KAT – … Róże Miłości Najchętniej Przyjmują się na Grobach (1996)

10 lutego 2022 roku nieoczekiwanie odszedł wybitny człowiek, zwłaszcza dla miłośników polskiego metalu, Roman Kostrzewski, wokalista zespołu KAT, który został założony na przełomie 1979/1980 roku przez Piotra Luczyka i Ireneusza Lotha, jednak na samym początku grali tylko muzykę instrumentalną, aż wreszcie w 1981 znaleźli Romana Kostrzewskiego, no i rozpoczął się wieloletni proces inspirowania wielu artystów, do tego to KAT zagrał pierwszy koncert w Polsce, z amerykańskim zespołem Metallica, co też było przełomowe jak na tamte czasy. Ja swoją przygodę z tym zespołem nieświadomie rozpocząłem jeszcze w wieku dziesięciu lub dziesięciu lat, nie pamiętam dokładnie, kiedy to mój wujek puścił mi utwór Ostatni Tabor, choć zapewne było ich więcej, ich ostatni koncert w oryginalnym, składzie, też pamiętam jak przez mgłę, do tej kultowej grupy wróciłem dopiero w 2006 roku, akurat zbiegło się to też, z moją fascynacją do poezji i odkryłem przez to piąty studyjny album grupy KAT, wydany 1996 przez wytwórnię Silverton, z Piekar Śląskich.

Album otwiera Odi Profanum Vulgus, już na samym początku do głowy wbił mi się cowbell, do tego wyostrzone do granic możliwości gitary, jak na thrash metal przystało, świetne w swej prostocie przejścia, perkusja zgrana, sposób prezentacji gitar, moim zdaniem zainspirowany amerykańskim zespołem Metallica, i mam tu na myśli ich albumy sprzed ery Black Albumu. Do tego sam tytuł utworu, to fragment dzieła Horacego, pieśni 3.1.1, z łaciny tłumaczony oznacza: ,,nienawidzę nieoświeconego tłumu”. Zwróciłem na to uwagę jeszcze w 2006 roku, to już był pierwszy element myśli nihilistycznej, poza tym sam tekst, sam zinterpretowałem jako parodie i jednoczesne potępienie sensu istnienia Boga, z jednoczesnym uwzględnieniem, bycia ,,czortem”, czyli osobą buntującą się, przeciwko ustalonym normą. Ateizm z duchem ,,romantycznego” buntu. Wokal Romana jest odpowiednio ekspresyjny, budujący napięcie, do tego doskonale dobrana muzyka, przez to wszystko, nie byłem zaskoczony, kiedy ten utwór był grany na koncertach, bo na to ewidentnie zasłużył. Jeszcze do tego na sam koniec ta demoniczna modulacja głosu.

Purpurowe Gody, a raczej jego nastrojowe preludium, zostało stworzone przez Romana, na keyboardzie, a brzmi jak pierwszorzędny klawesyn, tu znowu tematyka, na pierwszy rzut oka nie jest oczywista, niewinność zostaje zastąpiona, czystą ,,złą” rządzą, do tego jeszcze ta Czarna Msza i Bóg, czyli znowu zmaganie się obu sił, dobra i zła, do tego sugestia, że dziewczynę lub dziewczynkę, zgwałcił ksiądz, ponowne zakwestionowanie sensu religii, do tego na sam koniec jeszcze motyw morderstwa i pozostawienie odbiorcy z niepewnością, czy ten kapłan zginą z rąk tej kobiety lub na odwrót. Te same przejścia, neoklasyczna gitara, dobrze wkomponowany bas, do tego jeszcze motyw tykania zegara, w momencie, kiedy Roman śpiewa: ,,Wyciągam ostry nóż”, to gitary brzmią odpowiednio ,,ostro”.

Marszówka otwiera Płaszcz Skrytobójcy, znowu tajemniczość i mrok. Istny grobowy klimat. Minimalizm instrumentów, a potem znany już riff, Roman natomiast przechodzi od śpiewu w deklamacje, tu słychać autorską próbę, skuteczną zresztą, stworzenia ducha mroku i tajemniczości, jaką w swoich wierszach i nie tylko, prezentował Tadeusz Miciński, przedstawiciel Młodej Polski, nurtów taki jak gnostycyzm, ekspresjonizm i surrealizm. Ta kompozycja moim zdaniem jest idealnym hołdem dla tego niedocenianego pisarza, poety, jakim był Tadeusz Miciński. Najmroczniejszy i najbardziej zagadkowy utwór na tej płycie, moim skromnym zdaniem. Bas tu też odgrywa istotną rolę, stylistycznie miks doomu i thrashu. Inna odsłona ponownie motywu śmierci i morderstwa. Osobiście po przesłuchaniu tego utworu przez parę dni bałem się, jak zapadała noc, co świadczy o tym o odpowiedniej oprawie muzycznej oraz tym, że Roman przekazał te emocje, które chciał, abyśmy my jako odbiorcy poczuli, ale nie moment, tylko na zdecydowanie dłuższy czas.

Stworzyłem Piękną Rzecz, jest już typowo thrashowy, poprzez riff prowadzący, który tylko odrobinę się zmienił, przewidywalne przejścia i partie perkusji, co wcale nie znaczy, że to źle. Roman natomiast tu drwi, z sensu wiary w niebo, Boga, ukazując człowieka, jego sens egzystencji, sprowadzając do jedzenia, a żeby, go zdobyć człowiek musi zabić, aby przeżyć również. Drwi również z Piekła, na sam koniec okazuje się, że, dla Boga żartem również jest człowiek. Sam utwór ponownie porusza tak naprawdę istotne kwestie, ale w dość ,,niepoważny” sposób, co zapewne było celem przykuwającym uwagę. Jest tu jednak ponownie zachowana swego rodzaju przebojowość, sprawiająca, że, przynajmniej mi chce się do tego utworu wracać.

Słodki Krem, to znowu nastrojowe otwarcie, w postaci znowu neoklasycznego brzmienia gitar, wraz z naprawdę dobrą solówką, dającą mimo wszystko tę epickość, ponownie symbolizm tekstu na możliwie najwyższym poziomie, następnie po słowach: ,,Boisz się, Kościelnej celi”, słychać marszówkę budującą napięcie i zapowiadającą jednocześnie twist, w postaci gitar i cięższej perkusji, motyw utraconego zaufania, dziecka do księdza, czyli człowieka Boga, które ten kleszcz, wykorzystał, dosłownie, sprawiając, że, życie tego dziecka stało się koszmarem. Usprawiedliwiał się, jednak Ona, po kolejnej wizycie nie wytrzymała i go zabiła. Jednak trauma pozostała. Tu znowu muzyka wraz z wokalem odzwierciedlały te same emocje. Morał jest taki: nie powierzać dzieci, zwłaszcza sam na sam księdzu. Sam tytuł też ma wiele znaczeń, tak naprawdę.

Wierzę, udowadnia, że oprócz bycia delikatnie mówiąc człowiekiem nieuprzejmym Piotr, jest dobrym gitarzystą. Roman natomiast ukazuje znowu wieloznaczność słowa ,,wierzę”, w kwestii wiarygodności, we frazie: ,,Wierzę w myśli, Jeśli Lgnie do Słońc”, do pogaństwa, czyli wszelkim kultom innym i wrogim chrześcijaństwu. Następnie Roman nawiązuje do wyzbycia się emocji i kierowania rozumem, czyli Kultu rozumu, ateistycznego kierunku, stworzonego podczas rewolucji francuskiej, dokładnie od 1792 do 1794 roku. ,,Wierzy” w rzeczy (przedmioty materialne) i dzieci. Ukazuje też przewrotność ludzkiej natury, która wbrew stereotypom nie jest zarezerwowana, tylko dla kobiet. Na sam koniec neguje ludzkość, po raz kolejny nihilizm, nienawidzi też wszelkiej czci wobec czegokolwiek i kogokolwiek, a następnie ponownie nienawidzi ludzkości, gdy go słucha. Kompozycja ponad dziesięciominutowa, której słucham ciągle z zapartym tchem. Jacek też udowadnia, że, jest bardzo dobrym gitarzystą, a Krzysztof basistą, każdy ma swoje wirtuozerskie pięć minut.

Strzeż się plucia pod wiatr, ostatni utwór na albumie z wokalem Romana Kostrzewskiego, muzycznie jest podobny do Stworzyłem Piękną Rzecz, dynamiczne gitary i perkusja, z tą nutą wirtuozerii. Moim zdaniem, tu Roman opowiada historie człowieka, który bardzo chciał, jednak wszyscy dookoła mu stawali na drodze do osiągnięcia swoich celów. Pocieszenia nie znajdzie w murach, kościoła, ani w spowiedzi, która, też jest obłudą. Ponownie świetna symbolika, nawiązanie do nihilizmu, no i że, prawda wcale nie wyzwala.

Szmaragd Bazyliszka to natomiast instrumentalne arcydzieło, na wstępie spokojne gitary, ponownie ukazane w wirtuozerski sposób, wprawiające naprawdę w trans. Stan ukojenia i spokoju, przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Jarek Pruszkowski świetnie tu wykonał tak zwane gitary grozy. W pewnym momencie pojawia się Irek, z perkusją, pełną blastów i nie tylko. Dzieje się sporo, growl w wykonaniu Piotra Pruszkowskiego, jest w pełni diabelski, ale jeśli miałbym szukać ram, to najbliżej mu do growlu znanego w grindcorze lub deathcorze. Do dziś nie znam treści tekstu.

Ta płyta nie ma słabych punków. Roman Kostrzewski w swoich tekstach chce, zgodnie z założeniami przedstawicielami nurtu ekspresjonistów, nawet muzycznie, są elementy karykatury, symbolizmu. Ważny jest fakt, że muzyka, jest dopasowana do tekstów Mistrza. Tajemniczość, groza, emocje, zmienność, po pewnym czasie przewidywalność, ale w minimalnym stopniu. To cechy tej płyty, do tego genialna okładka, zrodzona z pomysłu Romana Kostrzewskiego, którego niestety nie ma już, jego teksty dla mnie będą wiecznie żywe, ale właśnie na tej płycie jest zawartych najwięcej jego autorskich liryk, które wpłynęły na mój sposób pojmowania, wielu tematów. Pan Piotr natomiast jest tylko dobrym gitarzystą, wybitniejszym z tego składu był Jacek, a przez krótkowzroczność pana Luczyka potencjał zespołu KAT, jeszcze z Romanem w składzie, został moim zdaniem zaprzepaszczony, chociażby poprzez brak koncertów za granicą, a po jego odejściu, Ireneusza Lotha, Jacka Rogulskiego i Krzysztofa Oseta, zespół stał się parodią, która przestała bawić i moim zdaniem, istnieć nie powinna, bo nowe, nawet nie moje pokolenie, niestety pozna to nieśmieszne oblicze Kultowego kiedyś, zespołu. Jeśli chodzi o tę płytę … Róże Miłości Najchętniej Przyjmują się na Grobach, doczekała się dwóch reedycji, w 2003 przez Mystic Production, a w 2016 przez Metal Mind Productions. Zresztą słusznie. Ocena tego dwudziestosześcioletniego arcydzieła może być tylko jedna, gdyż czas, nie pokrył jej kurzem. Dla znających temat: Nie ma KAT a bez Romana!

10/10

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

2 komentarze do “KAT – … Róże Miłości Najchętniej Przyjmują się na Grobach (1996)

  • 26 lutego 2022 o 00:36
    Permalink

    Fajnie ujęte.
    P.s. W Odi nie ma Cowbella. Tam jest rimshot na werblu.

    Odpowiedz
    • 26 lutego 2022 o 11:21
      Permalink

      Dzięki na moje ucho był to cowbell, ale ok.

      Odpowiedz

Skomentuj Kacper Sikora (Relevart) Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.