Wilczy Pająk – Wilczy Pająk (1987)

Ponownie Polska, bo w sumie czemu by nie prawda? Tym razem przeniosę się do Poznania, tam bowiem w 1985 roku, został założony zespół Wilczy Pająk. Nagrań debiutanckiego albumu dokonano w maju 1987 roku, w Poznaniu, album wydano na kasecie przez wytwórnię Polmark, zespół wydał swój debiutancki album o tym samym tytule, czyli Wilczy Pająk. Ciekawe jest to, że, po występie na Metalmanii w 1988 roku, zespół zmienił nazwę na Wolf Spider. Osobiście miałem okazję słuchać zespołu, kiedy to miałem etap fascynacji thrash i speed metalem, który czasami mi wraca, było to dokładnie w 2009 roku i wtedy to też, nabyłem reedycję debiutu tej grupy. Dziś natomiast chcę wrócić do tej płyty i sprawdzić, czy będę miał podobne odczucia, a może zupełnie inne. Obecnie za wydanie w październiku 2009 roku tego albumu w formie CD, w ilości 2000, a potem jego reedycji w 2018, odpowiada Metal Mind Productions. 

Album otwiera Żądna Ofiary Twarz, bębny wraz z gitarami i basem tworzą istny monolit, wszystko zgrane i wyraźnie brzmiące, do tego wokal Leszka Szpigiel a jest niezaprzeczalnie wyraźny, co mi więcej niż odpowiadało. Przejścia z umiarkowaną ilością blastów są świetne. Na sam koniec solówka gitarowa podsumowuje wszystko i to wszystko w dwie minuty. Po trzech przesłuchaniach tekst się zna dosłownie na pamięć, tak było przynajmniej ze mną. Dodać do tego należy w sumie tekst, który z pozoru jest bez znaczenia, a moim zdaniem jest na odwrót. Niby motyw szatana, ale dla mnie tekst, udowadnia, że w każdym z nas, drzemie morderca i to od nas zależy, czy pozostanie uśpiony. Nocny Strach jest już nieco dłuższy, gitary brzmią nieco inaczej, spokojniej, ale intrygująco, bas nadal wyraźny, potem na szczęście już mamy takie thrashowe wprowadzenie, z budowaniem napięcia poprzez instrumenty. Leszek też zaczyna od wysokiego C, dosłownie. Riff prowadzący zmienia się w thrashowy, potem pojawia się galopująca już perkusja, z jedną bądź podwójną stopą, tego drugiego nadal nie jestem pewien. Intensywnej perkusji nie przeszkadza kolejna świetna solówka gitarowa, wraz z riffami drugiej gitary i basu. Tu heavy metal łączy się z thrashem, przynajmniej w moim odczuciu, druga solówka też jest więcej niż dobra. Tematyka jest jak dla mnie, kontynuacją motywu mordercy i konsekwencji, jeśli postanowi się go w sobie wyzwolić, ale zaznaczam, że to moja interpretacja. Leszek znowu udowadnia, że jest świetnym wokalistą.

Momento Mori to dość popularny napis na nagrobkach. Jest też tytułem trzeciej kompozycji na tej płycie. Kolejny raz intryguje gitarowe intro, obu gitar, z zupełnie innymi riffami, które po krótkim i treściwym przejściu, zmieniają się w rasowe thrashowe riffy. Tekst oczywiście dotyczy życia i śmierci, podważając nawet, sens samego życia. Intrygująca jest też dla mnie zwrotka ,, Tam, gdzie dzień nie kończy się, tam jest Raj, życie twe, Tylko tam zgoda trwa, nie ma bólu, wojen, łez. Tam jest gaj, szczęścia kraj, dobrych dusz, bratnich serc. Tylko w nim zieleń drzew, kwiatów woń, ptaków śpiew – piękny kraj.” . Jeśli o mnie chodzi, nadal ,tak, jak w 2009 roku, myślę, że chodzi o naszą Polskę. Ukryty motyw patriotyczny, dodam, też oczywistą rzecz, jest to najdłuższy utwór na tym albumie. Tu też ewidentnie słychać wokal wspierający, który brzmi bardzo dobrze. Zmiana na nieco wolniejsze jest w samej połowie, wraz z drobną zmianą riffu. Jednak potem wraca pazur i dynamika, co udowadnia, kolejne solówka gitarowa wykonana jak dla mnie bardziej w stylu speed/thrash. Upadek Imperium rozpoczyna perkusja i bas, potem oczywiście pojawia się, riff prowadzący. Tematyka natomiast, po pierwszym odsłuchu w 2009 roku mnie kompletnie zaskoczyła. Wojenna oraz historyczna? Partie wokalne Leszka były i są ekspresyjne, miałem czasem wrażenie, że, słyszałem DIO lub Roba Halforda, mam tu nam myśli te wysokie partie. Gitary odpowiednio naostrzone, solówka dopasowana idealnie. Nadal ciągle uważam, że, Leszkowi, chodziło o Upadek Imperium za czasów Rzeczpospolita Obojga Narodów. Książę Wojny to kolejna wojenno thrashowo/heavy metalowa petarda jak dla mnie! Kim jest ,,owy” Książę Wojny? Jak dla mnie, zakładając, że, zespół jest z Wielkopolski, więc mógł być to Przemysł II, lecz równie dobrze Władysław Jagiełło, któremu W 1412 roku Zygmunt Luksemburski, po spotkaniu w Budzie, zwrócił, wywiezione w 1370 roku insygnia koronacyjne Władysława Łokietka. Mniejsza utwór genialny, nadal jeden z ulubionych na tej płycie.

Groźba natomiast już od samego początku ma ,,przerażające” preludium. Perkusja ma więcej blastów a gitary, są znacznie wolniejsze. Do tego wokal też pasuje, tu znowu lirycznego nawiązania to tematyki atomowej lub nuklearnej apokalipsy i potępienie wojny, nie spodziewałem się tego. Po raz kolejny pozytywne zaskoczenie. Zemsta Mściciela to motyw tajemniczego mściciela, który pomści wszystkich ludzi, którzy zaznali zła, tak ja przynajmniej rozumiem ten tekst. Muzycznie tu mamy to, co już znamy, wyraźny basm przejścia i ostre jak żyletki gitary. Solówki na najwyższym poziomie, kolejny zwrot akcji w postaci breakdownów. Nóż w Dłoni rozpoczyna marszówka na werblach. Riff gitar, nadal są bardziej thrashowe niż heavy metalowe, potem rozpoczyna się kolejna thrashowe tornado, motyw morderstwa znowu powraca, tylko w nieco innej odsłonie. Tu też mam wrażenie, pojawia się, szczypta speed metalu. Płytę zamyka utwór M.C. gdzie znowu w trochę rozbudowanej formie, bardziej śmiałej wraca motyw Szatana. Muzycznie typowa galopująca perkusja, dynamiczne riffy. Nieco spokojniejsza solówka gitarowa. Później pełne blastów przejście, tu natomiast riffy i solówka w stylu heavy/speed metalowym. Basowe uspokojenie i mistrzowski breakdown, a potem znowu gitarowa wichura.

Debiut Wilczy Pająk sprawił w sumie, że zatraciłem się, w stylistyce thrash/speed/heavy metalu. Bo nadal sądzę, że tak dobrze skomponowany miks gatunków tu słyszę. Piotr i Maciek jako gitarzyści udowodnili, że, naprawdę umieją grać, a Mariusz, że jest świetnym basistą, i dobry bas, może naprawdę, więcej, niż ulepszyć, dobry już utwór. Do dziś nie wiek kto jest odpowiedzialny za teksty, ale tu też otrzymałem mieszankę, która ukierunkowała mnie na przyszłość. Bo to Upadek Imperium i Książę Wojny były dla mnie pierwszymi wojenno-historycznymi kompozycjami, jakie usłyszałem. Wielka szkoda, że Leszek Szpigiel wyjechał do Niemiec, był bardzo zdolnym wokalistą. Nowe obecne oblicze zespołu Wolf Spider, też nie jest złe, zresztą miałem okazję być na jednym z ich koncertów. Jednak tak jak wtedy, jesienią 2009 roku, czyli trzynaście lat temu, nadal słucham tego rewelacyjnego debiutu, który kończy w tym roku trzydzieści pięć lat, czyli znacznie więcej niż żyję. Jeśli jakimś cudem nie mieliście okazji go przesłuchać, polecam w ciemno, tak samo jak najnowszy album zespołu, już o nazwie Wolf Spider o tytule V z 2015 roku. Czy dziś też kupiłbym krążek Wilczy Pająk? Oczywiście nawet za 100 złotych. Okładka autorstwa Andrzeja Brzezickiego jest świetna. Jak w sumie wszystko na tej płycie. Poza tym utwory takie jak Książę Wojny, Upadek Imperium, Żądna Ofiary Twarz oraz Nocny Strach to kompozycje do których wracam naprawdę często. 

10/10

Korekta : William Burn

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.