tym, bardziej, że poprzedni nie należał do udanych. Wersja z dwoma bonusowymi utworami zobowiązuje jeszcze bardziej.

Instrumentalny wstęp, The Fate of the World on Our Shoulders, już daje promyk nadziei. Dlaczego? Bo od samego początku, skutecznie stwarza atmosferę dramatu. Oprócz tego pewne partie orkiestralne przypominają mi te z płyty Godspeed on the Devil’s Thunder. Na koniec jeszcze te kobiece partie głosowe. Mistrzostwo. Nie dając chwili oddechu na Existential Terror, już pojawia się riff prowadzący z podwójną stopą i blastami. Po znanych partiach chóralnych pojawia się wokal Daniego, który jest ewidentnie w formie, jeszcze zwrot w postaci zmiany riffu, to mi się podoba. Perksuja też nie zwalnia tempa, a nawet je nieco podkręca, słychać, że Martin wrócił nawet do flitowania z death metalem, a nie tylko blackiem. Basista też ma chwilę, kiedy znowu Dani, śpiewa ,,tajemniczo”, bo sam bas idealnie podkreśla właśnie ten sposób ekspresji wokalnej. Solówka gitarowa jest ciekawa, a co mnie cieszy, nie spodziewałem się jej. Jeszcze ten motyw dzwonów. Lirycznie tez nie jest nudno. Motyw czterech jeźdźców, ale wykorzystanie łacińskiej sentencji ,,Pulvis Et Umbra Sumus” wielokrotnie jest genialnym posunięciem. Pulvis Et Umbra Sumus oznacza dosłownie ,,Prochem i Cieniem jesteśmy”, autorstwa Horacego w jego IV Odzie (Pieśni), zacytowana również, w książce autorstwa Cassandry Clare zatytułowanej Mechaniczny Anioł. Pytanie bez odpowiedzi. Czym inspirował się zespół? Cytatem Horacego czy powieścią Cassandry Clare? Tak czy inaczej, uwielbiam takie ,,poszukiwania”. Necromantic Fantasies kontynuuje dobrą passę. Anabelle ma dobre partie wokale to na pewno. Riffy są znajome, z inną oprawą, jeśli chodzi keybord, ale jednak przypominają nieco te same z utworu Tragic Kingdom, jak i całą strukturę, oczywiście jest to komplement, bo album z 2008 roku jest jednym z moich ulubionych. W kompozycji Necromantic Fantasies organy poprzedzają odrobinie zmienione przejścia, jako drugi singiel więcej niż dobrze się sprawdziła. Tu solówka jest już na zdecydowanie lepszym poziomie. Samo nawiązanie w tekście do Lovecrafta już mnie dało mi satysfakcję, choć samo wspomnienie Magdaleny, samoistnie daje skojarzenia z tylko jedną postacią, Ci co mieli do czynienia z zespołem wcześniej wiedzą, o co mi chodzi. Crawling King Chaos jako pierszy singiel dał mi nadzieje, że, Cradle of Filth szykuje coś ,,dobrego”. Sama orkiestralna część jest bez skazy, chór kobiecy, ciężkie riffy gitar i perkusja w połączeniu z wokalem Daniego. Doskonale przejścia, wraz z lirycznym przekazem. Nawet po wielokrotnym przesłuchaniu moje odczucia się nie zmiały. Jest to jedna z najlepszych kompozycji na albumie. Jeszcze to nawiązanie do egipskiego demona Apopisa. Drugi album z tym motywem w tym roku. Klimat skutecznie utrzymuje instrumentalny Here Comes a Candle… (Infernal Lullaby). Zwłaszcza z moytew pianina i klawesynu.

Daje to potrzebny moment oddechu. Na Black Smoke Curling from the Lips of War, mamy znowu mocne otwarcie, z bardziej heavy metalowym riffem oraz perkusyjnym popisem ze strony Marthusa. Zmiany tempa na dynamiczniejsze, są dobre. Cieszy fakt, że słysząc Anabelle, nie jest to zmiana na złe. ,,Zatrzymanie” przy blastach, daje kolejną solówkę przy intensywnej perkusji. Jednak znowu muzyka jest dopasowana do teksu o Wielkiej Nierządnicy z Babiolnu, o której głosi Księga Objawienia. Discourse Between a Man and His Soul, stawia w orkiestowo/keybordowej aranżacji na pianio, perkusja jest też bardziej oszczędna, podobnie jest z gitarami, dodanie jeszcze akustycznej przez moment znowu mnie zaskoczyło. Utwór z serii rozważań filozoficzno-duchowych nad upadkiem człowieka. The Dying of the Embers, daje mi to, czego mi, jeszcze brakowało na tej płycie. Deklamacji, do tego damskiej, która wypadła oczywiście świetnie. Riffy blackowe usłyszeć można z daleka. Dostosowaną do nich perkusję również. Breakdowny są tu wyjątkowo wyraźniej słyszalne. Znowu motyw apokalipsy demonów, nierządnic, krwi, to, co fani Cradle of Filth lubią najbardziej, z muzycznych aspektów dawno nie słyszałem tak dobrego ,,tunelu gitarowego” przy galopującej perkusji. Z Anabelle na końcu mówiącą: ,,That murders all hope for the flame”. Ashen Mortality to popisy gry na lirze Anabelle, wraz z odpowiednim nastrojem w tle, który podtrzymuje gra na szkle i nie tylko. How Many Tears to Nurture a Rose to znowu dobra liryka, ale muzycznie gitary, jak i cała reszta jest ukierunkowana na dark heavy/thrash metal. Gitarzyści dają popis swoich umiejętności bardzo dobrze. Kompozycję traktuje jako tą tylko z tych dobrych, choć fani ich pewnej płyty, powinni być zachwyceni. Ja jestem zadowolony. Tematyka końca świata jest skutecznie kontynuowana na Suffer Our Dominion. Jest to kolejny utwór z tych ,,wolniejszych”. Po raz kolejny zespół zaskakuje i to pozytywnie, jako narrator pojawia się, nie kto inny jak legendarny już głos Douglasa Williama Bradleya! Z epicką deklamacją co do tematyki utworu. Dani też się, pojawia, muzyka jest dopasowana, co jednak cieszy w tym utworze, słyszymy Douglasa dwa razy. Gitary, a raczej ich podwójna solówka jest zabójcza. Us, Dark, Invincible to ostatni numer z wersji podstawowej. Tekst mroczny, muzyka bardziej dynamiczna z nastawieniem na mistycyzm i moc. Jak utwór, który zamyka, wersję podstawową, jest dobry. Na Sisters of the Mist, perksuja z organami jest świetna, ale jest kompletna, gdy po raz kolejny i ostatni słychać głos Douglasa, przeplatający się z wokalem Daniego. Riff prowadzący jest prosty i dobry, Anabelle też daje z siebie wszystko. Pierwszy bonusowy utwór jest doskonały, a zwłaszcza to organowe solo, a potem klawesyn i gitarowe solo. Zamykający płytę bonus Unleash the Hellion, ma więcej instrumentów smyczkowych, jeśli chodzi o aranżacje. Reszta, czyli perkusja, riffy gitar, są z tych intensywniejszych, z dobrym breakdownem, zmianą tempa na spokojniejsze. Z szepcącym danem przy klawesynie, z innymi akcentami dramaturgi, solówka gitarowa jest dobra, ale nie wiem, czy niezbędna, Anabelle i jej głos na pewno tak. Sam tekst prosty nie jest pomimo tytułu. Zamknięcie płyty idealne.

Zespół Cradle of Filth, na płycie Existence Is Futile zaprezentował siebie w każdy piekielnie dobry możliwy sposób. Do tego jeszcze powrót głosu Douglasa, to ukłon w kierunku fanów. Postawienie na epickość również, jak z płyty, Godspeed on the Devil’s Thunder oczywiście. Tematyka ,,końca świata” przy zachowaniu symboliki oraz demonów to lirycznie coś nowego, co tym bardziej cieszy. Płyta jest zróżnicowana, prezentująca, a fanom przypominająca płyty, które to brzmienie ukształtowały, a są to przynajmniej trzy albumy. Tytułów nie zdradzę, bo zamierzam o nich napisać, taki mam przynajmniej plan, jednak osoby znające cały muzyczny dorobek zespołu, wiedzą. Mniejsza. Okładka autorstwa Arthura Berzinsha wzbudziła mieszane odczucia, ale mi osobiście przypadła do gustu. Jeśli są osoby, które nie znają twórczości Cradle of Filth, ten album mogę im polecić. Ja ten album wpisuje jako kolejne opus magnum, bo na to w pełni zasługuje.

10/10

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.