Kryptos – Force Of Danger (2021)

Dawno nie było egzotycznie. Zatem postanowiłem to zmienić, pojawiając się z wizytą w Indiach. Tak nie żartuję. Niedawno odkryłem bowiem zespół Kryptos, który właśnie pochodzi z Indii, dokładnie z Bengaluru. Wydali oni już swój szósty album studyjny, 1 października 2021 roku, dzięki AFM Records. Chętnie usłyszę, jak tej grupie ten album wyszedł.

Album rozpoczyna Raging Steel, Już od samego początku mam do czynienia z heavy metalowym brzmieniem. Udowadnia to zabójczy wręcz riff, a potem następne. Wokalista jednak trochę unikalny głos, oczywiście wspierany w odpowiednich momentach przez wokale wspierające co jest normą. Słychać tu też thrashowe riffy, a solówka gitarowa jest naprawdę bardzo dobra. Hot Wired, nie zwalnia tempa. Choć później jest nieco wolniejszy, niż się spodziewałem. Tak czy inaczej, dalej jest dobrze. Solówka jest też dobra, choć mogłaby być nieco lepsza. Dawnbreakers ma bardziej thrashowy charakter, tekst też nie jest nijaki. Choć riffy drugiej gitary mogą rozpraszać, dobry jest też breakdown. Dwie solówki, różne, ale na odpowiednim poziomie. Na Thunderchild wreszcie słyszę podwójną stopę! Jest to kolejny energetyczny utwór tej grupy. Jak coraz dłużej słucham tej płyty, to nabieram przekonania, że wokaliście bliżej do thrashu niż heavy metalu. Bo jeszcze nie usłyszałem typowego czystego śpiewu i wysokich partii jak to zwykle się dzieje, w heavy metalu. Nighthawk to niestety pierwszy utwór, na już przeciętnym poziomie, jeśli o mnie chodzi. Zespół tu ewidentnie przekombinował. Mam też wrażenie, że zwolnił nieco tempo. Początek Omega Point utwierdza mnie w tym, zresztą jest taki do końca, czym mnie trochę znudził. Tak szczerze mówiąc, wokalnie też bez szału. Force of Danger ma wreszcie żwawiej brzmiący riff. Co z tego, jak wokalista przestał był równie energetyczny. To wszystko powoduje, że mamy tu kolejny przeciętny utwór, trochę lepiej muzycznie a wokalnie gorzej. Album kończy Shadowmancer. Irygujący gitarowy wstęp, budowanie napięcia poprzez perkusję. I co? Znowu zawód. Spodziewałem się petardy, a wyszło zupełnie coś innego. Mniej niż ballado brzmiąca kompozycja.

Indyjski Kryptos na swoim szóstym albumie, zaprezentował się w miarę dobrze. Choć słychać, że, fuzja heavy i thrash metalu wychodzi raz lepiej, raz gorzej. Okładka też nie jest zła. Głównie zawiódł mnie wokalista, który brzmiał, raz jak z AC/DC a kolejny jak ze słabszej kopii niemieckiego Kreatora. Muzycznie do połowy było świetnie, a potem zrobiło się mocno monotonnie a przez to nudno. To jednak szósty album, więc ów fakt biorąc pod uwagę, stwierdzam, że, płyta Force Of Danger, wyszła średnio.

8/10

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.