Kategorie
Bez kategorii

Follow The Cipher – Follow The Cipher (2018)

Już niestety po kolejnej edycji Masters of Rock. Uwierzcie-było świetnie. Tak się składa, iż, tegoroczna edycja pozwoliła mi, powrócić do płyty, z którą moje uszy nie miały pierwszego dobrego kontaktu. Mówię tu o debiutanckim albumie szwedzkiej grupy Follow The Cipher o dokładnie takim samym tytule, wydany 11 maja 2018 roku przez Nuclear Blast. Czy dobrze zrobiłem, wracając do tej płyty, po dość długiej przerwie? Zobaczymy.

W Enter the Cipher klawisze posłużyły jako dobre intra. Potem wkracza dość nietypowy wokal Lindy, a potem dwóch wokali wspierających. Mam tu na myśli Viktora. Ten duet o dziwo wypada dobrze, potem otrzymujemy bardzo dobrą solówkę gitarową. No i znowu uspokojenie tempa i ostatni break down. Powalony nie byłem, ale też nierozczarowany.

Druga kompozycja, czyli Valkyria to istna petarda energetyczna. Zarówno w wersji studyjnej, jak i na żywo. Choć wokal Lindy jest tu mocno na pograniczu krzyku, przynajmniej ja ciągle odnoszę takie wrażenie. Znowu dobry udział Viktora, lecz dodatkowej dynamiki i mocy dodają istnie metalcore break downy, blasty i scream. Mieszanka, która albo wypali, albo nie, w moim przypadku wypaliła tak, jak trzeba.

My Soldier jest dość mocno przeciętny, choć tu też Linda wraz z Vicktorem się bardzo się starają, muzycznie też to wszystko nie jest złe, bo są przejścia, odpowiednie klawisze, ale mimo to wpada i wypada mi to jednym uchem. Z Winterfall jest znowu inna sprawa, sam riff zmieniający się potem w dobrą gitarową solówkę to jest to. Wokal jest dobry, trzy jasno określone przejścia, no i bonusowa druga gitarowa.

Myślałem, że tego uniknę, ale jednak teraz wyłapię to, co wyróżnia pozostałe kompozycje autorskie na tej płycie. Titan’s Call zaczyna się trochę inaczej, a oprócz tego jest kolejnym utworem z dwoma naprawdę dobrymi solówkami. The Rising natomiast jest dla mnie najbardziej chwytliwym oraz energetycznym utworem na tym albumie. Do tego w trakcie wokalu Lindy, złowrogi głos i fraza: ,,Hunter will remember” pomysł genialny. Do tego gościnne solo Chrisa Rörlanda. Na żywo dla mnie również istny majstersztyk.

Z A Mind’s Escape mam problem, bo niby jest wszystko w miarę dobrze, zmiany temp etc. Okazał się dla mnie zbyt dziwny lub niekompletny. Tak samo z Play with Fire, choć fortepian jako początek zachęcał, ale oprócz tego, pomimo iż riffy nie były złe, jak i cała reszta.

I Revive oraz Starlight zaczynają się bardzo przebojowo. Tu nie ma żadnych eksperymentów, co jest dobre. Riffy, breakdowny, partie dwugłosowe. Na Startlight jednak Vicktor brzmiał bardzo podobnie do Nilsa z Astral Doors, oprócz tego znowu zaserwował bardzo dobry scream, a metalcorowe zabiegi sprawiły, że album, zakończony został z hukiem.

Inną zupełnie kwestią jest cover zespołu Sabaton utworu Carolus Rex, gdyż jeden z założycieli zespołu Karl Kängström pomagał przez długi czas w pisaniu piosenek tej grupie. Przerobiony dość pomysłowo, ale potraktowałem go jako dodatek do płyty, a nie jej integralną część.

Podsumowując. Debiut nie jest najgorszym, z jakimi moje uszy się spotykały. Część płyty gdzie utwory, nie były dopracowane, bo zespół badał, czy pewne rozwiązania się przyjmą, szkoda, tylko że to się przeplatało z kompozycjami gotowymi. Dokładnie pięć numerów jest naprawdę dobrych, a moimi ulubionymi aż trzy, czyli: The Rising, I Revive oraz Starlight. Jeśli chodzi o spójność muzyczną, niby jest, ale złe jak dla mnie ułożenie utworów powodowało, iż finalnie nie była ona dostateczna. Jeśli ktoś jest fanem futurystycznych brzmień i nie boi się posłuchać czegoś sprawdzonego, polecam sprawdzić. Spodoba się lub nie. Mnie ta płyta, jak na debiut, no i po 9-miesięcznej przerwie, bardzo przypadła do gustu, na, tyle że, będę śledził dalej poczynania tej grupy, oczekując, iż może kiedyś, zagrają koncert w Polsce, na tak wysokim poziomie, jak w tym roku na Masters of Rock. Na koniec dodam, że okładka sama w sobie jest bardzo mroczna.

8/10

Kategorie
Bez kategorii

Last Tango – Bloody Dance (2018)

Poznański Last Tango został założony 11 września 2015 roku. Na początku 2018 roku wydali swoją pierwszą EP-kę zatytułowaną Bloody Dance. Jeśli jesteście zainteresowani moją opinią na jej temat, zapraszam.

Na Book of Face zauważyłem inspiracje (żeby nie nazwać ich „zapożyczeniami”) z najnowszej płyty Testament, typ wokalu również okazał się bardzo podobny. Na szczęście późniejsze riffy są już ewidentnie autorskie, poza tym blasty są świetne.
Void Land to znowu riff zaczerpnięty (a wręcz plagiat?) z Labiryntu Fauna, albumu Huntera z 2009 roku. Część autorska jest okej, choć numer nie kopie aż tak bardzo, może poza solówką z marszówką w tle, która wypada bardzo fajnie.
Wokal na The Highest One przypomina CoreyaTaylora, jeśli chodzi o manierę śpiewania. Z kolei riffy wraz z perkusją są zrobione przez zespół od A do Z, gdyż nie wychwyciłem tu żadnej zrzynki, a jedynie inspiracje. Jest dobrze.
Ostatni utwór z jednym na EPce polskim tytułem Zaćmienie jest równie dynamiczny, jak kompozycja otwierająca, gitary i perkusja sprawiają, że człowiek sam z siebie chce lecieć w pogo. Do tego pojawia się breakdown rodem z jak deathcoroewgo numeru. Solówka znowu genialna.

Zespół ma potencjał, powinien jednak moim zdaniem, unikać ewidentnego plagiatowania jak w przypadku trzeciego utworu. Ponadto słychać, że grupa szuka stylu, dlatego też ta EPka to mieszanka thrashu, heavy i odrobiny deathcoru. Co się z tej mieszkanki wyklaruje, czas pokaże. Jak na sam początek nie jest źle, jest nawet dobrze jak na pierwszy materiał. Jeśli nie znacie tej EPKi , z czystej muzycznej ciekawości warto się z nim zapoznać. Tym bardziej, jeśli nie obca jest Wam polska muzyczna scena metalowa oraz młode reprezentujące nią zespoły.

8/10