DMRBR – Somnum Exterreri (2022)

Francja zatem. Pierwszy raz w tym roku. Dokładnie za sprawą jednoosobowego zespołu, z wokalistą. Mam tu na myśli paryski DMRBR, który 13 stycznia 2022 roku, niezależnie wydał swój debiutancki album Somnum Exterreri, mając wcześniej na swoim koncie dwa mini albumy. Zatem usłyszymy co, ma nam do zaoferowania, ta tajemnicza grupa.

Fragments zaczyna się dźwiękami przypominającymi wiatr. Pierwsze riffy gitar są rockowe, wzmacniane efektem echa, następnie pojawia się druga gitara, bardziej już przypominająca black. Perkusja też wreszcie się pojawia, dając akcent na dźwięk samych talerzy i przejść. Wokal Josha Smitha to scream, ale problem mam z zupełnym zagłuszaniem go przez samą muzykę. Growl jest słyszalny lepiej, ale też bez szału. Powiem, tak, muzyka broni tu wytworzonego nastroju bardziej, niż wokal. Deklamacja na samym końcu go w pewien sposób ratuje. The Eye and the Void ma początek intensywny. Mam tu na myśli lawinę perkusji typowo death metalową, tak samo z gitarami, dopiero po chwili druga brzmi post blackowo. Wokal jest bardziej ekspresyjny, bo zaczyna się od growlu, aby potem przejść w scream/krzyk. W tle mam ciągle wrażenie, że brzmi tajemniczo noisowy stempel. Tu natomiast jest chaos, bez żadnego elementu atmospheric black metalu. Pearl to powrót do tajemniczości, spokojnych gitar, wokal jest szepczący, co sprzyja kreowaniu klimatu, w tym napięcia. Growl ze scremem brzmią wyraźniej, z odpowiednią ekspresyjnością. Zmiana tempa na intensywniejsze również następuje płynnie, wreszcie chciałoby się powiedzieć, aby wrócić do mrocznego spokoju, odpowiednim riffem z efektem echa i szeptami, a następnie skończyć znowu lawiną bębnów i gitar. Foramen niczym mnie nie zaskakuje, bo otrzymuje to, co, już zupełnie znam, choć w nie najgorszym wydaniu tak naprawdę, mam tu na myśli instrumentalny aspekt.

Francuski DMRBR daje pod względem długości, utwory z kategorii średniej, ale, pod względem jakości, a raczej, specyfiki, jaką jest mikroklimat, tu jest już różnie. Zupełnie nie ma go na drugim The Eye and the Void, bo sam początek, niepozbawiony błędów, lub, wokalnych niedociągnięć, muzycznie się broni. Mam tu na myśli rozpiętość riffów, od rocka, po post black, a nawet death, tak samo, jeśli chodzi o perkusję, co z tego, jak nieraz nie wpasował się w te gitary, odpowiedni wokal, czy brak wspomagaczy, w postaci wymienionego efektu echa. Jedyną kompozycją bez skazy jest trzeci w kolejności Pearl, ostatnia jest brana pod uwagę, jedynie poprzez będący na dobrym poziomie element instrumentalny. Fuzja gatunków jest intrygująca, tylko szkoda, że nie zawsze zazębiająca się odpowiednio. Wszystkiego jest po trochu, ale jedna kompozycja, mająca w sumie najwięcej z atmospheric-post black metalu to zdecydowanie za mało. Okładka też jest z tych nie fatalnych, ale też niewyróżniających się, oczywiście biorę pod uwagę fakt, iż wokale nagrała tylko druga osoba, a wszystko skomponowała jedna, czyli Sebastiena Collombeta, tylko dlatego nie odradzam przesłuchać.

6/10

Korekta : William Burn

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.