MAULE – MAULE (2022)

Kanada po raz trzeci już w tym roku. Znowu debiut, tym razem, grupa MAULE, wydała 14 stycznia 2022 roku, dzięki Gates of Hell Records , swój pierwszy album zatytułowany po prostu MAULE. Wiem tylko tyle, że, ta grupa jest prosto z Vancouver, więc z raczej anglojęzycznej części Kanady. Jestem bardzo ciekaw, jaki okaże się, ten debiut. Zaczynamy!

Evil Eye zaczyna się bardzo szybko. Riff typowo heavy metalowy. Wokal Jacoba nie jednoznaczny, przejścia dość ciekawe. Ewidentnie słychać tu tradycyjną szkołę new wave of british heavy metal, do tego solówka gitarowa też jest chwytliwa, jak zresztą cały utwór. Na otwarcie płyty, dobry wybór. Ritual na samym początku podkreśla gitarę basową, potem riffy idą w kierunku typowego speed metalowu, czego dowodzi charakter solówki. Jabob tu akurat brzmi trochę bardziej hard rockowo, niż typowo heavy metalowo. Summoner ma openning bardzo mocno inspirowany zespołem Iron Maiden, przynajmniej ja mam takie wrażenie. Czy to źle? Niekoniecznie zwłaszcza dla fanów tej brytyjskiej grupy. Dobre zastosowanie wokali pomocniczych, wysokie partie Jacoba też wyszły mu świetnie. Perkusista pod koniec zademonstrował, przynajmniej w moim odczuciu inspiracje Judas Priest, a konkretnie jednym z ich flagowych utworów, co akurat dla mnie jest atutem. MAULE to znowu nieco inne riffy, lekko zbliżone do thrashowych. Samo tempo jest zachowane, kolejny raz dodatkowe wokale robią tu świetną robotę. Breakdown nieco inny tylko na moment uspokoił tempo, a potem jeden z gitarzystów, uraczył kolejną szybką solówką. Red Sonya nie daje wytchnienia, co akurat jest miłym odczuciem, człowiek chce po raz kolejny rzucić się w moshpit. Sword Woman ma nieco dłuży start, z akcentem na blasty, jeśli chodzi o perkusje, bas też, przez moment tworzył napięcie, potem jednak gitary poszły, wraz z wokalem poszły w ruch. Kolejne zupełnie inne partie perkusji, zastosowane przy przejściach, mimo wszystko robi to jednak wrażenie. Father Time ma nieco inną strukturę, mam tu na myśli również wokal, pomimo podobnych riffów, tu akurat najbliżej jest do fuzji thrash/core. Zaskoczenie sprawia, że monotonia nie wchodzi w grę. March of the Dead skupia się oprócz budowania napięcia, bardziej na samym nastroju, niż na tempie, oprócz tego tu też tekst, jest z tych refleksyjnych, do posłuchania i wyciągnięcia własnych wniosków. Na We Ride , jak na płycie Kings of Metal, zespołu Manowar słuchać odgłos motocyklu. Nawiązania do wielu znanych utworów o tematyce samej podróży, diabła i nie tylko. Muzycznie oczywiście się jak najbardziej broni.

Kanada nie przestaje mnie zaskakiwać. Debiut grupy Maule o tym samym tytule, więcej niż przypadł mi do gustu. Muzycznie zaprezentowana jest tu ciekawa mieszkanka heavy metalu, thrash metalu i speed metalu. Wokal też nie jest jednoznaczny. Sześć pierwszych utworów jest bardzo przebojowych, przez zapewne aspekt speed metalowy. Father Time ma specjalnie inny kształt, lub formę, aby słuchacz nie poczuł się znudzony, zakładam, że właśnie taki zamysł towarzyszył zespołowi. Pozostałe dwa są bardzo heavy metalowe, z akcentem na tekst. Inspiracji muzycznych usłyszeć tu można wiele od Iron Maiden, Judas Priest, Manowar, fajne jest to, że inspiracje zostały przekute w autorskie kompozycje, pomimo braku możliwości uniknięcia podobieństw. Wszyscy muzycy ukazali cały wachlarz swoich umiejętności, zwłaszcza gitarzyści. Okładka autorstwa Dave-a Levi Holland-a jest też świetna. Pomimo efektu oszołomienia temu debiutowi niewiele brakło do bycia perfekcyjnym.

9/10

Korekta: William Burn

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.