Nanna Barslev – Lysbærer (2022)

Poprzez zainteresowanie polskim folkowym projektem SVITA, postanowiłem pójść nieco dalej i co jakiś czas sprawdzać, podobne lub pokrewne produkcje. Dziś po raz pierwszy w tym celu powędrowałem do Dani. Natrafiłem przez to na Nanna-ę Barslev. 18 marca 2022 roku dzięki Norse Music, wydała ona swój debiutancki album zatytułowany Lysbærer. Jestem ciekaw swojego odbioru tego albumu? Jest tylko jeden sposób, aby się przekonać!

Album otwiera utwór Skjoldmø, który jednocześnie, pełnił funkcję singla promującego album. Sam wstęp brzmi bardzo dobrze, coś tu ze względu na niewielki stopień informacji, będzie dużo dywagacji. Pierwszą z nich będzie to, czy pierwszym instrumentem jest lira korbowa, czy też moraharpa. Potem dochodzi róg, następnie głos bardzo podobny do Lindy, skutecznie jednak buduje napięcie, potem już jednak na pewno pojawia się moraharpa z rytualnym bębnem. Klimat szamański, do tego jeszcze odgłos ptaków Odyna (kruków). Sama pieśń jest o walecznych kobietach, zwanych tarczowniczkami. Następnie pojawia się kolejny instrument w postaci talharpa-y. Następnie znowu powraca lekko wojenny nastrój, jednak tekst sam w sobie jest bardziej refleksyjny, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Genialny początek, a sam utwór w roli single spisał się świetnie.

Runebundet to w preludium, przynajmniej dla mnie dość progresywne wykorzystanie moraharpa-y, wraz z bębnem, uczucie transu przez to, nadal się u mnie skutecznie utrzymuje, wokal natomiast, w tym przypadku przypomina mi głos farerskiej wokalistki Eivør Pálsdóttir – w obu ich głosach jest zawarta ta naturalna pierwotna siła i dzikość. Tempo pomału staje się bardziej dynamiczne, no i twist, tu już słychać litrę korbową ewidentnie. Te zmiany wokalu są też bardzo dobre. Czemu? Bo przynajmniej ja, jako słuchacz się nie nudzę. Kierunek, w jakim idzie płyta, jest nadspodziewanie dobry. Mod vrede to drugi singiel promujący, po dźwiękach ognia, start jest bardziej klasyczny, mam tu na myśli połączenie bębnów i moraharpa y. Sam tekst jest o tym, że, nie warto się gniewać na nikogo, bo to może obrócić się przeciw tej osobie. Mozolnie budowany klimat nadal jest utrzymany, jestem w pozytywnym szoku. Askr to ponownie skuteczne budowanie nastroju poprzez przysłowiową ,,ciszę przed burzą”, z tłem głosów Nanny, aby potem ponownie ją usłyszeć w kolejnym już obliczu. Efekt chóru jednak jej wyszedł, nie ma co zaprzeczać. Tu jednak mamy mikro opowieść, jednak trochę nużącą, wiadomo nie może być idealnie.

Tytułowy Lysbæterer jest ostatnim, bo czwartym singlem, wydanym już po ukazaniu się płyty. Tu wracamy do tego, co już zdążyliśmy polubić, pod względem muzycznym, wokalnym i lirycznym. Głos mocno pod Eivør, zmiana tempa na dynamiczniejsze, przypomina mi bardzo, fragment utworu Ivar-a Bjørnson-a & Einar Selvik’s Skuggsjá o tytule Skuggsjá, gdzie również występuje podobna zmiana. Potem jest znowu spokojniej, słyszymy też lirę, przez moment, potem znowu moraharpa-ę. Chór w tym przypadku nie jest sztuczny a stworzony poprzez inne osoby, natomiast ,,solówki” z fletami w tle, też się nie spodziewałem. Na Rhimfaxe wyraźniej słychać szeroko rozumiane instrumenty perkusyjne, poza tymi które już zdążyliśmy poznać, jednak swego rodzaju rutyna, się już pojawiła, choć Nanna robi wszystko, aby ją odwlec. Na tyle dobrze, że, te chwile rutyny są, naprawdę krótkie. Jagtmarker zaczyna się dźwiękiem rogu. Wokalnie też jest inaczej, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jest też znacznie spokojniej. Dopiero w połowie, coś zaczyna się, dziać, lecz tylko pozornie niestety. Sunna Sol ma bardzo naturalny start, z wieloma instrumentami naraz, głosami w tle, wraca pomału ten zbudowany wcześniej nordycki klimat. Jednak ożywienie mnie, a raczej obudzenie, jako słuchacza wyszło średnio. Album zamyka natomiast trzeci z czterech singli, wydany y w dniu premiery płyty, mówię tu o kompozycji Sten. Tu jednak postawiono na ,,delikatność”, przez co, niewielkie odejście od mistycyzmu. Choć fragmenty deklamacji są przekonywające. Minimalizm instrumentalny, okazał się jak dla mnie nietrafionym wyborem. Szkoda.

Z tego co przeczytałem Nanna Barslev, to wokalistka wielu zespołów, jednak skupiając się na jej debiutanckim solowym albumie Lysbærer, mogę powiedzieć tyle. Ma kobieta talent. Szeroka paleta głosu jest zdumiewająca, do tego instrumentalna oprawa. Podobieństwa wokalne do Eivør Pálsdóttir czy Lindy Fay Hella, nie są przypadkowe. Jednak do minusów, drobnych, ale jednak jednolity nastrój utrzymuje się do końca utworu Rhimfaxe, potem idzie do dla mnie w ,,eksperymentalnym” kierunku. Różnorodność głosowa i instrumentalna, pozwoliła bardzo długo unikać monotonności, natomiast od kompozycji Jagtmarker wszystko poszło w inną drogą. Sunna Sol była jeszcze średnio udaną, ale jednak, próbą powrotu, natomiast kończący album utwór Sten prawie, że, pogrzebał wszystko, doprowadzając do słabego zakończenis. Mimo tego album jest o tyle interesujący, że, mogę go śmiało polecić miłośnikom folku nordyckiego, liczę po cichu, że drugi album Nannya-y Barslev rzuci mnie na kolana, w przypadku debiutu było bardzo blisko. 

Korekta: William Burn

8/10

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.