Frontside – Zmartwychwstanie (2018)

Wreszcie! Dokonało się! Czekałem na najnowszy album jednego z moich ulubionych zespołów polskiej sceny metalowej, mam tu na myśli sosnowiecki Frontside. Zespół na przestrzeni lat pokazał swoim fanom różne oblicza. Dlatego miałem obawy, jakie to Zmartwychwstanie będzie. Czy spełniło moje oczekiwania? Jeśli jesteście tego ciekawi — zostańcie ze mną, a się przekonacie.

Tak formalnie płyta została wydana 14 września tego roku dzięki Mystic Productions. Co do kwestii muzycznej ewolucji, poruszę ten wątek kiedy indziej w innym, osobnym artykule, który poświęcę całej wspomnianej grupie, więc w tej recenzji postaram się go możliwie pominąć. Tak czy inaczej, przechodzę do rzeczy.

Album rozpoczyna się ciekawym intrem tytułowego kawałka „Zmartwychwstanie”. Specyficzne riffy i marszówka. Następnie już coś, czego mi brakowało: ta intensywność i ciężar. Ten deathcorowy duch, który, zwłaszcza wśród osób nieobytych w metalu, jest marką tego zespołu. Solówka zaprezentowana w tej kompozycji jest po prostu obłędna.
Kolejny utwór „Poznaj Swoich Wrogów” oprócz tego, że liryczny, ma bardzo dosadny przekaz i jest do tego życiowo prawdziwy. Muzycznie też jest dobrze. Perkusja ukazuje swoje atuty, których dawno nie słyszałem, potem to breakdownowe tempo, którego moim uszom brakowało. Głowa i ciało samo podświadomie myśli już o koncercie i oczywiście pogo. Historia jest kontynuowana przy „Bez Przebaczenia”, choć krótka deklamacja Demona w tym utworze nadaje większego klimatu. Znowu kolejna dobra solówka.

Krew, Ogień, Śmierć” rozpoczyna się od dźwięków deszczu oraz piorunów. Potem jest, znowu tak jak powinno: dobre riffy, blasty, zmiany tempa, a przekaz jasny i wyraźny.

Pieczęcią Niech Będzie Krew” to od samego początku siarczysty muzyczny cios w twarz, o odpoczynku nie może być mowy. Riffy, breakdowny, blasty, scream i growl bardzo przypominające mi album Zmierzch Bogów. Natomiast „Przynoszę Wam Ogień” swoim politycznym, buntowniczym i trochę aspołecznym aspektem i samą muzyczną też strukturą przypomina mi „Świat Tyranów” z Teorii Konspiracji. To nie jest żaden zarzut z mojej strony. Wręcz przeciwnie: jest to komplement, gdyż tę płytę (mam na myśli Teorię Konspiracji) po prostu uwielbiam.
Natomiast w „Kolejnej Niewinnej Ofierze” nietypowy wokal jest cudowny. Nietypowe riffy oraz samo brzmienie, przy jednoczesnym zachowaniu corowej konwencji, są kolejnym mega plusem. „Martwy Jak Ty” jest za to znowu kolejnym prostszym i bardziej dynamicznym numerem.
Jak Światłość i Mrok” oraz „Iluminacja” to natomiast kolejne gitarowe uczty. Zachowane breakdowny i blasty: wszystko jak trzeba.
Jako kompozycja zamykająca album „Bóg Cię Nie Ocali” jest wprost idealna, zachowuje klimat, tematykę oraz nie odbiega od innych utworów, pomimo iż jest nieco wolniejsza na samym początku.

Podsumowując, ta płyta to istne arcydzieło, a pod względem lirycznym w wielu aspektach jest kontynuacją Teorii Konspiracji, ale to tylko moje indywidualne odczucia. Muzycznie, chapeau bas Demon. Te solówki to po prostu perełki, które utkwią w mojej głowie na wiele lat. Daron – idealnie je wykonałeś. Auman, tego screamu i growlu mi brakowało, jak dla mnie po wykonaniu heavy metalowej „Legendy” jesteś wokalistą kompletnym. Co do perkusji, została ona pokazana najlepiej ze wszystkich waszych nagranych albumów, doskonała robota Toma. Ta płyta jest spójna i okazała się prawdziwym zmartwychwstaniem Frontside. Chętnie poznam wasze opinie. Czy też uważacie tę płytę za dobrą, a może jest wręcz przeciwnie? Napiszcie w komentarzach. Pozdrawiam.

10/10