Kreator – Hate Über Alles (2022)

Wreszcie! Weterani niemieckiej szkoły thrash metalu, czyli legendarnej grupy Kreator, 10 czerwca 2022 roku, dzięki Nuclear Blast Records, wydali swój piętnasty studyjny album, zatytułowany Hate Über Alles. Czy okaże się lepszy od poprzedniej, delikatnie mówiąc dość rozczarowującej płyty? Czy pięcioletnia przerwa wpłynęła dobrze na jakość tego albumu? Na te i inne pytania odpowiem z ogromną chęcią. Odsłuch zapewne nie jeden czas zacząć!

Sergio Corbucci Is Dead, to już, na samym początku, klasyczne intro, w postaci neoklasycznej gitary, a potem kilku, następnie motywu marszówki oraz chóru kobiecego, dając przedsmak epickości i doskonale budując napięcie. Tytułowe Hate Über Alles, które było pierwszym singlem promującym, to powrót, jaki mnie satysfakcjonuje. Gitary wraz z perkusją tworzą monolit i dynamikę właśnie poprzez nieprzekombinowane proste riffy, z galopującymi bębnami. Duet Miland ‘Mille’ Petrozza oraz Sami Yli-Sirniö, jeśli chodzi o gitary, ponowne się sprawdza. Wokal Perozzy nadal zaczyna się od wysokiego C, dając efekt wejścia z buta. Genialny początek! Sam tekst o tym, że, nienawiść jest największym złem tego świata, daje prosty przekaz, że, nie warto się kłócić. Solówki gitar, przy przejściach, dokładnie dwie, mistrzostwo świata, tylko ta druga oczywiście znacznie dłuższa

Killer Of Jesus kontynuuje dynamikę i tempo, poprzedniej kompozycji, bębny tu są bardziej progresywne, ciekawie też brzmi krótki tunel muzyczny, przy nich samych, potem wszystko wraca do normy, oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Chwytliwie, potem znowu bębny budują napięcie, z głosami w tle, potem solówka, zarówno dzika, jak i melodyczna, pod którą, podłącza się Petrozza, a wykonawca jest Sami. Przekaz jest dość przewrotny, z jednej strony, zwrócenie uwagi, że, za pieniądze można zrobić wszystko, jeśli się, je dostanie od władzy, aby, zlikwidować, niewygodną osobę, natomiast z drugiej strony, główny bohater, czyli Judasz, deklaruje się, że, urodził się, po to, by zabijać i uratować świat i zakończyć panowanie (Jezusa) na świecie i w kulturze. Intrygujące lirycznie, ale spójne z muzyką. Crush The Tyrants zaczyna się od partii perkusji, do której dochodzą gitary, ale w bardziej metal/death corowej stylistyce, w tle jest melodyka, ale minimalna, takiego twistu, to się nie spodziewałem. Na szczęście stopniowo wraca stylistyka thrashowa, w międzyczasie dwie solówki, koło których przejść obojętnie nie można. Lirycznie jest kontynuowany wątek wyzwolenia jednostki ( jednostek) z niewoli, zwanej, wiarą katolicką.

Strongest Of The Strong był drugim singlem promującym album. Początek typowo thrashowy od razu z wirtuozerią na samym starcie. Perkusja nadal dynamiczna, dość przewidywalna, w tle oprócz głownej gitary, Yli-Sirniö gra nieco bardziej riffy pod heavy metal. Głownym bohaterem jest Patrik Baboumian, niemiecki strongman, weganin, jak Miland ‘Mille’ Petrozza, który zaangażował się, w kampanie na rzecz zwierząt i samej planety Ziemi. Intensje dobre, ale sam wybór ,,wzoru” kontrowersyjny. Become Immortal w swoim preludium ma znowu kolejną świetną solówkę, a potem perkusję, tu mamy nawiązanie do samych początków zespołu. Fajnie jest podkreślony przy uspokojeniu tempa, bas, także głosy, chóru, czy też nie, nieważne, wypadło to więcej, niż świetnie. Jako singiel jeden z lepszych, moim zdaniem. Conquer and Dstroy ma ponownie mocno gitarowe preludium. Typowy thrash z podwójną stopą, z nutą melodyki, z bez zmiennym wokalem Petrozyy, solówka w stylu bardziej speed metalowym. Można połączyć nowe brzmienia z oldschoolowymi? Oczywiście, że, tak! Dobrze też jest podkreślony bas. Jednak nadal fin (Yli-Sirniö ) szaleje na swoim wiośle elektrycznym. Chóru mieszanego jednak się nie spodziewałem, ciekawy zabieg. Midnight Sun, czyli trzeci z czterech singli promujących album, zawiera gościnny występ, Sofii Portanet, niemieckiej przedstawicielki popu.

Muzycznie ostre jak żyleta gitary rozpoczynają lawinę, wraz z równie intensywną perkusją, znany i lubiany thrash. Wokal Sofii, jest specyficzny, jak dla mnie patrząc, też na teledysk, czuje nawiązania lub kontynuacji, koncepcji z utworu The Satal is real. Muzyczne podobieństwa, wróciłem z automatu do czasów Endorama-y oraz Outcast -u. Demonic Future to znowu mocny start, ponownie gitary oraz bębny i diaboliczna furia i prędkość. /sam trekst jest o dystopii, gdzie królują demony, lecz nie ma już tej znienawidzonej wiary. Sam zresztą narrator zwraca uwagę, że, owa przyszłość nadejdzie, ale ,,nasza walka trwa. Muzycznie ponownie bez zarzutu, znowu są pewne zawiązania, ale solówki świeże. Kolejny chwytliwy numer. Pride Comes Before The Fall zaczyna się, bardzo spokojnie, melodią z pozytywki. Rodem z dobrego horroru. Deklamacja Miland ‘Mille’ Petrozzy? Nie sądziłem, że, tego dożyję. Wow! To się nazywa twist. Potem wszystko wraca na thrashowe tory, wokal pomocniczy? Szanuję. Wyraźne breakdowny w tej przedostatniej kompozycji. No i znowu słyszymy inne oblicze Petrozzy. Przewidywalnie tez ponownie Sami Yli-Sirniö daje popis swoich umiejętność, ale z gustem, a nie na siłę, bo to znaczna róźnica, przynajmniej dla mnie. Dying platen zaczyna się neoklasycznie, z perkusją ,która się rozpędza, potem jest dość interesujący miks gitar, basu i bębnów z akcentem na blasty, jako breakdown. Nie jest to ballada, jak przewidywałem, nieco szkoda, więcej tu muzycznego gniewu, niż żalu. Lekki oddech jest przy solówkach. Potem znowu lawina, a następnie powrót do neoklasycznych brzmień. Jeszcze ten demoniczny głos przy deklamacji. Sam utwór jest oczywiście o umierającej planecie Ziemi.

Piętnasty krążek niemieckiego zespołu Kreator. Jest więcej niż dobry. Wiele jest muzycznych nawiązań z poprzednich płyt, takich jak Pleasure to Kill, Outcast, Endorama, Violent Revolution, Enemy Of God i Phantom Antichrist. Głownie chodzi mi o charakterystykę riffów i zmian temp perkusji. Wokal Miland ‘Mille’ Petrozza pokaz więcej niż jedno oblicze. Oprócz niego jedynie ze starego składu został Jürgen Reil, zanym jako Ventor, zapewne o nich dwóch jest też utwór Become Immortal, co nie jest zarzutem. Wirtuozeria ze strony fina Sami Yli-Sirniö, nadal jest na najwyższym poziomie. Nie znam osobiście autora okładki, ale jak dla mnie jest autorską interpretacją okładki z debiutanckiego albumu Kreatora, zatytułowanego Endless Pain. Sam jestem tą płytą, zachwycony, pomimo nawiązań, znalazło się na niej miejsce na zastosowanie innowacyjnych zabiegów muzycznych co mnie jako fana grupy bardzo to cieszy. Polecam tą płytę w ciemno! Chętnie poznam zdanie na temat tej płyty, fanów thrashu i nie tylko. Moje już poznaliście.

Korekta: Wiliam Burn

10/10

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.