Night Cobra – Dawn Of The Serpent (2022)

Tym razem wracam do Stanów Zjednoczonych. Dokładniej udam się w podróż do Houston w stanie Texas. Bowiem 11 lutego 2022 roku, nakładem High Roller Records, ukazał się debiutancki album Dawn Of The Serpent, grupy Night Cobra, pochodzącej właśnie ze wspomnianego wcześniej przeze mnie miasteczka. Nie mam pojęcia czego się spodziewać, co mnie jeszcze bardziej zachęca do tego, aby założyć słuchawki i przekonać się, jaki okaże się debiutancki krążek zespołu Night Corba.

Płytę otwiera Run the Blade. Sam wstęp przypomina mi bardzo dźwięk syntezatorów lat osiemdziesiątych, co prezentował już fiński zespół Beast In Black. Jednak tutaj jest tajemniczo, do tego zamiast wokalu, na samym początku mamy deklamacje. Następnie słyszę dwie gitary z dwoma różnymi riffami, wraz z perkusją. Przeważa jednak heavy metalowy styl, bas jest mocno podkreślony, wokal Christian-a Larson-a, zaczyna się od wysokich partii, zamysł jest taki, aby zbudować klimat. Dobrze, tylko problem jest taki, że, on (ten wokal) brzmi niewyraźnie, nie wiem o czym, śpiewa. Czysty śpiew już na tych najwyższych partiach, jest imponujący, muzycznie słyszę ciekawe zwroty akcji, dobre breakdowny, w jednej z gitar ( Brandon Bager-a lub Bill-a Full-a, nie wiem na sto procent, którego z nich), słyszę tunel, a drugi z gitarzystów wykonuje jednocześnie chwytliwy riff, dobry pomysł. Następnie bardzo dobra solówka. Marszówka, a raczej jej motyw, jeśli chodzi o perkusję, wokal nadal jakoś mi nie siedzi, co do muzyki to zupełnie inna sprawa. Druga solówka jest równie dobra, co pierwsza, perkusyjne breakdowny pierwsza klasa. Na sam koniec stopa, tunel gitarowy i energetyczna trzecia już solówka na sam koniec.

The Serpent’s Kiss to wejście z buta, w postaci prężnego riffu oraz perkusji, także mocy tu nie brak. Maniera wokalu nieco zmalała, jednak dalej mnie nie porwała, ja rozumiem, ekspresyjność, ale przecież, nie musi mi on konkretnie odpowiadać prawda? Szanuje, ale, toleruje, partie wysokie pierwsza klasa, poza tym mam wrażenie, że, albo nałożono dwa róże głosy tego samego wokalisty, lub pojawił się wokalista wspomagający. Gitarzyści pokaz kolejni dają popis umiejętności. Pierwsza z solówek daje przysłowiowego kopa. Podobnie jest z Lost in Time. Tu solówka gitarowa jest z werwą, znowu starcie heavy metalu z thrashem, jak dla mnie. Black Venom Dreams ma znowu syntezatowe wprowadzenie. Powtarzające się już trochę riffy, tu już ewidentnie słyszę wokal wspomagający. Ponownie kolejna dawka energii, wysokie ,,wycie” wokalisty, zapewne w nawiązaniu, do tekstu udawany śmiech. Już wiem, Christian jest fanem King-a Diamond-a, bo tylko On, ma tak charakterystyczne te partie, jednak powiem jedno nie tylko ulta wysokimi partiami, można zdobyć uznanie, jeszcze trochę pracy przed tobą, mam tu ma myśli Christian-a a nie oczywiście mistrza King-a. Solówka gitarowa na końcu istne złoto. The Neuromancer’s Curse ma prosty instrumentalne budowanie napięcia. Potem cisza i speed metalowy twist, zwłaszcza gitarowy. Jedna z najlepszych petard na albumie. For Those Who Walk the Night nie zwalnia ani na moment. Zwłaszcza gitarzyści. Wokal tu o dziwo się sprawdza. Dobre brekdowny. Tego to nie nie spodziewałem się. Mam tu na myśli popis basisty, dla uspokojenia odrobinę tempa, do tego bardzo dobry popis. Następnie mocno wirtuozerska solówka gitarowa. Następnie zwrot akcji, poprzez zmianę wokalu, a potem czysty śpiew i znowu speed gitar i perkusji. Na In Mortal Danger wraca speed metal, i solówka w tym stylu, do tej akurat stylistyki muzycznej wokal, pasuje średnio moim zdaniem. Sytuację trochę ratuje wokal wspomagający, tu słyszę ewidentnie thrash i speed metal. Acid Rain to syntezatory w akcji, ale nie do końca rozumiem zamysłu, bo w sumie, przynajmniej mnie w jakiś specjalny nastrój lub trans nie wprowadziły. Płytę zamyka Electric Rite, na którym, słyszymy popisy Cheech, który ma swoje pięć minut, jest to jakaś odmiana, zwłaszcza iż, przerywnik był bardziej irytujący, niż odprężający. Potem wkracza basista. Dopiero potem gitarzyści z riffami. Wokal też jest z tych umiarkowanych, solówka kończąca album, jest dobra.

Cóż, zatem amerykański Night Cobra, ze stanu Teksas. Skutecznie cofa przynajmniej mnie, do lat osiemdziesiątych. Muzycznie, czyli do kunsztu obu gitarzystów Brandon Bager-a oraz Bill-a Full-a, nie mam żadnych zastrzeżeń, tak samo jeśli chodzi o basistę, jego jedyne solo było cudowne, jak również perkusisty Cheech-a. Natomiast powiem szczerze, wokale Christian-a Larson-a, są mocno zróżnicowane, przybierające parę razy manierę podobną do King-a Diamon-a, także jego fani będą zachwyceni, tylko jest jeden problem, w paru kompozycjach są nieco przekombinowany, ale, ja pisząc to, biorę pod uwagę, oczywiście zamysł artystyczny, aby wyrazić ekspresję, ale warto brać pod uwagę fakt, że nie wszystkim musi się to podobać, tu akurat zalecam pracę. Najlepszy pod tym względem jest In Mortal Danger, bo ma wokal wspomagający. Niepotrzebne moim zdaniem syntezatory pominę milczeniem. Okładka jest natomiast genialna, czas płyty zamyka się w trzydziestu pięciu minutach w zaokrągleniu, co też jest plusem. Także, niech wokalista popracuje nad swoim warsztatem, mam też wrażenie, że mastering niektórych utwór, nie wyszedł po myśli zespołu. Tak czy inaczej, instrumentalnie jest więcej niż bardzo dobrze. Biorąc wszystkie za i przeciw mogę, śmiało napisać, że, debiut jest dobry. Szkoda tylko, że nie mogłem zagłębić się w teksty kompozycji.

Korekta: Wiliam Burn

8/10

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.