Eivør- Segl (2020)

Eivor, znana dokładniej jako Eivør Pálsdóttir, pochodząca z Wysp Owczych kompozytorka. Wydała swój kolejny solowy album Segl, dokładnie 18 września 2020. Nie bez powodu o tym wspominam, gdyż kiedyś miałem już okazję zetknąć się z jej twórczością. Było to po premierze jej ostatniego albumu Slør . Artystka miała więc sporą przerwę. Choć udzielała się w pobocznych projektach muzycznych. Jestem bardzo ciekaw, co tym razem przygotowała. Tym bardziej, że, album ma już blisko dwa lata od premiery. Ciekawe co się zmieniło?

Otwierający Mánasegl nawiązuje trochę do znanego mi transowo-elektronicznego brzmienia, jak z Slør. Choć tylko do połowy, bo potem dochodzi gitarowy riff oraz trochę cyfrowej perkusji. Drugi utwór jest w pierwszym z wielu, napisanym w języku angielskim, a tu pojawia się czasem zgrzyt. Bo jednak w swoim rodzimym języku farerskim, EEivør wydaje się bardziej ekspresyjna. Choć jak na kompozycję Let It Come nie jest aż tak źle. Tu jej głos pokazuje więcej możliwości. Do tego subtelny bas w Eivør pewnym fragmencie zmiany tempa. Sleep on It ma ciekawe muzyczne otwarcie, mam tu na myśli zapewne, na co liczę znowu inne oblicze , nagrane jako stempel. Jest tu też więcej elektroniki co słychać. Czy to źle? No trochę tak, bo był moment gdzie, Eivør ocierała się już, o autotune, którego nie lubię. Muzycznie jest dobrze, choć mogłoby być lepiej.

Hands zaczyna się od partii fortepianu, cały utwór mimo lekkich zmian temp, jest spokojny, tylko po raz kolejny język angielski do mnie nie przemawia. Szkoda. Sam utwór nastrojowy. Nothing to Fear to znowu powrór do elektroniki, jednak tu stemple ,przynajmniej dla mnie nie zdały egzaminu. Truth nie dodaje nic odkrywczego oprócz chóru towarzyszącego głosowi Eivør. Muzycznie minimalistycznie. Podobnie jest na Skyscrapers. Only Love jest duetem wykonanym z islandzkim piosenkarzem znanym jako Asgeir. Duet głosów jest bardzo do pasowyany, jednak muzycznie taka formuła, wywołuje u mnie już lekkie znudzenie, bo nie ma nagłych zmian czy też budowania napięcia. Słabo. Przy This City, jednak się nie przesłyszałem. Autotune! Serio? Na Patience, jeśli chodzi o stemple, Eivor znowu postawiła na muzykę klasyczną. Nic nowego. Najbardziej na tej płycie zainteresował mnie duet Einara Selvika, znanego frontmena Wardruny z Eivor. Muzycznie, chociażby z tego powodu, jest trochę mistycznie, choć i tak to by było nad użycie. Bo zabiegu dupstepu tu Eivør się nie wyprze. Jednak po kolejnym nieudanym eksperymencie, ten utwór mnie rozczarował, gdyż mogło być lepiej. Choć przyznać trzeba, że język farerski jest lepszy od angielskiego. W kompozycji zamykającej płytę Eivør po raz trzeci śpiewa nie po angielsku, lecz znowu nie zaskakująco.

Płyta Segl udowodniła, że Eivor poszła znacznie bardziej w elektroniczne brzmienie, czasem ze stemplem z muzyki klasycznej. Mały duch poprzedniej płyty słychać jedynie na utworze otwierającym ,potem już zero nawet imitacji transu. Nie można odmówić umiejętności wokalnych ,bo na tej płycie też są imponujące, jednak szalę goryczy przelał, rozczarowujący duet z Einarem i autotune. Nie trafiony eksperyment. Jednak poprzednia płyta była lepsza. Co do lirycznego aspektu utworów, to powiem tak na Segl, nie ważne, w jakim języku tu nie odnalazłem jakiejś większej głębi, nawet przy rzekomo nastrojowym Hands. Ulubione utwory? Brak. Czy będę chciał wrócić do tej płyty? Wątpię. Szkoda, że dwuletnia przerwa nic nie pomogła, sądziłem, że, płyta ,, dojrzeje” i moja ocena też, niestety tak się nie stało. 

4/10

Avatar photo

Kacper Sikora (Relevart)

Jestem miłośnikiem muzyki. Towarzyszy mi ona od zawsze. Natomiast za to, że moja muzyczna podróż pokierowała mnie na tak szeroką ścieżkę, jaką jest przede wszystkim metal, mogę być jedynie wdzięczny losowi. Nie ograniczam się jednak tylko do niej. Muzyka nie jest moją jedyną pasją, ale akurat nią będę się chciał z Wami dzielić. Wyrażając swoją opinię, zawsze będę gotów poznać Wasze zdanie. De gustibus est disputandum!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.