Imaginature – Imaginature (2021)

Ponownie wracam do siebie, do Polski, tym razem jednak, do województwa Warmirsko-Mazurskiego, dokładniej do Szczytna, bo z stamtąd pochodzi zespół Imaginature, który 2 października 2021 roku wydał niezależnie swój debiutancki album o tytule, Imaginature. Sam chętnie usłyszę, jakie wrażenia pozostawi po sobie ten debiutancki krążek.

Płytę otwiera utwór Atonement, już po intrze, słychać, że, będzie to miało wiele wspólnego z metalem symfonicznym, chór skutecznie nadał klimat, potem jeszcze instrumenty smyczkowe, z dobrze podkreśloną gitarą i perkusją, wokal natomiast jest bardzo power metalowy, czysty śpiew, do tego bardzo dobry, to tego jeszcze zmiany linii wokalnej. Jeszcze do tego zmyślne breakdowny i zmiany temp, a solówka gitarowa, naprawdę robi wrażenie. Jeszcze to neoklasyczne granie pod koniec, wraz z motywem marszówki i solówką na keyboardzie. Moim zdaniem otwarcie na wysokim poziomie. Edge skutecznie trzyma obrany kierunek, choć riffy są tu zdecydowanie bardziej heavy metalowe, mniejsza, inny typ wokalu, również brzmi dobrze, tu jest zdecydowanie więcej power i heavy metalu. Pozytywnym zaskoczeniem było usłyszeć głos, który jest bardzo podobny do Tarji Turunen, z tego, co wiem, to należy on do Anny Dembowskiej, brzmi niebiańsko. Do tego motywu fletu też się nie spodziewałem, no i kolejna świetna solówka. Tytułowy Imaginature, zaczyna się ponownie od symfonicznego wstępu, riffami rodem, jak z drugiej lub trzeciej płyty zespołu Nightwish. W sumie jak już się inspirować to od najlepszych. Teraz do mnie dotarło, kto może, być dobrym porównaniem, do czystego śpiewu wokalisty, w dużej mierze po części Marko Hietala. Pod sam koniec utwór ma tą power metalową energię i symfoniczną magię. Shade Enchantress to epickie wręcz wprowadzenie, genialnie dopasowana różnorodność fletów wraz z dudami, mój umysł, jeśli chodzi o skojarzenia, w pierwszej myśli kieruje się ku jednej osobie, Troyowi Donockleyowi. Genialne połączenie niepokoju i chęci do rozważań, potem pojawiają się dynamiczne gitary wraz z perkusjami i znowu ten anielski głos Anny. Kojące partie przypominające fortepian, są naprawdę świetne, a Anna wręcz bawi się swoim głosem, oczywiście w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Na sam koniec następna dobra solówka, połączona z keyboardem, z folkowym akcentem fletu. Renegade rozpoczyna się od solowego popisu keyboardzisty, którego mało kto by się spodziewał, po pojawieniu się gitar i bębnów, nie śpiewałem się wokalu podchodzącego pod scream, poważnie, oprócz tego nie uwierzę, że nagrywał to jeden wokalista. Za duża różnorodność, która jest kolejnym atutem tego utworu. Szacunek dla osoby odpowiedzialnej za czyste partie wokalne, naprawdę, polegając na swoim słuchu, mam w głowie tylko jedną osobę Tomasza Trzeczyńskiego, znanego z udziału w Voice of Poland i nie tylko. Kolejna solówka keyboardzisty, a potem gitarzysty, najwyższa półka. Through the Cellar Door znowu zaskakuje, bardziej elektroniczno/indrustialnym wstępem, który później wraca na ten power/symfoniczny kurs. Tu znowu inny, wokalista prezentującym czysty śpiew, z dobrze już znanym głosem Ani, został tu stworzony bardzo zgrany duet, jeszcze ten neoklasyczne zmiany tempa, przy odpowiednich partiach perkusyjnych. Klimat stworzony od początku do samego końca został skutecznie utrzymany. Near the End, zaczyna się intrygującymi partiami keyboardu i gitar, oraz basu, skutecznie budującymi napięcie. Potem oczywiście wszystko staje się bardziej dynamiczne, czy wokalista to inne oblicze Anny? Okazuje się że, nie, albowiem goscinnie wokalu użyczyła wokalistka Margo z zespołu Moyra. Kompozycja zamykająca album, czyli Weather the Storm, poprzez gitary od samego początku, daje energetycznego kopniaka. Jest to istna gitarowa burza, z bardzo dobrym wokalem, mam tu nie tylko na myśli wysokie partie, ale całokształt. Pod sam koniec kolejne ,,refleksyjne” uspokojenie nastoju w postaci solowych partii keyboardzisty.

Powiem jedno. Debiut zespołu Imaginature, o takim samym tytule, jest więcej niż udany. Dlaczego? Odpowiem z ochotą. Po pierwsze fuzja heavy,power, symphonic metalu z nutą folku, w krótkich momentach, to jest to, wokalnie od sopranu kobiecego, po screami innego wokalisty, czyste partie, prawie całe spektrum, do tego, jeśli faktycznie, na w utworze Renegade, gościnnie zaśpiewał Tomasz Trzeszczyński znany jako ,,Trzeszczu”, to był to więcej niż dobry wybór. Głos Anny również ukazał wiele twarzy. Instrumentalnie wszystko spajało się w całość. Do tego wszystkie teksty w utworach, dotyczące ogólnie natury człowieka, są więcej niż dobre. Inspiracje muzyczne, w postaci zespołów takich jak Nightwish, zostały przekute w dobry sposób, co, moim zdaniem też jest nie lada wyzwaniem. I tak Polska nie tylko black metalem stoi. Polecam ten debiut wszystkim miłośnikom power/heavy/symfonicznego metalu, bo więcej niż warto!

10/10

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.