Kategorie
Bez kategorii

Midnight – Rebirth by Blasphemy (2020)

Ostatnio dość pozytywnie wypowiedziałem się na temat debiutu amerykańskiego zespołu Midnight z 2011 roku zatytułowanego Satanic Royalty, twórcy połączenia black’n’rolla ze speed metalem. Teraz z niecierpliwością biorę na odsłuch premiery najnowszego albumu Midnight, zatytułowanego Rebirth by Blasphemy, wydanego przez Metal Blade Records 24 stycznia 2020. Akurat byłem wtedy w stolicy, co nie przeszkodziło mi zapoznać się wielokrotnie z tym krążkiem. Czy Rebirth by Blasphemy, okaże się równie dobry jak debiut? Zaczynamy

Fucking Speed and Darkness to dobry speed połączony z thrashowymi rifffami oraz dynamiką. Oprócz tego Athenar dostarcza bardzo dobrą solówkę. Jak na utwór otwierający jest bardzo dobrze. Piekielne baterie zaczynają się ładować jeśli o mnie chodzi. Nieodzowną kontynuacją wcześniejszej kompozycji jest oczywiście tytułowy Rebirth by Blasphemy. Prędkość jest dalej podkręcona, choć nacisk jest bardziej na thrash niż speed, lecz przejścia robią swoją robotę. No i oczywiście solówka gitarowa obowiązkowa musi też być. Więcej black’n’rolla który lubię, usłyszeć można, natomiast na Escape the Grave oraz Devil’s Excrement.

Bardzo intrygująca natomiast perkusja rozpoczyna piąty na tym krążku Rising Scum. Gitara jest też trochę przytłumiona. Krzyki Athenara połączone z jego już klasycznym wokalem też robią dobry efekt. Jest to bardzo dobry refleksyjny utwór. Pozwalający trochę odpocząć.

Na Warning from the Reaper wracamy do piekielnie rozpędzonego black’n’rolla. Zresztą sam żniwiarz nas przed nim ostrzega. Nawet poprzez jedną z dłuższych solówek gitarowych na tym piekielnym krążku. Dalej jest już tylko bardziej diabelsko. Ponieważ przez kolejne cztery utwory Cursed Possessions, Raw Attack, The Sounds of Hell oraz You Can Drag Me Through Fire , piekielny black’n’roll trwa do samego końca. Dostarczając moim uszom, w międzyczasie kilku solówek oraz perkusyjnych popisów autorstwa jednoosobowego mistrza piekieł, czyli Jamiego Waltersa ,,Athenara”. Czekam aż, Midnight przybędzie do Polski promować ten krążek, który nie ma słabych punktów, bo jest kompletną i spójną całością. Jak dla mnie Rebirth by Blasphemy jest taka, jak być powinna, trochę innowacyjna, ale przede wszystkim odrodzeniem smolistego black’n’rolla, którego autor miał gdzieś ograniczenia prędkości, gdyż jak zawsze wszystko bluźnierczo pisał dla samego Lucyfera. Zresztą teksty mówią same za siebie. Ocena tego arcydzieła więc może być tylko jedna. Zakładać więc słuchawki i słuchać Rebirth by Blasphemy dla samego Lucyfera. Ja będę to robił dobre parę miesięcy.

Korekta Paulina Wawrzusiak

10/10